Mirosława Nykiel: ETS2 musi być jak najdłużej odsuwany w czasie
Czy unijne propozycje reformy systemu ETS to sukces Polski? Co z ETS2, którego wejścia w życie obawiają się transport czy budownictwo? O tym rozmawiamy z Mirosławą Nykiel, europosłanką Koalicji Obywatelskiej, członkinią ITRE – Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii.
fot: European Parliament Multimedia Center
Mirosława Nykiel. Co dalej z ETS i ETS2?
fot: European Parliament Multimedia Center
Czy unijne propozycje reformy systemu ETS to sukces Polski? Co z ETS2, którego wejścia w życie obawiają się transport czy budownictwo? O tym rozmawiamy z Mirosławą Nykiel, europosłanką Koalicji Obywatelskiej, członkinią ITRE – Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii.
Komisja Europejska przedstawiła propozycje w sprawie reformy systemu ETS. Chciałem zacząć od głosów, które pojawiają się w debacie politycznej od pewnego czasu. Czy lepiej by było, gdyby ETS-u w ogóle nie było?
Tak jak cała moja delegacja uważam, że ETS wymaga zmian. Co już się nam udało? Po pierwsze, wpisaliśmy ETS2 do konkluzji Rady Europejskiej. Znalazł się tam zapis, że najpierw mówimy o zmniejszeniu cen energii i o bezpieczeństwie ludzi, a dopiero później o dodatkowych opłatach i obowiązkach. Po drugie, walczyliśmy o wiele spraw związanych z ETS-em. Podam kilka konkretów. To 7 miliardów euro ulg dla hut. To 14 miliardów euro na tańszy prąd. Po trzecie, osobiście złożyłam 200 poprawek do projektów przyszłej perspektywy finansowej i do budżetu. Powiem tylko o jednej, moim zdaniem najważniejszej. To Fundusz Konkurencyjności, wart 26 miliardów euro. Jedną czwartą tej kwoty zapisaliśmy w poprawce na kontynuację transformacji energetycznej. Przede wszystkim tutaj, dla Śląska.
I chyba trochę jest tak, że kluczem tej reformy jest to, co stało u podstawy ETS-u. Czy te środki rzeczywiście na transformację przeznaczone będą?
Tylko 6% środków, które wpłynęły do budżetu z ETS-u, przeznaczono na transformację energetyczną. Warto podkreślić, że ETS to nie tylko obciążenia, ale też pieniądze, które zasiliły budżet. Nie może być jednak tak, żeby spekulanci zarabiali na handlu emisjami kosztem polskich rodzin i polskiego przemysłu. Komisja proponuje aby państwa członkowskie przeznaczały co najmniej 50% wpływów z aukcji ETS na inwestycje wspierające dekarbonizację przemysłu i transformację energetyczną. Pokazałam to, co zostało już przez nas zrobione i co się udało, ale idziemy dalej. A co tymczasem robią nasi konkurenci? Kłócą się. Ziobryści mówią, że Morawiecki bez zgody Rady Ministrów podpisał ETS. Morawiecki mówi, że on nie podpisał ETS-u. Nawrocki chce jakiegoś referendum. Polacy nie chcą kłótni i awantur. Energetyka to bardzo odpowiedzialne zagadnienie.
Pani zdaniem rząd jest na to gotowy, żeby rzeczywiście te środki z ETS-u faktycznie na dekarbonizację poszły? To była ogólna pula, przeznaczano te pieniądze m.in. na wydatki socjalne. Czy rząd powie obywatelom: słuchajcie, trzeba zrobić transformację teraz już na poważnie?
Jak tylko zacząłem kadencję w Parlamencie Europejskim zapytałam Komisji Europejskiej oraz wieloletnich parlamentarzystów, dlaczego nie określono, na co wyłącznie mogą iść środki z ETS-u. Przecież to jasne, że kiedy jest dowolność, zawsze znajdą się potrzeby i wydatki, a przez to środki nie są dobrze ukierunkowane. Ważne jest jednak to, że Polacy mają dzisiaj panele na dachach i widzą, że prąd jest dużo tańszy. Trzeba działać dalej i to robimy Parlamencie Europejskim.
Choć akurat tutaj na Śląsku różnie przyjmowane są te zapowiedzi, że mają to być środki w większym stopniu na dekarbonizację. Różne są argumenty. To nie tylko są miejsca pracy, ale też bezpieczeństwo energetyczne. Związkowcy jednego i drugiego argumentu używają.
W konkluzjach Rady Europejskiej, w związku z odsunięciem ETS2 w czasie, zapisaliśmy jasną kolejność: najpierw bezpieczeństwo ludzi i tańszy prąd, a dopiero później nakładanie dalszych obowiązków. Dwadzieścia lat pracowałam w polskim parlamencie w komisji energii i dokładnie to rozumiem. Teraz jestem członkinią komisji ITRE, odpowiadającej za przemysł, energię i badania naukowe. Jak się siada do stołu w Parlamencie Europejskim, trzeba te sprawy elementarnie rozumieć.
No to jeszcze jedna data, która się tutaj pojawia. 2040 rok jest niezmienny. Do tego czasu Europa ma zredukować emisję netto o 90%. To jest takie założenie, którego przemysł się obawiał.
I słusznie. Nie popieraliśmy i nie popieramy tego celu. Uważamy, że jest zbyt ambitny i nie uwzględnia punktu wyjścia oraz możliwości wszystkich państw członkowskich.
Niektórzy powiedzą, że wiele zmieniono, żeby nie zmienić nic, skoro ten zapis pozostaje.
Są kraje takie jak Dania, która już w 1974 roku odchodziła od tradycyjnych paliw. A gdzie my wtedy byliśmy? W socjalizmie, w systemie, który musieliśmy dopiero zmienić. Próbuję tę naszą historię tłumaczyć w Parlamencie Europejskim, żeby koledzy i koleżanki z innych krajów, którzy mają pewne sprawy dawno za sobą, zrozumieli, że my jesteśmy na innym etapie transformacji energetycznej. Fundusz Sprawiedliwej Transformacji niestety nie będzie teraz wprost zapisany, stąd moje poprawki. One wpisują te same środki na te same cele w inne unijne instrumenty budżetowe.
Jeszcze mamy Fundusz Modernizacyjny. On zostanie, choć były co do tego wątpliwości, ale będzie dalej po 2030 roku. Mało optymistyczne jest to, że trzeba będzie się nim podzielić. Tam do tego tortu bodajże jest 12 krajów.
W Unii chodzi o znajdowanie kompromisów, ale naszym zadaniem jako polskich eurodeputowanych jest przede wszystkim obrona polskich interesów i szukanie rozwiązań, które będą korzystne dla nas. Trzeba umieć to robić zawierając kompromisy, a nie wykrzykiwać populistyczne hasła.
Co powinno udać się polskiej delegacji ugrać w sprawie ETS-u?
Uważam, że powinno nam się udać dalsze odsunięcie ETS2 w czasie. Już teraz, właśnie dzięki polskiej delegacji EPL w Parlamencie został odroczony do 2028 roku.
To znaczy?
ETS2 musi być odsuwany jak najdłużej.
To 2035 rok na przykład będzie korzystny, czy niekoniecznie?
Myślę, że tak. Rok 2035 będzie bardzo korzystny.