Miłość do motoryzacji zapoczątkowała Jawa 60 w wersji Mustang. Dziś dosiada 130-konną Hondę VFR1200X Crosstourer

fot: ARC

Jarosław Jeleń i jego stalowe rumaki: Suzuki GSX1400 oraz Honda VFR1200X Crosstourer

fot: ARC

Jarosław Jeleń z rudzkiej kopalni Halemba o motocyklach mógłby opowiadać godzinami. Zjechał nimi całą Polskę. W końcu skusił się na wycieczkę po Bałkanach. Do dziś ją wspomina i wraz z grupą przyjaciół planuje kolejne motocyklowe wyprawy.

– Już nawet nie pamiętam, od jak dawna interesuję się motoryzacją. Jeśli powiem, że od dzieciństwa, to nie przesadzę. Gdy tylko skończyłem 16 lat, otrzymałem w prezencie od rodziców motorower marki Jawa 50 w wersji Mustang. To był dla mnie cały świat. Koledzy, a było nas w paczce kilkunastu, mieli już kadety, ogary i jawki, a i komar również się trafił. Na osiemnastkę dostałem Jawę 350 w czarnym kolorze. Miałem już wówczas prawa jazdy zarówno kat. A, jak i B. Motocykl w sklepie kosztował 950 tys. zł, a za sam kask kupiony osobno trzeba było zapłacić 125 tys. zł. Euforia nie miała granic. Takie to były czasy – wspomina z uśmiechem Jarosław Jeleń.

Wymarzoną jawą zjechał wraz z grupą przyjaciół niemal całą Polskę. Jeszcze jako pracownik kopalni Pokój sprawił sobie pierwszego „japońca”, czyli Suzuki GSX1400. Była to maszyna potężna, budząca swym wyglądem i możliwościami respekt u każdego młodego miłośnika motoryzacji.

– Ze starej paczki zostało nas czterech. Zaczęliśmy planować nowe trasy, już międzynarodowe. Po objechaniu Czech, Słowacji i wschodniej części Niemiec zaczęło nam brakować na mapie tych państw miejsc, w których jeszcze nas nie było. I tak narodził się plan podróży na Bałkany w 2018 r. – wyjaśnia rudzki miłośnik stalowych koni. 

Burza i afrykański upał
Plan okazał się strzałem w dziesiątkę. Zwiedzanie malowniczych miasteczek i zabytków, kąpiele w morzu i kosztowanie potraw kuchni śródziemnomorskiej na długo pozostanie tematem wakacyjnych wspomnień grupy miłośników motocykli z Rudy Śląskiej. 

– Nie zapomnę, jak pewnego dnia złapała nas burza. Grzecznie podążaliśmy za autokarem z prędkością 90 km/h. W pewnym momencie wjechaliśmy do któregoś z kolei tunelu. Po kilku kilometrach wyjechaliśmy po drugiej stronie góry. To był szok. Nagle pojawił się bowiem afrykański upał. Nie było śladu po burzy i nawałnicy. Niebo było bezchmurne aż po horyzont. Migiem zjechaliśmy na Zadar, kontynuując podróż brzegiem Adriatyku. W pewnym momencie nadmorskiej podróży znaleźliśmy się tak blisko brzegu Adriatyku, że grzechem byłoby nie zatrzymać się w tym miejscu. Zboczyliśmy motorami dosłownie 20 m od głównej drogi i wjechaliśmy na skrawek dzikiej, kamienistej plaży. Podróż aż do samego Šibenika była już tylko czystą przyjemnością. Następnego dnia pobudka i jazda dalej na południe w stronę Dubrownika. Początkową część trasy zrobiliśmy autostradą, a na wysokości miasta Makarska w Dalmacji znowu zjechaliśmy w kierunku wybrzeża, aby podziwiać zapierające dech w piersiach widoki. Jechaliśmy przed siebie niczym w transie. W pewnym momencie utraciliśmy już orientację, którą granicę przekraczamy, bo to albo kontrola policyjna, albo graniczna, Chorwacja, Czarnogóra i znowu Chorwacja, a za chwilę Bośnia i Hercegowina – opowiada dalej Jarosław Jeleń.

Prawdziwy szok czekał zmotoryzowanych podróżników w Sarajewie. Powitały ich meczety i głos muezinów nawołujących do modlitwy.

– Poczuliśmy się trochę niepewnie. Kobiety w tradycyjnych sukniach i chustach na głowach, a mężczyźni po europejsku, głośni i pewni siebie. Po kilku chwilach doszliśmy do miejsca wyznaczonego na deptaku, gdzie Sarajewo dzieli się na część wschodnią i zachodnią. I kolejny szok. Dziewczyny piękne jak z żurnala, minispódnice, dekolty. Miasto pełne malutkich knajpek, gdzie pito tutejsze specjały i palono szisze, tętniło życiem do późnej nocy – wspomina podróżnik motocyklista. 

Nowy motocykl i dalejże w drogę
Podróż na Bałkany miała dla górnika z Halemby jeden mankament. Otóż Suzuki, jako motocykl typu „naked bike”, czyli bez owiewek, nie był dobrym wyborem na podróże kontynentalne, w większości autostradowe. Z uwagi na brak ochrony przed wiatrem można nim podróżować z prędkościami do 140 km/h. Przy wyższych prędkościach bardzo szybko mięśnie karku i barków odmawiały posłuszeństwa. Nie było innego wyjścia, jak tylko kupić nową maszynę. Wybór padł na Hondę VFR1200X Crosstourer, czyli kolejny potężny motor o mocy prawie 130 koni mechanicznych, napędzany silnikiem w układzie V4, z bezobsługowym wałem Kardana zamiast łańcucha. Utrzymywanie stałej prędkości rzędu 160-180 km/h nie stanowi najmniejszego problemu, a pozycja ciała za kierownicą motocykla, dzięki wysokiej szybie, jest cały czas wyprostowana. I na tym motocyklu Jarosław Jeleń wraz z grupą motocyklistów zaplanowali na 2019 r. kolejną wyprawę. Tym razem do Rumunii.

– To był wyścig. W cztery dni mieliśmy do przejechania 3000 km!

Karpaty i jazda drogą o intrygującej nazwie Transalpina – najwyżej położoną drogą w Rumunii, a następnie Bukareszt, monumentalny gmach parlamentu i Oradea, w okręgu Bihor, stolica historycznej krainy Kriszana, prawdziwa uczta dla miłośników architektury secesyjnej. To jedno z większych i lepiej rozwiniętych miast współczesnej Rumunii. Jego bogata historia sięga XI w. – opisuje swe wrażenia górnik z Halemby.

Nie zapytać go o plany na najbliższe lata byłoby nietaktem.

– Jeżeli tylko sytuacja spowodowana pandemią COVID-19 się unormuje, to jeszcze w tym roku planuję wraz z przyjaciółmi wyjazd do Saint-Tropez we Francji przez Weronę i Mediolan, zaliczając po drodze słynną przełęcz Stelvio. Wyprawy na następne lata też są już zaplanowane. W 2022 r. ponownie obieramy kurs na Chorwację i dalej do Albanii oraz Grecji wraz z Atenami i Kanałem Korynckim. 2023 r. będzie chyba najbardziej ekscytujący. Przyjdzie bowiem czas na Lizbonę i Gibraltar – podsumowuje Jarosław Jeleń.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zima – kto już o niej myśli?

Choć za oknem śniegu jeszcze nie ma, właśnie teraz warto zaplanować zimowy wypoczynek dla całej rodziny. Hotele***NAT zapraszają zarówno w góry - do Krynicy Zdroju, Bukowiny Tatrzańskiej, Ustronia i Wisły, jak i nad Bałtyk - do Sarbinowa oraz Świnoujścia. Niezależnie od tego, czy szukacie śnieżnych stoków, morskiego spaceru czy ciepłego basenu, każdy znajdzie wersję zimowego odpoczynku dla siebie.

Górniczy wydział szuka studentów sprzed 50 lat. Będzie wyjątkowe spotkanie

Wydział Górnictwa, Inżynierii Bezpieczeństwa i Automatyki Przemysłowej Politechniki Śląskiej zorganizuje spotkanie dla absolwentów sprzed pół wieku.

115 lat po pierwszym węglu. Piekarska biblioteka szuka zdjęć z kopalni Andaluzja

Miejska Biblioteka Publiczna w Piekarach Śląskich zaprasza mieszkańców do przekazywania fotografii związanych z kopalnią Andaluzja. Wystawa, planowana w Izbie Regionalnej w okolicach Barbórki, ma upamiętnić 115 lat od rozpoczęcia wydobycia w jednym z najważniejszych zakładów pracy w historii miasta.

Górnicze tradycje w nowej odsłonie. Premiera „Rybnickiego śpiewnika górniczego”

Tradycyjne pieśni górników z Rybnika i okolic ocalone od zapomnienia. Zostały zebrane w jednym śpiewniku.