Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

34.15 PLN (-3.26%)

KGHM Polska Miedź S.A.

257.20 PLN (-2.02%)

ORLEN S.A.

133.80 PLN (+0.45%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.59 PLN (-8.63%)

TAURON Polska Energia S.A.

8.92 PLN (-8.53%)

Enea S.A.

21.62 PLN (-7.13%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

28.35 PLN (+3.28%)

Złoto

4 574.90 USD (-1.51%)

Srebro

69.66 USD (-3.98%)

Ropa naftowa

112.19 USD (+4.68%)

Gaz ziemny

3.10 USD (-0.80%)

Miedź

5.37 USD (-2.72%)

Węgiel kamienny

135.00 USD (-1.46%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

34.15 PLN (-3.26%)

KGHM Polska Miedź S.A.

257.20 PLN (-2.02%)

ORLEN S.A.

133.80 PLN (+0.45%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.59 PLN (-8.63%)

TAURON Polska Energia S.A.

8.92 PLN (-8.53%)

Enea S.A.

21.62 PLN (-7.13%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

28.35 PLN (+3.28%)

Złoto

4 574.90 USD (-1.51%)

Srebro

69.66 USD (-3.98%)

Ropa naftowa

112.19 USD (+4.68%)

Gaz ziemny

3.10 USD (-0.80%)

Miedź

5.37 USD (-2.72%)

Węgiel kamienny

135.00 USD (-1.46%)

Mieczysław Bieniek: próba przed Afryką

Bieniek ARC

fot: Archiwum domowe M. Bieńka

Mieczysław Bieniek myśli o wyprawie do Afryki. Eskapada do Kosowa i Albanii była rozgrzewką przed podbojem "czarnego lądu"

fot: Archiwum domowe M. Bieńka

Prawie 4 tysiące kilometrów rowerem przez 11 europejskich krajów w 35 dni. Dla Mieczysława Bieńka, 55-letniego emerytowanego górnika kopalni Wieczorek, który w swoich podróżniczych wyprawach zaliczył już najodleglejsze i najbardziej egzotyczne zakątki globu, to trochę tak, jakby ze swojego mieszkania na Nikiszowcu wyskoczył na chwilę po gazetę do kiosku.


Kosowo i Albania to ostatnie kraje Europy, w których przedtem jeszcze nie byłem. Ale nie jakaś ich szczególna atrakcyjność przesądziła o takim akurat celu lipcowej podróży. Dla mnie celem marzeń jest objechanie rowerem Afryki. Ze studiowania wieloletnich map pogodowych tego kontynentu wychodziło mi, że klimat w rejonie Albanii i Kosowa o tej porze roku, z lipcowymi temperaturami, jest zbliżony do afrykańskiego. Podróż na Bałkany potraktowałem więc jako trening. Jako dzienny limit przyjąłem 100 kilometrów. Najmniej – w najwyższych górach – wykręciłem 78, najwięcej – 172. Chciałem nie tylko sprawdzić, jak sam będę znosił trudy jazdy w temperaturach dochodzących 50 stopni Celsjusza. Był to także test sprzętu, a więc przede wszystkim roweru, ale też wszystkiego tego, co wypełniało przytroczone do niego sakwy. To był świetny sposób selekcji: co absolutnie niezbędne, a co wyrzucić - tłumaczy zasadniczy powód wyprawy Bieniek.


Pospołu z Tadziem


Na ogół – nie licząc przygodnie spotykanych po drodze kompanów – Mietek podróżował dotąd sam. Tym razem drogę na Bałkany przemierzał z Tadeuszem Janowskim, nauczycielem z Lublina.


- Z Tadziem rok temu zderzyliśmy się w Mołdawii. Jest moim rówieśnikiem, na co dzień uczy dzieci matematyki i fizyki. Umysł ścisły, wielka dusza, ale podróżnicza fajtłapa. Bywało, że gubił się po kilka razy dziennie. Na szczęście wieczorem zawsze jakoś się odnajdywał - życzliwie podkpiwa z belfra Mietek.


Węgier, gdzie jedzie się prawie jak po stole, wcale nie uważa za najłatwiejszy etap podróży.


- Po bezkresnej równinie zazwyczaj hula wiatr. Jazda rowerem po takim „wydmuchowisku” bywa uciążliwsza od wspinaczki po górskich „patelniach”. Mnie Węgry – poza nadzwyczaj przyjaźnie usposobionymi ludźmi – zapadły w pamięci jako kraj szczególnie przyjazny rowerzystom. Tu każda grobla, każdy wał przeciwpowodziowy, każda leśna przecinka jest rowerową ścieżką – zachwyca się katowicki podróżnik.


Ze szczytów do piekła


Serbia. Szyld „Hosanna” przy drodze jest dostatecznie frapującym magnesem, by się zatrzymać.

- Okazało się, że jest to ośrodek leczenia narkotykowych i alkoholowych uzależnień. Miejsce na rozpięcie namiotu, ciepła woda? Czemu nie. Ale co za ludzie, co za losy. Ja i Tadzio godzinami gawędziliśmy między innymi z byłym mistrzem świata w judo oraz z byłym wirtuozem filharmonii w Sarajewie. Zaćpali się i ze szczytów kariery zstąpili do piekieł – opowiada Mietek o kontakcie z ludźmi, których koleje życia pogmatwały narkotyki i alkohol i którzy próbują wydostać się z czeluści nałogów.


- Śmigamy dalej przez Bośnię i Hercegowinę - ciągnie Mietek. Z tym śmiganiem rozmaicie jednak bywa, skoro wokół wciąż straszą jeszcze pozostałości ostatniej wojny na Bałkanach.


- Jeśli człowiek widzi całe połacie opustoszałej ziemi, kiedy co rusz natyka się na tablice z napisem „miny”, to strach zjechać z głównej drogi i rozbić namiot.


- Ta wojna wciąż jest niezabliźnioną raną. Zatrzymaliśmy się u kobiety, której mąż zginął z rąk Chorwatów, a troje synów z rąk Serbów. Miała tylko jedną rękę, bo drugą urwał jej granat. Opowiadała, że władze republiki postanowiły osuszyć jej łzy medalem. Kiedy już jej go wręczano, otwarcie powiedziała, że zamiast niewiele wartej blaszki wolałaby dostać kozę. Dostała i medal, i trzy kozy. Każdą nazwała imieniem jednego ze swoich nieżyjących synów - wspomina dramatyczne wyznania wieśniaczki.


Mauzoleum bez dyktatora


Czarnogórę Mietek pamięta z przyjaznych ludzi, przepięknych adriatyckich plaż, pysznych win i zaskakująco niskich cen. Spotkanie z Albanią - celem podróży - wybitnie kłóciło się z jego wyobrażeniem o kraju, przez kilkadziesiąt lat twardą ręką rządzonym przez komunistycznego dyktatora Envera Hodżę.


- Dzisiejsza Albania to splot kontrastów. Na jednym biegunie zapyziałe osady w górach, gdzie jeszcze nie dotarł prąd elektryczny, gdzie krowa, oprócz źródła mleka, jest zwierzęciem pociągowym, gdzie ludzie żyją z gajów oliwnych, sadów owocowych i uprawy kukurydzy. Natomiast na drugim jest blichtr nowoczesnego budownictwa, całkiem dobrych dróg, pięknych, choć brudnawych plaż, świat eleganckich rezydencji i najbardziej rasowych aut. Skąd bierze się to bogactwo? Można jedynie przypuszczać... Ślad po Hodży wciąż znaczą prawdziwe „linie Maginota”, z mnogością betonowych bunkrów, nikomu niepotrzebnych fortyfikacji. Byłem ciekaw mauzoleum Hodży, acz po „eksmisji” ciała dyktatora utraciło już swój specyficzny „powab” – relacjonuje albański epizod rowerowej wyprawy.


Oczywiście tam gdzie Mietek, tam i kłopoty. W największe obaj podróżnicy popadli w Mitrowicy.


Pod ochroną żołnierzy


- Na rowerach mieliśmy proporczyki w polskich barwach. Na sakwach jakieś albańskie naklejki. Tak rozjuszyło to serbskiego sierżancinę z granicznego posterunku, że zerwał, podeptał i opluł te naklejki, a nam powiedział – won, już was tu nie ma. Zapamiętał, widać, że Polska jako jedno z nielicznych państw rychło uznała niepodległość Kosowa. Cóż, niemieckich motocyklistów sierżant z uśmiechniętą gębą kokietował powtarzanym „guten Tag” i „auf Wiedersehen”, był za to głuchy na nasze prośby, że jesteśmy zmęczeni i chcemy przekroczyć granicę. Nie przepuścił. Ktoś nam podpowiedział, żeby pójść przez zieloną granicę. Cóż było robić. Przedzieramy się jakimiś lokalnymi, szutrowymi drogami, Tadziu płacze, że ma czworo dzieci... Wreszcie, bach, wojsko... Myślę: no, to koniec. Ale zerkam – toż to przecież biało-czerwony znaczek na ramieniu...


- Chłopaki, a cóż wy tu robicie?! - wykrzykuje porucznik Andrzej Mogielnicki z 8. Pułku Lotniczego, stacjonującego tu w ramach oddziałów KFOR. Przenocowali, nakarmili obfitym amerykańskim śniadaniem, zaopatrzyli w kanapki i konserwy na drogę, odwieźli kilkanaście kilometrów dalej i pobłogosławili, abyśmy cało i zdrowo wrócili do domów. Już w Katowicach znalazłem pytanie na facebooku: Mieciu, jak dojechaliście do kraju – wspomina Bieniek.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Godnie uczczą zamordowanych górników. Centrum Dziewięciu z Wujka zmienia się nie do poznania

Jeszcze w tym roku Śląskie Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z Wujka (ŚCWiS) zamierza rozpocząć drugi etap adaptacji przestrzeni kopalni Wujek, kopalnianej łaźni łańcuszkowej, pod kątem m.in. widowiska multimedialnego.

JSW wycofuje się z finansowania klubów sportowych

Jastrzębska Spółka Węglowa wstrzymała finansowanie klubów sportowych na sezon 2026/2027. Powodem jest trudna sytuacja finansowa spółki.

Kryptonim Kopalnia, czyli ratowanie życia w pod ziemią

Już 31 marca Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach po raz kolejny stanie się przestrzenią do ćwiczeń i to nie byle jakich. Pod okiem profesjonalistó w scenerii podziemi z listy UNESCO ratownicy medyczni oraz służby ratownicze wezmą udział w zawodach z udzielania pierwszej pomocy pn. „Kryptonim Kopalnia”.

Śladami rodu Borsigów

Na terenie obecnego Zabrza potęgę przemysłową budowało niegdyś kilka rodów fabrykanckich. Jednym z nich byli Borsigowie, ród niemieckich przemysłowców, który odegrał kluczową rolę w industrializacji Śląska. Założycielem potęgi był August Borsig, twórca fabryk lokomotyw i zakładów przemysłowych (m.in. w Zabrzu/Biskupicach). Rodzina ta znacząco wpłynęła na krajobraz przemysłowy regionu, budując kopalnie i huty, a także inwestując w infrastrukturę społeczną. Pozostawili po sobie niemało pamiątek, w tym kopalnię Ludwik, osiedle patronackie Borsigwerk czy biskupicki zameczek. Historię rodu przypomniały Wrazidloki, zabierając nas w podróż po Biskupicach, a przy okazji po terenie dawnej kopalni.