Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.73 PLN (-11.86%)

KGHM Polska Miedź S.A.

266.30 PLN (+10.87%)

ORLEN S.A.

127.56 PLN (-3.71%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.63 PLN (+4.02%)

TAURON Polska Energia S.A.

8.90 PLN (+1.16%)

Enea S.A.

22.08 PLN (+4.25%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

26.95 PLN (-7.07%)

Złoto

4 411.64 USD (-1.21%)

Srebro

68.95 USD (-1.26%)

Ropa naftowa

98.76 USD (+1.88%)

Gaz ziemny

2.93 USD (+1.07%)

Miedź

5.41 USD (-1.50%)

Węgiel kamienny

130.20 USD (-4.96%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.73 PLN (-11.86%)

KGHM Polska Miedź S.A.

266.30 PLN (+10.87%)

ORLEN S.A.

127.56 PLN (-3.71%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.63 PLN (+4.02%)

TAURON Polska Energia S.A.

8.90 PLN (+1.16%)

Enea S.A.

22.08 PLN (+4.25%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

26.95 PLN (-7.07%)

Złoto

4 411.64 USD (-1.21%)

Srebro

68.95 USD (-1.26%)

Ropa naftowa

98.76 USD (+1.88%)

Gaz ziemny

2.93 USD (+1.07%)

Miedź

5.41 USD (-1.50%)

Węgiel kamienny

130.20 USD (-4.96%)

Mieczysław Bieniek: Odmroził ręce w... Afryce

Bieniek mietek1 ARC

fot: Archiwum Mieczysława Bieńka

Mieczysław Biedniek przed murami twierdzy w marokańskiej Asili

fot: Archiwum Mieczysława Bieńka

Z Mieczysławem Bieńkiem i jego aparatem fotograficznym wielokrotnie przemierzaliśmy już świat. Emerytowany górnik z „Wieczorka” wymyślił nową przygodę – postanowił objechać Afrykę... rowerem. Dopiero co wrócił, z poprzedzającego ją, 5-tygodniowego rekonesansu po Maroku.

Z Warszawy, via Malaga w południowej Hiszpanii, dotarłem do Szawszawanu w północnym Maroku. Reklamowane w turystycznych przewodnikach, błękitne fasady tutejszych domów, rzeczywiście robią wrażenie. Ale miasteczko – choć jedno z najpiękniejszych, jakie widywałem – nieco mnie zawiodło. Ponoć słynie z cudów. Ja, niestety, nie doświadczyłem niczego, co można by łączyć z nadprzyrodzoną interwencją. Pewnie dlatego, że jestem niewiernym – żartobliwie tłumaczy ten zawód Bieniek.

Na oślim grzbiecie

Drogę w Góry Rif w paśmie Atlasu, przez tereny najbardziej wojowniczych plemion berberyjskich, Bieniek przebył na oślim grzbiecie z tubylczym przewodnikiem. W karawanie dreptały aż cztery takie juczne „dżipy”, gdyż tym razem katowicki podróżnik zabrał z sobą żonę Iwonę. Oprócz ludzi, długouche wierzchowce musiały dźwigać podróżne toboły.

– Droga minęła bez jakiegokolwiek dreszczyku grozy. Spotykani Berberowie na ogół szeptali dyskretnie: „Kif, kif...”. Jak się dowiedziałem, jest to coś w rodzaju miejscowej koki. Nie skorzystałem – opowiada Bieniek.

W swoich podróżach po świecie katowicki emeryt unika wszystkiego tego, co zostało już „zadeptane przez turystów”. Również w Imlil, wiosce u podnóża Atlasu, zakołatał o nocleg do miejscowego pasterza.

– Imlil pachniało dojrzałymi jabłkami z wszechobecnych sadów. Dom był zbudowany z kamienia i gliny, sklejonych krowim nawozem. Na dole były dwie krowy i kilka owiec. Nad nimi mieszkała liczna rodzina. Wieczorem gospodarze podjęli nas berberyjskim specjałem. Ustawili sporą michę kaszy z kawałkami mięsa, okraszonych kozim tłuszczem. Siadamy: my, głowa rodziny, jego żona, dziadek i dziesięcioro dzieci. Jakoś niezręcznie było jeść samemu, więc gestem zapraszamy do posiłku wszystkich domowników.
Zachęta została przyjęta z takim entuzjazmem, że w chwilę potem w misce pozostały tylko obgryzione do czysta kości. Cóż, poszliśmy spać o pustych żołądkach – ze śmiechem wspomina berberyjską gościnność.

Marokańską ambicją Bieńka było zdobycie góry Dżabal Tubkal, najwyższego (4165 m n. p. m.) szczytu w paśmie Wysokiego Atlasu. Otwarcie przyznaje, że – jak na tak wytrawnego globtrotera – bardzo się w tej wyprawie zbłaźnił.

Zmarznięty, lecz niepokonany

– Wyruszyłem spod schroniska. Wokół spora gromadka turystów, na ogół Francuzi. Opatuleni w puchowe kurtki, buty z kolcami, namioty, kuchnie, kompletny alpinistyczny rynsztunek, czekany... Było ciepło, więc pomyślałem, że są to zwyczajne fanaberie zamożnych „szpanerów”. Na Dżabal Tubkal wyruszyłem więc o trzeciej nad ranem w koszulce i lekko ocieplonej wiatrówce. I to był błąd. 100 m przed szczytem, byłem bliski załamania. Mróz, dojmujący wiatr, płuca z coraz większym trudem łapią powietrze. Koniec końców dotarłem jednak na wierzchołek, czego dowodzą zrobione zdjęcia. Palce zesztywniałe z zimna, ale jakoś udało się nacisnąć spust. W każdym razie przez dwa tygodnie leczyłem później rany po popękanych pęcherzach na odmrożonych dłoniach – wspomina koszty zlekceważenia Dżabal Tubkal.

Dalej, szlakiem Berberów, Bieńkowie dotarli do Warzat.

– Bajecznie kolorowa, prawie niezamieszkała – z powodu braku wody – pustynna twierdza sprzed kilku wieków. Ale jakże do niej nie zajrzeć, skoro tu kręcono mój ulubiony film – „Gladiator” – uzasadnia powody wyboru kolejnego etapu marokańskiej marszruty.

Saharyjskiego piasku nałykał się aż nadto w tygodniowej drodze do doliny Marzuki. Zgrzytał w zębach, wciskał się w buty i za kołnierz koszuli.

– Siedem dni przez Saharę, na pustynnym „żaglowcu” – wielbłądzie.
Wydawałoby się – kompletna nuda. Nie. Bo jak opisać niesamowite wschody i zachody słońca oraz nieprawdopodobnie rozgwieżdżone niebo. A wokół po horyzont nic, tylko czerwone piaski. No, i mordercze, bezlitośnie palące słońce. Z powodu „kosmicznych” temperatur wyruszaliśmy w drogę już o drugiej nad ranem, by po przeczekaniu najgorętszej pory wędrować dalej – Bieniek wraca do kolorytu wędrówki po pustyni.

Bariera większa od miny

Tylko raz żałował, że zabrał z sobą małżonkę. Z jej obecnością łączy otóż niepowodzenie w próbie przekroczenia granicy z Mauretanią. – Prawda, przedostanie się do tej republiki jest obecnie krańcowo trudne. W pasie granicznym co krok odstręczają zatknięte w piasek tabliczki, ostrzegające przed minami. Jednak w moich dotychczasowych wędrówkach, rozmaitymi fortelami pokonywałem nie takie bariery. Tym razem musiałem się poddać – przypisuje to graniczne fiasko kobiecemu towarzystwu.

Ale i w tej rekonesansowej tylko wyprawie Bieńkom nie zabrakło mocnych wrażeń. Zdarzało się, że gra szła o przeżycie.

Jak kaczki na półce

– Docieramy do As-Sawira, portowego miasta na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego. Oprócz tutejszej fortecy z jej wałami obronnymi, niepodobna pominąć, ciągnących się kilometrami, plaż z wydrążonymi przez oceaniczne fale jaskiniami. W co większych można by zmieścić nasze bloki. Dookoła skały w barwach intensywnej czerwieni.

Rozbiliśmy namiot w jednej z takich pieczar. Jest noc, cieplutko, miło, spokojnie śpimy. Raptem czuję, że mam pod sobą mokro. Rzucamy wszystko i wdrapujemy się na kawałek skalnej półki wyżej. Tkwimy na niej niczym dwie zmoczone kaczki, z trwogą spoglądając na podnoszącą się wodę. Nad nami pionowa, 30-metrowa ściana bez żadnej drogi odwrotu. Po prostu nie byliśmy świadomi potęgi atlantyckiego przypływu. Wreszcie ocean pofolgował. Nad ranem na miejsce przybiegł chłopak z nieodległej restauracji o szumnej nazwie „La Paloma”, dziwiąc się, że zastał nas jeszcze żywych – Bieniek opowiada o jednym z takich epizodów.

Połknięty przez falę

Raz jeszcze kusił los, próbując popływać w Atlantyku.

– Nigdy dotąd nie zetknąłem się z wysokimi na 4-5 m falami. Dobrze pływam. Pomyślałem: cóż za problem, przecież sobie poradzę. Tymczasem zostałem dosłownie „połknięty” przez zawijający się grzywacz. Brzeg na wyciągnięcie ręki, a ja przez godzinę daremnie usiłuję do niego dotrzeć. Na szczęście pośród pienistej kipieli wypatrzył mnie jakiś surfer i pomógł mi dotrzeć do brzegu. Później dowiedziałem się, ilu takich beztroskich „pływaków” pozostało na zawsze w oceanie – przyznaje się do własnej głupoty.

Jeżeli to był tylko rekonesans, to nie sposób sobie wyobrazić, co czeka Mieczysława Bieńka podczas wyprawy rowerowej przez cały kontynent. Jedno jest pewne – po powrocie były górnik z „Wieczorka” odwiedzi naszą redakcję z tysiącami zdjęć i wspomnień.


MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Aż 2000 osób biegiem powitało wiosnę w Tauron Parku Śląskim

W pierwszy dzień kalendarzowej wiosny w Tauron Parku Śląskim odbył się Bieg Wiosenny, który przyciągnął rekordową liczbę uczestników. Na starcie stanęło aż 2000 biegaczy, co potwierdziło rosnącą popularność wydarzenia i uczyniło tegoroczną edycję jedną z największych w historii.

Godnie uczczą zamordowanych górników. Centrum Dziewięciu z Wujka zmienia się nie do poznania

Jeszcze w tym roku Śląskie Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z Wujka (ŚCWiS) zamierza rozpocząć drugi etap adaptacji przestrzeni kopalni Wujek, kopalnianej łaźni łańcuszkowej, pod kątem m.in. widowiska multimedialnego.

JSW wycofuje się z finansowania klubów sportowych

Jastrzębska Spółka Węglowa wstrzymała finansowanie klubów sportowych na sezon 2026/2027. Powodem jest trudna sytuacja finansowa spółki.

Kryptonim Kopalnia, czyli ratowanie życia w pod ziemią

Już 31 marca Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach po raz kolejny stanie się przestrzenią do ćwiczeń i to nie byle jakich. Pod okiem profesjonalistó w scenerii podziemi z listy UNESCO ratownicy medyczni oraz służby ratownicze wezmą udział w zawodach z udzielania pierwszej pomocy pn. „Kryptonim Kopalnia”.