Miasto Gliwice kupuje fabrykę drutu

Jak dowiedział się portal nettg.pl w Biurze Promocji Urzędu Miejskiego w Gliwicach, władze samorządowe postanowiły kupić miejscową fabrykę drutu. Minister Skarbu Państwa wystawił na sprzedaż 85 procent udziałów tego przedsiębiorstwa.

Rajcy miejscy jednogłośnie poparli wniosek prezydenta Gliwic, Zygmunta Frankiewicza, by ubiegać się o nabycie większościowego pakietu akcji Fabryki Drutu Gliwice. Jeśli transakcja dojdzie do skutku władze samorządowe będą miały bezpośredni wpływ na to, jak zostanie wykorzystane kilkanaście hektarów fabrycznych gruntów znajdujących się w centrum miasta. – Często stajemy przed takimi niestandardowymi wyzwaniami i często w Gliwicach je podejmujemy – przyznaje prezydent Frankiewicz.

– Nie mamy ani uprzywilejowanej pozycji, ani prawa pierwokupu. Każdy podmiot biorący udział w publicznych negocjacjach musi być traktowany tak samo. Jesteśmy jednak zamożną gminą, najmniej zadłużoną wśród dużych i średnich miast w Polsce. Dajemy więc gwarancję wypłacalności i bez przeszkód możemy zaciągać kredyty. Nasza wiarygodność finansowa i majątek są olbrzymie. I to jest nasz atut – mówił z kolei podczas ostatniej sesji rady miejskiej Piotr Wieczorek, zastępca prezydenta Gliwic.

Do 9 kwietnia Ministerstwo Skarbu podejmie decyzję, kogo dopuści do uczestnictwa w negocjacjach. Minister zastrzegł sobie możliwość odrzucenia ofert bez podania przyczyny.
 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.