W ciągu ponad 20 lat na parkiecie walczył o mistrzostwa i puchary. W tym roku zakończył karierę

Sport na najwyższym poziomie wymaga poświęceń. Wymaga też dyscypliny i umiejętności zarządzania czasem, szczególnie jeśli wraz z graniem w ekstraklasie łączy się codzienną pracę. Takie doświadczenia ma za sobą Mateusz Bednarczyk z kopalni Mysłowice-Wesoła. Przez lata uprawiał futsal i łączył to z pracą pomiarowca-metaniarza w zakładzie należącym do Polskiej Grupy Górniczej. Z początkiem tego roku zadecydował jednak o zakończeniu sportowej kariery. Swoje ponad 20-letnie doświadczenie zdobyte na parkietach chce jednak przekazać kolejnym zawodnikom.

Futsal lub tzw. halówka to młodsza siostra piłki nożnej. Pierwszy pokaz gry w pięcioosobową odmianę piłki nożnej odbył się latem 1930 r. w Montevideo, a za jej twórcę uważa się Juana Carlosa Cerianiego. W pierwotnym zamyśle ta odmiana futbolu przeznaczona była dla dzieci i młodzieży, bowiem rozmiary placów gry dostosowano do ich potrzeb oraz możliwości. Pierwsze Mistrzostwa Świata w tej dyscyplinie odbyły się w Holandii w 1989 r.

Mateusz swoje pierwsze kroki w piłce nożnej stawiał jako kilkuletni chłopiec. Z biegiem czasu zdał sobie sprawę, że jako bramkarz jest zbyt niski. Alternatywą okazał się właśnie futsal.

– W wieku 17 lat dostałem propozycję gry w ekstraklasowym klubie Jango Mysłowice. Skorzystałem z szansy, którą dał mi trener Robert Góralczyk (obecnie drugi trener reprezentacji Polski w piłce nożnej – red.). Tak wszedłem w świat futsalu na dobre i spędziłem w nim ponad 20 lat. W samym Jango grałem siedem lat. To był czas sukcesów i zdobywania bezcennych doświadczeń – opowiada 37-latek.

Potem Mateusz miał półtoraroczny rozbrat z piłką, co było związane z wycofaniem się mysłowickiego klubu z rozgrywek. To był czas decyzji. Wcześniej Mateusz studiował na katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego i grał w piłkę. Teraz trzeba było szukać nowego zajęcia w życiu. Spróbował swoich sił w kopalni Mysłowice-Wesoła, gdzie pracuje do dziś jako pomiarowiec-metaniarz. Przerwa po Jango nie trwała jednak długo. Futsal upomniał się o utalentowanego goalkeepera.

– Pracując już w kopalni, dostałem angaż do AZS-u Katowice. Tam spędziłem 6,5 roku i w tym klubie osiągnąłem swoją szczytową formę. Po dobrych występach otrzymałem propozycję z Clearexu Chorzów, klubu, którego nie trzeba przedstawiać kibicom futsalu. To marka sama w sobie. Trafiłem tam na koniec dobrego okresu klubu. Grałem z reprezentantami kraju i walczyliśmy o najważniejsze trofea, jak m.in. Puchar Polski czy czołowe lokaty w ekstraklasie. Te trzy lata w Cleareksie traktuję jako nagrodę za wszystkie poświęcenia i wyrzeczenia, które musiałem podjąć. Klub był wymagający pod względem treningowym oraz logistycznym. Mieliśmy bardzo dużo wyjazdów czasem dwu-trzydniowych. Sport łączyłem z pracą, która nie jest zbyt łatwa i ma swoją specyfikę – opowiada były bramkarz.

Chorzowski klub miał być ostatnim przystankiem w karierze Mateusza. Los jednak ponownie się do niego uśmiechnął i dostał propozycję od gliwickiej Sośnicy, której celem był awans do futsalowej ekstraklasy. Dołączył do tej ekipy, a awans stał się faktem. Niestety w tym sezonie Mateusz odniósł kontuzję.

– To był moment, w którym podjąłem nowe wyzwania i zająłem się także trenowaniem bramkarzy w gliwickim klubie – opowiada.

Po wyleczeniu kontuzji Mateusz powrócił jeszcze do gry na pół roku. Potem postanowił, że czas odwiesić buty na kołek.

– Z biegiem czasu uznałem, że coraz trudniej godzić mi życie osobiste, pracę, treningi oraz grę na poziomie ekstraklasy. Te 1,5 roku w Sośnicy było idealnym zwieńczeniem tych ponad 20 lat poświęconych futsalowi. Klub zorganizował mi wspaniałe pożegnanie, które wypadło na mecz z Legią Warszawa. Było to 10 stycznia br. – wspomina Mateusz.

Jak wyliczono, 37-latek w ciągu ponad 20 lat zagrał 300 oficjalnych spotkań na parkietach ekstraklasy i pierwszej ligi. Do tego można doliczyć spotkania pucharowe i w innych rozgrywkach.

– Grę w futsal na początku musiałem łączyć z edukacją. Potem z pracą i życiem rodzinnym. W 2010 r. trafiłem do Działu Wentylacji w kopalni Mysłowice-Wesoła. Pracowałem głównie w systemie nocnym. Zaczynałem o 22.00 i kończyłem przed 6. Przed szychtą jeszcze o godz. 18 zaliczałem trening, to sprawiało, że byłem 12 godzin poza domem. Ponadto wszelkie mecze wyjazdowe, zarówno w Polsce, jak i za granicą, absorbowały dużo czasu i wiązały się z urlopami. Odbywało się to przede wszystkim kosztem mojej rodziny. Gdyby nie wyrozumiałość mojej żony i dzieciaków, to byłoby naprawdę trudne. Łączenie pracy i grania nie byłoby także możliwe bez wyrozumiałości ze strony mojego szefostwa. Wielką wyrozumiałością wykazywali się także moi koledzy. Wiem, że moje absencje bywały powodem niezadowolenia. Dlatego też chcę wszystkim im podziękować, że mogłem realizować się w swojej pasji – przyznaje 37-latek.

Mateusz był także przez cztery lata członkiem kopalnianej drużyny ratowniczej. Tu także musiał podjąć ważną decyzję.

– Do takich spraw trzeba podchodzić odpowiedzialnie. Nie byłem w stanie godzić ćwiczeń z innymi obowiązkami i postanowiłem opuścić szeregi ratowników. Jak to się mówi: nie można mieć ciastka i zjeść ciastko – przyznaje.

Mateusz w kopalni pracuje już ponad 13 lat. Jest doceniany przez swoich przełożonych i cieszy się zaufaniem.

– Kopalnia Mysłowice-Wesoła jest najbardziej metanową kopalnią w Polskiej Grupie Górniczej. Dodatkowo występuje u nas bardzo duże zagrożenie pożarowe. „Oczami” tej kopalni są metaniarze, którzy na co dzień wykonują ciężką i odpowiedzialną pracę związaną m.in. z pomiarami oraz zwalczaniem wspomnianych zagrożeń. Mateusz Bednarczyk przez lata łączył pracę ze sportową pasją. Swoje obowiązki wykonywał zawsze rzetelnie i sumiennie. Świadczy o tym fakt, że jest przodowym i szefostwo kopalni ma do niego pełne zaufanie – mówi Grzegorz Garlej, kierownik Działu Wentylacji w KWK Mysłowice-Wesoła.

Mateusz, choć już nie gra zawodowo, to wciąż jest związany z futsalem i wciąż chce być blisko ukochanej dyscypliny.

– Sport, a przede wszystkim futsal, miał wielki wpływ na moje życie. Był to swego rodzaju wyznacznik wszystkiego, co się w nim działo. Brakuje mi grania, ale staram się angażować w inny sposób. Pracowałem m.in. jako trener bramkarzy w KS Sośnica Gliwice. Liczę, że odnajdę się w tej materii i wykorzystam na tym polu swoje doświadczenie – stwierdza.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Grupa PGE przedstawiła aktualizację strategii do 2035 r. – Energia cyfrowej przyszłości

Grupa PGE przedstawiła zaktualizowaną Strategię do 2035 roku. Wyznacza ona kierunki dalszego rozwoju Grupy PGE w warunkach dynamicznych zmian na rynku energii, tj. elektryfikacji gospodarki, rozwoju technologii cyfrowych i sztucznej inteligencji, a także wskazuje kierunki wzrostu efektywności wykorzystania kapitału oraz odpowiedzialnej polityki dywidendowej. Szacowane łączne nakłady inwestycyjne Grupy PGE do 2035 roku wyniosą około 210 mld zł, co przełoży się na wzrost wyniku EBITDA do ponad 30 mld zł w 2035 roku. Strategia zakłada także powrót do wypłacania dywidendy od podziału zysku za 2026 rok. Strategia podtrzymuje cele klimatyczne Grupy PGE, w tym osiągnięcie zerowej emisji netto z wytwarzania do 2050 roku. 

Zmniejszą liczbę firm zobowiązanych do raportowania zrównoważonego rozwoju

We wtorek rząd zajmie się projektem ustawy, który ma na celu zmniejszenie grupy podmiotów zobowiązanych do przygotowywania raportów zrównoważonego rozwoju oraz zmiany w zasadach raportowania dla grup kapitałowych.

UOKiK nałożył niemal 4 mln zł kary na firmę pożyczkową Aasa Polska

Niemal 4 mln zł kary nałożył Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów na firmę pożyczkową Aasa Polska. Zdaniem Urzędu, spółka naruszyła zbiorowe interesy konsumentów poprzez sztuczne zawyżanie całkowitej kwoty kredytu i omijanie przepisów ustawy o kredycie konsumenckim.

Zima – kto już o niej myśli?

Choć za oknem śniegu jeszcze nie ma, właśnie teraz warto zaplanować zimowy wypoczynek dla całej rodziny. Hotele***NAT zapraszają zarówno w góry - do Krynicy Zdroju, Bukowiny Tatrzańskiej, Ustronia i Wisły, jak i nad Bałtyk - do Sarbinowa oraz Świnoujścia. Niezależnie od tego, czy szukacie śnieżnych stoków, morskiego spaceru czy ciepłego basenu, każdy znajdzie wersję zimowego odpoczynku dla siebie.