Marian Zmarzły: Górnicy muszą znać swoją przyszłość, a Polska musi mieć zapewnioną energię

Kiedy można bezpiecznie ograniczać wydobycie? Kto powinien sprawdzać, czy harmonogramy kopalń nadążają za zmianami w energetyce? I co, poza osłonami, państwo ma do zaproponowania górniczym rodzinom? O drodze od węgla do nowych źródeł energii, odpowiedzialności za decyzje i koncepcji MOST 2036 rozmawiamy z dr. inż. Marianem Zmarzłym, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Energii.

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Marian Zmarzły, wiceminister energii

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Kiedy można bezpiecznie ograniczać wydobycie? Kto powinien sprawdzać, czy harmonogramy kopalń nadążają za zmianami w energetyce? I co, poza osłonami, państwo ma do zaproponowania górniczym rodzinom? O drodze od węgla do nowych źródeł energii, odpowiedzialności za decyzje i koncepcji MOST 2036 rozmawiamy z dr. inż. Marianem Zmarzłym, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Energii.

Punktem wyjścia do rozmowy są: debata o bezpieczeństwie surowcowym podczas trzeciej edycji konferencji „Klimat inwestycyjny w sektorze mineralnym”, zorganizowanej 14 października w Sejmie przez Państwowy Instytut Geologiczny – PIB oraz spotkanie górników, energetyków i naukowców podczas XXXIX konferencji „Zagadnienia surowców energetycznych i energii w gospodarce krajowej” w Zakopanem. Dla branży to okazja, by zapytać, jak ogólne założenia transformacji przełożyć na plany kopalń i perspektywy ich załóg.

W obu debatach najważniejszym słowem było bezpieczeństwo. Co ma ono oznaczać dla górnika, który chce wiedzieć, ile jeszcze popracuje w swojej kopalni?

Przede wszystkim przewidywalność. Pracownik powinien wiedzieć, jaka jest perspektywa jego zakładu i z czego wynikają podejmowane decyzje. Nie może co kilka miesięcy słyszeć innej odpowiedzi na pytanie o swoją przyszłość. Z kolei odbiorca energii musi mieć pewność, że prąd i ciepło będą dostępne. Te sprawy są ze sobą bezpośrednio związane. W Sejmie marszałek Włodzimierz Czarzasty zwracał uwagę na niepewność międzynarodowych dostaw surowców. Prof. Krzysztof Galos mówił o krajowej bazie zasobowej i bezpiecznym imporcie, a prof. Krzysztof Szamałek o odpowiedzialnych inwestycjach i ich społecznej akceptacji. 

Z perspektywy górnictwa wniosek jest bardzo konkretny: przed ograniczeniem własnej produkcji trzeba wiedzieć, skąd weźmiemy potrzebne paliwo i jak zabezpieczymy odbiorców. Za decyzją o zakończeniu wydobycia stoją załoga, rodziny, lokalne firmy i samorząd. Dlatego bezpieczeństwa energetycznego nie da się oddzielić od społecznego. Musimy też brać pod uwagę sytuacje trudniejsze od tych zapisanych w podstawowym scenariuszu: zakłócenia dostaw, wzrost cen paliw czy opóźnienia inwestycji.

Górnicy mogą odczytać to jako zapowiedź dłuższego funkcjonowania kopalń. Czy takie są Pańskie intencje?

Nie byłoby uczciwe obiecywać wszystkim kopalniom dłuższą pracę bez sprawdzenia ich sytuacji. Mamy umowę społeczną, dokumenty strategiczne i określony kierunek zmian w energetyce. Trzeba jednak odróżnić ten kierunek od tempa, w jakim możemy bezpiecznie ograniczać krajowe wydobycie. Gaz ma odgrywać rolę paliwa przejściowego, rozwijamy odnawialne źródła energii, a ważną częścią przyszłego systemu mają być elektrownie jądrowe. Do czasu uruchomienia nowych, stabilnych mocy trzeba zapewnić ciągłość dostaw. 

Nie możemy traktować planowanej elektrowni tak, jakby już produkowała energię. Dlatego przed trwałym ograniczeniem uzasadnionych ekonomicznie i potrzebnych krajowi zdolności wydobywczych należy sprawdzić, czym i kiedy zostaną zastąpione. Dla jednej kopalni wynik takiej analizy może być inny niż dla drugiej. Rozstrzygać powinny potrzeby odbiorców, koszty i warunki bezpiecznej eksploatacji.

W branży słowo „optymalizacja” często budzi obawy o kolejne cięcia. Co konkretnie chce Pan optymalizować?

Sposób, w jaki łączymy plany górnictwa z potrzebami energetyki. Dziś kopalnie planują wydobycie, energetyka prognozuje zużycie paliw, inwestorzy przygotowują nowe moce, a importerzy reagują na ceny. Każdy z tych uczestników ma własny rachunek. Problem pojawia się wtedy, gdy założenia jednego nie zgadzają się z planami pozostałych. Potrzebujemy wspólnego bilansu: ile węgla, o jakich parametrach i w jakim czasie będą potrzebować energetyka, ciepłownictwo oraz przemysł. Następnie trzeba ustalić, które kopalnie mogą ten popyt zaspokoić i przy jakich kosztach. 

Sam zapis o zasobach w złożu nie wystarczy. Liczą się dostęp do nich, warunki geologiczno-górnicze, nakłady i możliwości załogi. Taki rachunek powinien pokazywać również, co się stanie, jeżeli nowa inwestycja energetyczna się opóźni. Czy będziemy potrzebowali dodatkowego importu? Czy pozostaną krajowe zdolności pozwalające pokryć niedobór? Dopiero znając odpowiedzi, można odpowiedzialnie rozmawiać o harmonogramach kopalń.

Temu ma służyć MOST 2036? Na jakim etapie jest ta koncepcja i kto miałby nad nią pracować?

MOST 2036, czyli Model Optymalizacji Strategii Transformacji Górnictwa 2036, postrzegam jako propozycję narzędzia wspierającego takie decyzje. Chodzi o porównywanie scenariuszy na wspólnej podstawie: danych o zasobach, możliwościach wydobycia, kosztach i zapotrzebowaniu na paliwa. Model powinien pokazywać także skutki finansowe i społeczne poszczególnych wariantów. 25 września w Ministerstwie Energii w Katowicach, z mojej inicjatywy, przedstawiciele nauki i przemysłu rozmawiali o stworzeniu wspólnego zaplecza analitycznego. Koncepcję przedstawił Instytut Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią PAN. W rozmowach uczestniczyli przedstawiciele PIG-PIB, GIG-PIB, KOMAG i Polskiej Grupy Górniczej. 

To propozycja współpracy, której zakres i zasady wymagają uzgodnienia. Do ustalenia pozostają metodologia, dostęp do danych, podział zadań i finansowanie. Nie chciałbym, aby samo spotkanie było odczytywane jako powołanie gotowego zespołu czy zatwierdzenie projektu. Zależy mi na tym, żeby jego wyniki mogły służyć administracji i zainteresowanym przedsiębiorstwom. Warto wykorzystać dorobek DynGOSP, w tym doświadczenia w cyfrowym modelowaniu złóż, harmonogramowaniu produkcji i analizach ekonomicznych. Państwowa służba geologiczna wnosi wiedzę o zasobach, GIG – doświadczenie w ocenie warunków i bezpieczeństwa eksploatacji, a IGSMiE PAN – kompetencje ekonomiczne i modelowe. Potrzebna jest również wiedza praktyków ze spółek oraz wiarygodne dane energetyki.

Co z takiego modelu miałby konkretnie otrzymać minister, a co zarząd kopalni?

Możliwość porównania skutków różnych decyzji. Jeżeli zakładamy określone tempo uruchamiania nowych źródeł energii, model powinien pokazać wynikające z niego zapotrzebowanie na krajowy węgiel. Jeżeli termin inwestycji się przesuwa, musimy zobaczyć, jak zmieni się bilans i ile będzie kosztowało zabezpieczenie dostaw. Nie chodzi o wykazanie z góry, że wszystkie kopalnie powinny pracować jak najdłużej. Chcemy wiedzieć, które zdolności wydobywcze będą potrzebne, przez jaki czas i na jakich warunkach ekonomicznych. 

Dla administracji byłaby to podstawa oceny całego procesu, dla przedsiębiorstw — punkt odniesienia przy planowaniu produkcji i nakładów. Model nie zastąpi odpowiedzialności za decyzje, ale pozwoli je lepiej uzasadnić. W bilansie trzeba uwzględniać także import, zapasy i dystrybucję. Doświadczenia kryzysowych zakupów z lat 2022-2023 pokazują, dlaczego nie wystarczy znać samej liczby ton. Trzeba wiedzieć, jakie paliwo jest potrzebne, gdzie i kiedy można je dostarczyć. Bez tego nawet duże zakupy nie muszą odpowiadać rzeczywistym potrzebom odbiorców.

Proponuje Pan również pełnomocnika do spraw bezpieczeństwa transformacji górnictwa i energetyki. Jak miałaby wyglądać jego współpraca z takim zapleczem eksperckim?

Eksperci i model dostarczaliby analiz, a pełnomocnik pomagałby uzgadniać decyzje między instytucjami. To dwa różne zadania. Nawet najlepsza prognoza nie rozwiąże problemu, jeżeli poszczególne podmioty nadal będą działały według niespójnych harmonogramów. Widzę potrzebę koordynacji spraw, które łączą produkcję węgla, zapotrzebowanie energetyki, finansowanie zmian i uruchamianie nowych mocy. Pełnomocnik nie powinien zastępować właściwych ministrów ani zarządów kopalń i elektrowni. Zakres jego zadań musiałby być jasno określony, tak aby wspierał współpracę, a nie powielał istniejące kompetencje.

Po co jednak kolejny pełnomocnik? Czy nie wystarczy skuteczny nadzór właścicielski i lepsza współpraca resortów?

Jeśli istniejące mechanizmy pozwolą skutecznie uzgodnić wspólny bilans i odpowiedzialność za jego realizację, trzeba z nich korzystać. Wartość propozycji pełnomocnika należy oceniać właśnie pod tym kątem. Najważniejsze jest to, kto i w jaki sposób dopilnuje spójności decyzji. Nadzór właścicielski ma dbać o wyniki spółek, ich efektywność i realizację strategii. To konieczne. 

Potrzebna jest jednak również ocena sytuacji, w której kopalnia kończy wydobycie zgodnie z planem, a nowe moce energetyczne jeszcze nie pracują. W takim rachunku mieszczą się koszty importu, bezpieczeństwo dostaw, utrata kompetencji oraz skutki dla regionu. Można dobrze zarządzać poszczególnymi spółkami, a mimo to nie uzyskać spójnego planu dla całej gospodarki. Dlatego nadzór nad przedsiębiorstwami i koordynacja transformacji powinny się uzupełniać. Forma organizacyjna wymaga dyskusji. Problem, który chcemy rozwiązać, jest realny niezależnie od tego, jak nazwiemy odpowiedzialną za niego funkcję.

Załogi słyszą o bilansach i scenariuszach, ale pytają przede wszystkim o pracę. Co powinno być dla nich najważniejszą gwarancją w tym procesie?

Rzetelna informacja o przyszłości zakładu i przygotowanie zmian z odpowiednim wyprzedzeniem. Pracownik musi wiedzieć, jakie rozwiązania będą dla niego dostępne. Nie można oczekiwać, że rodzina ułoży sobie życie na podstawie ogólnej zapowiedzi nowych inwestycji w regionie. Zanim znikną dotychczasowe miejsca pracy, powinny powstawać nowe możliwości zatrudnienia. Trzeba ustalić, jakie kwalifikacje będą potrzebne i czy pracownicy będą mogli je zdobyć. To wymaga współpracy przedsiębiorstw, administracji i samorządów. 

Sama wypłata świadczeń nie zapewni regionowi przyszłości gospodarczej. Rachunek transformacji powinien obejmować również lokalne firmy i dochody samorządów. Oszczędność wykazana w jednej spółce może oznaczać większy koszt dla mieszkańców i państwa w innym miejscu. Dlatego sytuacja górniczych rodzin musi być jednym z kryteriów oceny decyzji, a nie sprawą odkładaną na później.

Kolejne informacje dotyczą miliardów na redukcję zdolności produkcyjnych, likwidację zakładów i osłony. Czy nie grozi nam ocenianie transformacji według tego, ile kopalń zamknięto i ile pieniędzy wydano?

Takiego podejścia trzeba się wystrzegać. Osłony pracownicze i finansowanie restrukturyzacji są potrzebne. Nie zwalniają nas jednak z pytania, jaki będzie rezultat tych wydatków i w jakiej sytuacji znajdą się za kilka lat pracownicy oraz ich miejscowości. Musimy porównać koszt zachowania określonych zdolności wydobywczych z kosztem ich utraty. Uwzględnić cenę paliwa, które trzeba będzie sprowadzić, ryzyko opóźnień nowych źródeł energii i konsekwencje społeczne. 

Taki rachunek nie zawsze da prostą odpowiedź, ale pozwoli uniknąć pozornych oszczędności. Za sukces uznam sytuację, w której ludzie mają perspektywę zatrudnienia, region może się rozwijać, a kraj zachowuje bezpieczne dostawy energii. Liczba zamkniętych zakładów czy wysokość wydanych środków same w sobie tego nie dowodzą.

Dla mieszkańców odpowiedzialność za kopalnię nie kończy się wraz z ostatnią toną węgla. Co powinno się zmienić w podejściu do terenów pogórniczych?

Planowanie musi obejmować także okres po zakończeniu wydobycia. Doświadczenia rejonu Olkusza i Trzebini pokazują, jak długo trzeba zajmować się zmianami stosunków wodnych, zagrożeniami zapadliskowymi czy podtopieniami. To sprawy bezpieczeństwa domów i infrastruktury, które wymagają rozpoznania oraz wieloletniego monitoringu. 

Jako były dyrektor kopalni wiem, ile zależy od aktualnych map, wiarygodnych pomiarów i dokumentacji. Wiedza gromadzona przez dziesięciolecia nie może znikać wraz z likwidacją zakładu. Trzeba ją zachować w postaci cyfrowej i zapewnić możliwość wykorzystania przez instytucje odpowiadające za bezpieczeństwo. Ważna jest tutaj współpraca Państwowego Instytutu Geologicznego – PIB, wykonującego zadania państwowej służby geologicznej, z Wyższym Urzędem Górniczym i samorządami. 

Widzę też potencjał rozwijania zaplecza cyfrowego i analitycznego w Oddziale Górnośląskim PIG-PIB. Z tym kierunkiem wiąże się przygotowywany w PIG-PIB projekt eGeologia, w tym koncepcja systemu e-Koncesja. Rozwiązania cyfrowe powinny ułatwiać bezpieczne gromadzenie i wykorzystywanie informacji geologicznej. Warunkiem jest jakość danych. Dotyczy to także sztucznej inteligencji: bez wiarygodnej dokumentacji nie uzyskamy wiarygodnej podstawy do oceny zagrożeń.

W Sejmie dużo mówiono o zaufaniu mieszkańców. Jak je budować tam, gdzie ludzie mają już za sobą trudne doświadczenia z górnictwem?

Przez rzetelne informowanie o skutkach decyzji i odpowiadanie na konkretne pytania. Mieszkańcy mają prawo pytać o wodę, bezpieczeństwo domów, środowisko i przyszłość swojej miejscowości. Powinni otrzymywać odpowiedzi oparte na danych, również wtedy, gdy są one trudne dla inwestora czy administracji. 

Dobre rozpoznanie złoża i uzasadnienie ekonomiczne przedsięwzięcia są niezbędne, ale nie zastąpią rozmowy z ludźmi. Dotyczy to zarówno nowych inwestycji surowcowych, jak i zmian w istniejących kopalniach. Zaufanie buduje się konsekwencją: wyjaśnieniem, co wiemy, jakie ryzyka pozostają i kto będzie odpowiadał za ich monitorowanie. Bezpieczeństwo państwa obejmuje bezpieczeństwo jego obywateli. Dlatego interes lokalnej społeczności trzeba uwzględniać od początku planowania, a nie dopiero wtedy, gdy pojawia się konflikt.

Jakiego krajowego górnictwa będziemy zatem potrzebować w kolejnych latach, zanim nowe źródła energii rzeczywiście przejmą jego obecną rolę? 

Chciałbym, żebyśmy odpowiedzieli na to wspólnie, opierając się na porównywalnych danych i realnych harmonogramach. Temu mają służyć propozycja lepszej koordynacji i koncepcja MOST 2036. Najpierw trzeba ustalić potrzeby, sprawdzić możliwości kopalń i policzyć skutki poszczególnych wariantów. Dopiero potem uzgadniać decyzje, które trudno będzie odwrócić.

 Zależy mi na tym, by za pięć, dziesięć i piętnaście lat gospodarka miała zapewnioną energię, a mieszkańcy regionów górniczych mogli planować swoje życie. Górnik powinien rozumieć, z czego wynika perspektywa jego kopalni. Energetyk powinien wiedzieć, na jakie dostawy może liczyć. Państwo musi dopilnować, żeby te dwa plany do siebie pasowały.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Nastolatek z Francji dalej fotografuje polskie kopalnie. Tym razem odwiedził zakłady KGHM

Mickaël Pantin, szesnastolatek z Paryża był niedawno w kopalni Marcel. Nastolatek dokumentuje największe obiekty przemysłowe Europy. Jego podróż zahaczyła też o KGHM. Chłopak odwiedził z aparatem Zakłady Wzbogacania Rud w Polkowicach oraz obiekty Zakładów Górniczych Lubin. 

Nowy sprzęt ochronny w KGHM ZANAM. Trafił do górników z Polkowic-Sieroszowic

Pracownicy Oddziału Robót Montażowych ZG Polkowice-Sieroszowice zyskali nowoczesną ochronę dróg oddechowych.

Kiedy węgiel jest zły, a kiedy trzeba się z nim przeprosić?

- Tylko i wyłącznie dzięki temu, że mamy rodziny węgiel i energetykę opartą o węgiel, jesteśmy bezpieczni energetycznie. To dobro jest kompletnie niebrane pod uwagę, niedoceniane i w ogóle się o tym nie mówi – podkreśla Janusz Olszowski, prezes GIPH.

Balczun: Bloki węglowe mogą jeszcze przez lata stabilizować polski system

Stare bloki węglowe, tzw. dwusetki, mogą jeszcze sporo lat stabilizować polski system energetyczny, zwłaszcza w kontekście ostatnich wydarzeń na międzynarodowym rynku gazu - ocenił minister aktywów państwowych Wojciech Balczun podczas konferencji EuroPOWER & OZE POWER.