Swoje rodzinne powinowactwa wywodzi od rodu Zawiszy Czarnego. Artystyczną „iskrę” przypisuje natomiast swojej matce. – Mama była osobą nadzwyczaj utalentowaną. Przed kilkudziesięciu laty – jakkolwiek by to niewiarygodnie brzmiałoby – w sprzedaży nie było kartek, jakie zwyczajowo rozsyłało się przed świętami po rodzinie. Siadała więc i malowała je ręcznie, wciągając w te dziełka mnie i trójkę braci. Myślę więc, że tą „iskrą” zostałem obdarowany genetycznie – zwierza się Śpiewla.
Rzemieślnik? Artysta? Marek Śpiewla nie podejmuje się precyzyjnego rozgraniczenia między obiema rolami. – Zanim Tom Jones i Jimi Hendrix zostali wielcy, śpiewali na dworcach. Pablo Picasso, zanim stał się sztandarem kubizmu, zajmował się wytwarzaniem ceramicznych kubków – śmieje się z jałowości tego rodzaju rozgraniczeń.
Dla Marka Śpiewli tym „dworcem” była nauka blacharstwa samochodowego, później zaoczny ogólniak, a następnie 16 lat etatu w kopalniach „Knurów” i „Szczygłowice”. – Tak naprawdę po obu kopalniach plątałem się jako artysta. Moją rolą było wtedy sporządzanie okolicznościowych gadżetów na państwowe święta, Barbórki, karczmy piwne... Z biegiem czasu nawet związkowi liderzy naciskali na dyrektora, żeby wyszturchać mnie z roboty – wspomina.
Śpiewla założył więc własną pracownię, która dziś skupia kilkanaście rodzinnych warsztatów artystycznych. – Stanowimy specyficzny, rodzinny klan. Siostra żony specjalizuje się w wyrobach ze skóry. Szwagier upodobał sobie rekwizyty z metalu. Ja i córka – absolwentka krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych – profesjonalnie zajmujemy się rzeźbą – wyjaśnia knurowski artysta.
W mniej więcej jednej trzeciej klientami pracowni są górnicze firmy. Na ogół zamawiają rzeźby w drewnie, w węglu, ale też witraże i całościowe wystroje wnętrz. Drugim ważnym kontrahentem na liście zamawiających jest kościół. – Jedną z takich propozycji, nad którą akurat się głowię, jest przygotowanie wnętrz kościoła, budowanego w... Republice Togo – napomyka.
Śpiewla nieprzypadkowo unika rozważań o nieuchwytnej granicy między dobrym rzemiosłem i sztuką. Przekonuje jednak, że odrzuciłby zamówienie na odlew gipsowego krasnala lub jelenia do przydomowego ogródka.
Na wielkanocną żywność wydamy średnio od 200 do 300 zł na osobę
W tym roku największy odsetek konsumentów - 15,7 proc. ma zamiar wydać na wielkanocną żywność od 200 do 300 zł w przeliczeniu na osobę - wynika z raportu UCE Research i Shopfully Poland. W ocenie ekspertów, przeciętny Polak spędzi święta przy dostatnio zastawionym stole, choć bez luksusów.