Marek Pohl: Hokeista po szychcie

Pohl ARC

fot: ARC

– Cały czas pracuję na rano. Spróbowałem kiedyś nocki, ale to była mordęga - mówi Marek Pohl

fot: ARC

Gdy coś sknoci na lodowisku, nie ma potem życia w kopalni. – Zamień lepiej kij hokejowy na łopatę! – dowcipkują koledzy, gdy Marek Pohl zjedzie na ranną zmianę do oddziału elektrycznego KWK „Wieczorek”.

– Ale to tylko żarciki, którymi się zbytnio nie przejmuję. Podobnie jest na lodowisku. Mam tam swoich fanów z kopalni, oni siedzą zawsze w tym samym miejscu i jak coś mi nie wychodzi, to słyszę ich okrzyki. Potrafią człowiekowi dołożyć, ale również pomóc głośnym dopingiem – przyznaje Marek, który w środowisku górniczym nie funkcjonuje inaczej jak „Ernest” (to od słynnego piłkarza Górnika Zabrze Ernesta Pohla).

Jest jednym z nich

Na ogół górnicy są mu życzliwi, bo wiedzą, że jest jednym z nich. Na lodowisku „Jantor”, gdzie swoje mecze ligowe rozgrywa Naprzód Janów, nikt z kibiców nie wysyła go za karę do kopalni, bo on pracuje w niej już od 6 lat. Jak na wyczynowego sportowca nie jest młodzieniaszkiem, Ma 39 lat i z powodzeniem łączy pracę elektryka dołowego z grą w hokejowej ekstraklasie.

30-krotny reprezentant Polski i 2-krotny mistrz kraju wychował się w Katowicach-Janowie w rodzinie górniczej. Gdy ojciec odchodził z „Wieczorka” na emeryturę, jego miejsce w kopalni zajął syn. Zanim jednak doszło do przekazania pokoleniowej „pałeczki”, ojciec dokładnie go poinstruował. – Ty nie możesz, tak jak ja, być ślusarzem. Zostań elektrykiem, to mniej się napracujesz.

3 miesiące w przewozie

No i Marek skończył zawodówkę górniczą, zdobywając papiery elektryka. W wieku 18 lat przez 3 miesiące pracował w kopalni w przewozie. Pierwsza przygoda z „Wieczorkiem” nie trwała więc długo.

– Gdy Krzysztof Kulawik, trener Naprzodu, włączył mnie do kadry pierwszej drużyny, przestałem zjeżdżać na dół i na wiele lat zostałem zawodowym hokeistą – opowiada Pohl. – W 2004 roku wróciłem do Janowa, gdzie reaktywowano nowy klub. Wiadomo było, że z hokeja ciężko będzie utrzymać rodzinę. Postawiłem na kopalnię i z nią związałem swoją przyszłość zawodową. Najważniejsze, że mam konkretny fach w ręku. Skończyłem wieczorowo technikum górnicze i mam dyplom technika-elektromontera górnictwa podziemnego. Tak jak na lodowisku, tak również w kopalni cały czas muszę się rozwijać. Chodzę na kursy automatyki, by być na bieżąco z obsługą taśmociągów, gdyby przyszło mi awarię usuwać. Dokształcam się także w prądach błądzących i znajomości transformatorów.

Zapuścił korzenie

Na kopalni i w klubie o „Erneście” mają jak najlepsze zdanie. – Cichy, pracowity, zawsze można na niego liczyć – to pierwsze z brzegu opinie o elektryku z „Wieczorka”, który przed szóstą rano zakłada na siebie drelich górniczy, zaś wieczorami – ekwipunek hokejowy.

– Trzeba tego chłopaka podziwiać, on daje z siebie wszystko. Ciężko mu pogodzić hokej z pracą zawodową, ale dzięki kopalni ma możliwość utrzymania rodziny i doczekania godnej emerytury górniczej. A wystarczy tylko zjechać pod ziemię, by przekonać się, jak ciężka i odpowiedzialna jest praca górnika – uważa Henryk Musik, kierownik hokeistów Naprzodu, przez wiele lat związany z kopalnią „Wieczorek”.

Elektryk Pohl najczęściej pracuje przy pomiarze prądów błądzących (to prąd upływający z sieci trakcyjnej przez ziemię, którego drogę trudno przewidzieć) i obsłudze transformatorów. Czasami dostaje zastępstwo w przodku, gdzie dogląda „elektryki”. Jak jest awaria, to bez jego pomocy ściana nie ruszy.

– Cały czas pracuję na rano. Spróbowałem kiedyś nocki, ale to była mordęga. Mam jeszcze 15 lat do emerytury i zamierzam zapracować na nią na „Wieczorku”. W Nikiszowcu, gdzie mieszkam z rodziną, wszyscy żyjemy z górnictwa. Mieszkam naprzeciwko lodowiska, do kopalni też mam blisko. Fajnie się tu żyje i nigdzie bym się stąd nie wyprowadził – deklaruje Marek Pohl.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

80 lat SITG w Rybniku: Wspólnota, tradycja i przyszłość

Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Górnictwa Oddział w Rybniku świętuje jubileusz 80-lecia działalności. Z tej okazji w dniach 4–6 września 2026 roku zorganizowano uroczyste obchody, połączone z nadaniem odznaczeń oraz wydarzeniami kulturalnymi i integracyjnymi.

Amfetamina w kiełbasie, wódka w pomarańczy. Kiedy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na haju?

Wiecie, kiedy po raz pierwszy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na tzw. haju? Pewnie nie, ale ja Wam podpowiem. To był 2011 rok. Wówczas w ręce policjantów wpadło pięciu mężczyzn, którzy na terenie katowickiej kopalni Wieczorek handlowali marihuaną. Skoro handlowali, no to pewnie byli tacy, którzy ją kupowali, a następnie używali przed pracą albo w czasie szychty. No i pojawił się nowy problem. 

O co chodziło w tym proteście? Ufam, że nie o czyjeś partykularne interesy

Wakacje się skończyły, a na zakończenie byłem pod czeską Pragą na Dniu Czołgowym i w świetnym Muzeum Lotnictwa. Kiedy czytacie te słowa, jestem na Słowacji na Dniach Salamandry w Bańskiej Szczawnicy, czyli miejscowym święcie górników, geologów, nafciarzy, geodetów i paru jeszcze pokrewnych branż. Zresztą w mediach pojawiły się już poważniejsze tematy.

„Łącznik – pieśń o Gerardzie Cieśliku”. Na Stadionie Śląskim powstanie wielkie widowisko o legendarnym meczu z 1957 roku

Plenerowy spektakl teatralny „Łącznik – pieśń o Gerardzie Cieśliku” odbędzie się 20 września 2026 r. o godz. 20.00 na Superauto.pl Stadionie Śląskim w Chorzowie. To wydarzenie łączy sport, teatr, muzykę, film i nowoczesne efekty multimedialne, tworząc poruszającą opowieść o pasji, odwadze i sile sportowych marzeń – osnutą wokół legendarnego meczu Polska–ZSRR z października 1957 roku.