Marek Belka: Niemcy wpadły w pułapkę taniej waluty, Polska znalazła się w niej częściowo
Niemcy wpadły w pułapkę taniej waluty, bo niemieckie firmy oduczyły się pazerności na nowe technologie - powiedział były prezes NBP, były minister finansów i były premier Marek Belka. Jego zdaniem Polska również znalazła się częściowo w tej pułapce.
fot: Krystian Krawczyk
Przebywanie poza strefą euro ma jednak też swoje wady
fot: Krystian Krawczyk
Niemcy wpadły w pułapkę taniej waluty, bo niemieckie firmy oduczyły się pazerności na nowe technologie - powiedział były prezes NBP, były minister finansów i były premier Marek Belka. Jego zdaniem Polska również znalazła się częściowo w tej pułapce.
Czy Pańskim zdaniem rezerwy walutowe Polski są zbyt duże?
Obecnie nasze rezerwy walutowe to już bilion sto miliardów złotych, w przeliczeniu na euro to jest prawie 260 mld euro. My te rezerwy akumulujemy, akumulujemy, bez pojęcia i bez pamięci. A jaki jest efekt? Polska jest krajem, który na tle Europy rozwija się dość szybko, krajem, w którym tempo wzrostu wydajności pracy jest szybsze niż gdzie indziej. Waluta takiego kraju powinna aprecjonować, złoty powinien się wzmacniać. Tak samo jak aprecjonowała marka niemiecka przez pierwsze 30 lat po wojnie. Działo się tak dlatego, że Niemcy rozwijały się szybciej - i powiedzmy to wprost - mądrzej niż większość krajów europejskich wokoło. Dla nich wejście do strefy euro było ciekawym, ale dość ryzykownym eksperymentem, bo oznaczało, że ich waluta już nie będzie mogła się wzmacniać.
A co powoduje aprecjacja waluty? Oczywiście zwiększa poziom konsumpcji i przyspiesza tempo bogacenia się, ale przede wszystkim zmusza przedsiębiorców do modernizacji, aby byli w stanie nadrobić to umocnienie waluty. Zachęca do kupowania technologii za granicą, które zresztą ze względu na aprecjację stają się tańsze.
Nie wiem, czemu nazwał Pan to eksperymentem, bo sądziłem, że od początku Niemcy liczyły na uniknięcie aprecjacji waluty w wyniku przyjęcia euro, a tym samym zapewnienia sobie w ten sposób przewagi kosztowej.
Rzeczywiście, przyjęcie euro spowodowało, że niemiecki eksport był kosztowo konkurencyjny. Był - bo ostatnio to się wali. Tyle, że jak się tak eksportuje, eksportuje, eksportuje, to gospodarka staje się niczym nałogowiec - zależna od eksportu. I wystarczy, że coś się zdarzy, choćby zniknie dostęp do taniego gazu z Rosji, i ten eksport zaczyna zwalniać i hamować, i wtedy nie ma co robić z tymi produktami, bo znika ta konkurencyjność kosztowa, a nie ma konkurencyjności technologicznej, bo niemieckie firmy oduczyły się pazerności na nowe technologie.
Ale wracając do początku pytania, Niemcy wcale nie byli entuzjastami euro. Zostali do tego zmuszeni. Mówi się, że to był warunek uznania przez Francję zjednoczenia Niemiec. Decyzja o wspólnej walucie wtedy była podejmowana.
A teraz Niemcy muszą sztucznie w gruncie rzeczy, bo za pomocą państwa, stymulować tę pogoń technologiczną. To jest obecnie domeną firm amerykańskich, tych słynnych technologicznych jednorożców, a także firm chińskich, bo Chińczycy wcześniej zauważyli problem i zmuszają swoje przedsiębiorstwa do wchodzenia w nowe technologie. W przypadku zaś Niemiec, tak naprawdę - choć żaden Niemiec tego nie powie - ten wysiłek zbrojeniowy, jaki musi podjąć Europa, jest dla nich szansą na unowocześnienie gospodarki.
Mówi Pan, że Niemcy wpadły w pułapkę taniej waluty?
Dokładnie tak, Niemcy wpadły w pułapkę taniej waluty. Tak jak my także jesteśmy do pewnego stopnia w takiej pułapce. Jak mówiłem - mimo szybkiego wzrostu gospodarczego i wzrostu wydajności pracy złoty się nie umacnia. A dlaczego? Dlatego, że wszystkie pieniądze, które z Brukseli idą do rządu, są wymieniane w NBP i lądują w rezerwach banku centralnego.