Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

34.15 PLN (-3.26%)

KGHM Polska Miedź S.A.

257.20 PLN (-2.02%)

ORLEN S.A.

133.80 PLN (+0.45%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.59 PLN (-8.63%)

TAURON Polska Energia S.A.

8.92 PLN (-8.53%)

Enea S.A.

21.62 PLN (-7.13%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

28.35 PLN (+3.28%)

Złoto

4 574.90 USD (-1.51%)

Srebro

69.66 USD (-3.98%)

Ropa naftowa

112.19 USD (+4.68%)

Gaz ziemny

3.10 USD (-0.80%)

Miedź

5.37 USD (-2.72%)

Węgiel kamienny

135.00 USD (-1.46%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

34.15 PLN (-3.26%)

KGHM Polska Miedź S.A.

257.20 PLN (-2.02%)

ORLEN S.A.

133.80 PLN (+0.45%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.59 PLN (-8.63%)

TAURON Polska Energia S.A.

8.92 PLN (-8.53%)

Enea S.A.

21.62 PLN (-7.13%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

28.35 PLN (+3.28%)

Złoto

4 574.90 USD (-1.51%)

Srebro

69.66 USD (-3.98%)

Ropa naftowa

112.19 USD (+4.68%)

Gaz ziemny

3.10 USD (-0.80%)

Miedź

5.37 USD (-2.72%)

Węgiel kamienny

135.00 USD (-1.46%)

Maratończyk wbrew lekarzom

Maratonczyk ARC

fot: Archiwum domowe

– Maratonami uciekłem przed chorobą. Codzienne bieganie oczyszcza mnie psychicznie. Bywa, że podczas biegu wpada człowiekowi do głowy rozwiązanie nierozwiązywalnego, wydawałoby się, problemu – zauważa Bogdan Leśniowski

fot: Archiwum domowe

Na koronę prawdziwego maratończyka składa się pięcioramienna gwiazda: Berlin – Boston – Chicago – Londyn – Nowy Jork. Bogdanowi Leśniowskiemu do jej złożenia pozostał już tylko Londyn. Po każdym z już zaliczonych biegów sobie pozostawiał satysfakcję. Natomiast zdobyte trofea niezmiennie wystawia na licytację najbliższej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka. Z jej dyrygentem zaprzyjaźnił się przed 8 laty.

 

W dorosłe życie 44-letni dziś knurowianin wchodził w samochodowej szkole chorążych. O ile w mundurze doskonale radził sobie z flotyllą wojskowych pojazdów, to zdecydowanie nie błyszczał w tzw. małpim gaju. Do tego stopnia, że był podejrzewany o symulanctwo. To posądzenie przecięła lekarska diagnoza – poważne schorzenie nerek. Lekka praca, najlepiej za biurkiem, i jak najmniej forsowny tryb życia – takie zalecenia, poza skomplikowaną kuracją, zaordynowali Leśniowskiemu doktorzy.


Po zdjęciu munduru taką mało fatygującą fizycznie pracę dyspozytora znalazł przed 23 laty w Dziale Transportu kopalni Knurów. Gdzie zresztą mógł kołatać o zajęcie młody człowiek, którego ojciec był, a dwaj bracia są górnikami? Oprócz wyniesionego z kopalni doświadczenia, ukończenie podyplomowych studiów w zakresie logistyki w transporcie było wartościowym kapitałem w momencie tworzenia w 1994 r. Gliwickiego Przedsiębiorstwa Transportowego Trakt, spółki-córki Kompanii Węglowej. Bogdan Leśniowski był jednym z założycieli firmy, z czasem obejmując w niej funkcję wiceprezesa ds. technicznych.


Koniec z gnuśnością


Coraz gorzej znosił natomiast lekarskie wędzidło. Szczególnie kiedy – żartobliwie napomyka o jednym z epizodów na hiszpańskiej plaży – był proszony do wspólnej fotografii w wianuszku powabnych panienek. Muszę coś z sobą zrobić – postanowił. I po 11 latach oszczędzania się zaczął biegać.


– Pierwsze 500 metrów wydało mi się zrazu katorgą nie do pokonania. Cóż, organizm nie przywykł do wysiłku. Delikatnie dawkowałem coraz dłuższe dystanse: 5, 10, 15 kilometrów, półmaraton... – opowiada o tamtych zmaganiach.


Przed 10 laty Leśniowski wystartował w swoim pierwszym maratonie w Poznaniu. Ten najbardziej klasyczny z lekkoatletycznych dystansów pokonał od razu w 2 godziny 56 minut.


– Postanowiłem pochwalić się tym wyczynem prowadzącemu mnie lekarzowi. Najpierw zbaraniał, a kiedy już trochę ochłonął, chciał mnie wyrzucić z gabinetu za niesubordynację. Wiedziałem skądinąd, że sam ma bzika na punkcie radiotechniki. Więc mu tłumaczę: – Pan bawi się radioamatorstwem, ja biegam maratony. I przekonuję go, że wyniki mam przecież OK, najlepsze od wielu lat. Faktycznie, musiał przyznać, choć obstawał, żebym mimo wszystko porzucił te maratony – opowiada o tej wizycie Leśniowski. I śmiejąc się, dodaje, że do przebiegnięcia pierwszej setki już się lekarzowi nie przyznał.


Ręce w górze


Bogdan Leśniowski tłumaczy, że maratonów nie biega dla satysfakcji ze zwycięstwa nad tymi, którzy na mecie są za nim.


– Mnie kręci uzyskanie jak najlepszego czasu, zwycięstwo nad samym sobą. Zwykło się mawiać, że tak naprawdę maraton zaczyna się od 35. kilometra. I coś w tym jest, bo wtedy walczy się nie z konkurentem, lecz z własną słabością. I chyba nieprzypadkowo kończący ten klasyczny dystans, niezależnie od zajętego miejsca, unoszą w górę ręce w geście zwycięstwa. Pamiętam wręcz eksplozję emocji po ukończeniu pierwszego z moich maratonów. Przyznaję, trzykrotnie płakałem. Raz, kiedy dotarło do mnie, że złamałem barierę 3 godzin. Drugi raz – po telefonie do żony, trzeci – kiedy pochwaliłem się bratu – wspomina.


Szczególnie pamięta taki kryzys z maratonu w Dębnie, kiedy tuż przed metą zatrzymała go „ciemna ściana przed oczyma”. Nie wsiadł do przywołanej już karetki. Uparł się. Podniósł się z przydrożnego rowu i jakoś doczłapał do mety z czasem 3 godziny 11 minut. W kilka tygodni później maraton chicagowski przebiegł w 2 godziny 55 minut.


Obok Edka i Haile Gebrselassie


Ale uprawianie maratonu to także przyjaźnie. Szczególnie ciepło Bogdan Leśniowski opowiada o emerytowanym górniku, Edwardzie Włodarskim.


– Kiedy jeszcze pracował, szedł na nockę do kopalni, trochę się przespał i kiedy ja wracałem po szesnastej z pracy, już czekał przed moim domem. „Bogdan, idziemy pobiegać” – zapraszał, nie przyjmując do wiadomości, że po ciężkim dniu nie mam na to specjalnie ochoty. I tak prawie dzień w dzień zaliczaliśmy razem rutynowe 15 kilometrów, zwiększając tę dawkę przed nadchodzącym maratonem. Ba, to właśnie Edek ni stąd, ni zowąd wypala kiedyś: „Bogdan, pobiegniemy setkę?!”. I agituje: „Jest taki fajny bieg w Boguszowie-Gorcach, przez sześć górskich szczytów”. Popukałem mu w czoło, po czym... pobiegliśmy. Po raz pierwszy w 12 godzin 36 minut, po raz drugi o godzinę krócej. Były też sztafety na Przystanek Woodstock i finały WOŚP w Warszawie – śmieje się Leśniowski.


W tym klanie maratończyków spotkał wielu innych fantastycznych ludzi: nauczycieli, emerytów, pracowników naukowych wyższych uczelni, kapitana tankowca... W 2008 r. na starcie do berlińskiego maratonu stanął opodal jego czterokrotnego zwycięzcy, wielkiego Etiopczyka Haile Gebrselassie. Ale zdarzyło mu się też biegać z wielkimi polskiej lekkoatletyki – Pawłem Januszewskim i Bogusławem Mamińskim.


– Maratonami uciekłem przed chorobą. Codzienne bieganie oczyszcza mnie psychicznie. Bywa, że podczas biegu wpada człowiekowi do głowy rozwiązanie nierozwiązywalnego, wydawałoby się, problemu – zauważa Bogdan Leśniowski.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Godnie uczczą zamordowanych górników. Centrum Dziewięciu z Wujka zmienia się nie do poznania

Jeszcze w tym roku Śląskie Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z Wujka (ŚCWiS) zamierza rozpocząć drugi etap adaptacji przestrzeni kopalni Wujek, kopalnianej łaźni łańcuszkowej, pod kątem m.in. widowiska multimedialnego.

JSW wycofuje się z finansowania klubów sportowych

Jastrzębska Spółka Węglowa wstrzymała finansowanie klubów sportowych na sezon 2026/2027. Powodem jest trudna sytuacja finansowa spółki.

Kryptonim Kopalnia, czyli ratowanie życia w pod ziemią

Już 31 marca Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach po raz kolejny stanie się przestrzenią do ćwiczeń i to nie byle jakich. Pod okiem profesjonalistó w scenerii podziemi z listy UNESCO ratownicy medyczni oraz służby ratownicze wezmą udział w zawodach z udzielania pierwszej pomocy pn. „Kryptonim Kopalnia”.

Śladami rodu Borsigów

Na terenie obecnego Zabrza potęgę przemysłową budowało niegdyś kilka rodów fabrykanckich. Jednym z nich byli Borsigowie, ród niemieckich przemysłowców, który odegrał kluczową rolę w industrializacji Śląska. Założycielem potęgi był August Borsig, twórca fabryk lokomotyw i zakładów przemysłowych (m.in. w Zabrzu/Biskupicach). Rodzina ta znacząco wpłynęła na krajobraz przemysłowy regionu, budując kopalnie i huty, a także inwestując w infrastrukturę społeczną. Pozostawili po sobie niemało pamiątek, w tym kopalnię Ludwik, osiedle patronackie Borsigwerk czy biskupicki zameczek. Historię rodu przypomniały Wrazidloki, zabierając nas w podróż po Biskupicach, a przy okazji po terenie dawnej kopalni.