Maratończyk spod ziemi

Jerzy Zawierucha po szychcie w kopalni chwilę odpoczywa i... przebiega kilkanaście kilometrów.

Cztery tytuły mistrza polski w biegach górskich na dystansach 10-13 km, zwycięstwa w kilku półmaratonach (21 km), start w siedmiu maratonach, w tym dwa razy w Chicago, starty w wielu biegach średniodystansowych (10, 15 i 20 km) w kraju i za granicą.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że mogący się pochwalić tymi wynikami Jerzy Zawierucha nie jest zawodnikiem żadnego klubu sportowego. Jest amatorem w najczystszej postaci. A na dodatek pracuje jako ślusarz-hydraulik na dole, w ścianie, w kopalni „Borynia”. Tym wzbudza największą sensację, zarówno na zawodach, jak i wśród kolegów w pracy. Dlaczego? Bo trudno uwierzyć, że po dniówce na dole, Jerzy Zawierucha nie odpoczywa w fotelu przed telewizorem, tylko idzie na trening i przebiega kilkanaście kilometrów.

W kopalni pracuje już 13 lat. Ale zanim został górnikiem, w wieku 15 lat zaczął biegać w klubie KS „Diament” w Jastrzębiu Zdroju.

– Moim pierwszym trenerem był Stefan Kalinowski. Pod jego okiem trenowałem biegi średniodystansowe na bieżni i przełaje. Później zacząłem bieganie w górach – mówi Zawierucha.
I w tej konkurencji zaczął odnosić znaczące sukcesy. Cztery razy stawał na najwyższym stopniu podium Mistrzostw Polski. W 2000 r. na Mistrzostwach Europy był 20. Rok wcześniej startował w Malezji, z rywalami z całego świata. Był 30.

Od 2002 r. Zawierucha zaczął starty w maratonach. – Po raz pierwszy biegałem ten dystans w Chicago. W maratonie biegło 45 tys. zawodników. Ja na linii mety byłem 116 – wspomina. Rok później, również w Chicago, w maratonie startowało 50 tys. zawodników. Zawierucha przybiegł na metę jako 58.

– W obu maratonach w Chicago i w wielu innych zawodach reprezentowałem Jastrzębską Spółkę Węglową i kopalnię „Borynia” – zaznacza Zawierucha.

W kraju Zawierucha startował już w pięciu maratonach. W Lęborku, dwa razu w Gdańsku (maraton „Solidarności”, w 2007 r. był siódmy), w Poznaniu i we Wrocławiu. Jego najlepszy czas, to 2,21,35. To 21 wynik w Polsce.

Poza maratonami biegacz z „Boryni” w ciągu roku startuje w około 20 półmaratonach (21 km). Startów w biegach krótszych, 15-20 km, jest tyle, że ich nie liczy.

Zawierucha kilka razy, w latach 2000–2004, startował w biegu na czas, po schodach. Takie zawody w obsadzie międzynarodowej odbywają się co roku we Wrocławiu, w 25-piętrowym wieżowcu.
Jerzy Zawierucha zawsze pracuje na ranną zmianę. To jedyny przywilej, jaki ma w pracy. Na dole – jak mówi – się nie obija, bo koledzy patrzą, a poza tym swoją robotę trzeba zrobić.
– Jak idę na robotę, to koledzy zazwyczaj mówią mojemu partnerowi: „nie idź z maratończykiem, bo on cię zajedzie” – relacjonuje Zawierucha.

Rozkład dnia Jerzego Zawieruchy jest następujący: rano do pracy, po powrocie obiad, potem chwila odpoczynku i trening. W sobotę lub niedzielę – starty w zawodach. Rywale nie dowierzają, że Zawierucha pracuje fizycznie na dole. – Na pewno siedzisz przy jakimś guziku!

Zawierucha nie jest zawodnikiem żadnego klubu. Ma jednak swojego trenera. Od trzech lat jest nim Mirosław Gołębiewski z Rybnika. Rywalami są natomiast zawodnicy mający oparcie w klubach. Dzięki temu mają znacznie lepsze warunki do uprawiania sportu: profesjonalną opiekę medyczną, sprzęt, odżywki. Zawierucha musi o to zadbać sam.

Czasami część kosztów związanych ze startami pokrywali mu sponsorzy. – Nigdy wsparcia nie odmawiał mi nasz dyrektor ds. pracowniczych, pan Artur Wojtków czy szef zakładowej „Solidarności”, Roman Chwostek – mówi Zawierucha.

Tegoroczny sezon Jerzy Zawierucha rozpoczął 1 marca biegiem sztafetowym w kopalni soli w Bochni. W ciągu 12 godzin, czterech biegaczy przebiegło 210 km, na głębokości 214 m.
16 marca startował w Katowicach, w biegu wiosennym (15 km) i zajął trzecie miejsce. 6 kwietnia wygrał półmaraton w Żywcu. W kolejnym półmartonie w Dąbrowie Górniczej (20.04.) był drugi. Do końca listopada tego roku Zawierucha planuje start w 30-40 zawodach, w tym w dwóch maratonach. W jednym wystartuje w maju, a w drugim jesienią.

Swoją 17-letnią karierę sportową Jerzy Zawierucha komentuje tak: – Na olimpiadę już nie pojadę, ale kilka lat biegania jeszcze mi pozostało.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zapraszają na pierwsze zajęcia Energetyczno-Górniczego Uniwersytetu III Wieku

Nowy Uniwersytet III Wieku o profilu energetyczno-górniczym ma na celu stworzenie miejsca, w którym zawodowcy związani z górnictwem i energetyką będą mogli pogłębiać wiedzę o historii śląskiego przemysłu oraz współczesnych wyzwaniach technologicznych.

Górnik wrócił do domu. Niezwykłe wydarzenie w kopalni

Przed Szybem Daniłowicza w Kopalni Soli Wieliczka przez dziesięciolecia stał Górnik – trzymetrowa figura, która dla mieszkańców Wieliczki i turystów była czymś więcej niż pomnikiem. Była symbolem górniczego charakteru tego miejsca, świadkiem tysięcy spotkań i nieodłącznym tłem pamiątkowych fotografii. W 2006 roku Górnik zniknął ze swojego miejsca. Po dwudziestu latach powrócił do domu.

Pomożecie zagłosować? Miła sprawa, chodzi o film, w którym mogą wystąpić obiekty KWK Halemba-Wirek

Oddział Centrów Demontażowych Grupy KOK znalazł się w finałowej piątce (spośród 28 zgłoszonych) plebiscytu „Śląska Lokacja Filmowa 2026”. Przemysłowy obiekt ma teraz szansę na drugie życie, jako przestrzeń filmowa. Wystarczy tylko na niego zagłosować.

Nagroda za pamięć o zamordowanym bracie górniku

Za nami wyjątkowa Gala wręczenia Nagrody „Czarny Diament Wolności”, która odbyła się w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka” w Katowicach. Tegoroczną laureatką prestiżowego wyróżnienia została Magdalena Pelc - która od lat pielęgnuje pamięć o swoim bracie Zbigniewie Wilku, jednym z Dziewięciu z „Wujka”.