Malwina Smulska: Zawód geologa w kopalni węgla kamiennego nie jest wcale łatwy, zwłaszcza dla kobiety

1615458337 malwinasmulska

fot: Discovery Channel

Do pracy na dole Malwina Smulska zjeżdża wyekwipowana jak każdy górnik. Aparat ucieczkowy, lampa z akumulatorem, kask ochronny i obuwie robocze

fot: Discovery Channel

- Wykonywanie zawodu geologa w kopalni węgla kamiennego to nie jest wcale łatwe zadanie dla kobiety. Jeśli ktoś nie ma twardego charakteru, to lepiej o takiej pracy niech nawet nie myśli – mówi Malwina Smulska z ornontowickiej kopalni Budryk.

O problemach, z którymi przychodzi jej się mierzyć w podziemnych wyrobiskach, opowiedziała widzom popularnego kanału telewizyjnego Discovery Channel.

Do pracy na dole zjeżdża wyekwipowana jak każdy górnik. Aparat ucieczkowy, lampa z akumulatorem, kask ochronny i obuwie robocze. Zabiera też z sobą niewielki notatnik, służący do szkicowania wyglądu wyrobiska. 

Profilowanie przodka i ścian
– Moja praca polega na profilowaniu przodka i ścian wyrobisk górniczych i eksploatacyjnych. Muszę pokazać na rysunku, ile jest w nich skał, a ile węgla. W te same miejsca zjeżdżam regularnie. Złoże bowiem bywa zmienne. Jeśli jest dużo kamienia, należy użyć materiałów wybuchowych i po pewnym czasie wyrobisko znowu trzeba sprawdzić. Oczywiście, bywają takie sytuacje, że nie ma innego wyjścia, jak tylko zatrzymanie robót, ale w Budryku takich zdarzeń jest bardzo niewiele – opowiada o swojej profesji Malwina Smulska.

W 2019 r. latem otrzymała od kierownictwa Jastrzębskiej Spółki Węglowej propozycję udziału w filmie dokumentalnym, realizowanym przez Discovery Channel. Nie musiano jej długo przekonywać.

– Przystałam na propozycję. Czemu nie? Mogę opowiadać o swojej pracy. Nie ma w niej nic nadzwyczajnego, ale jeśli kogoś to interesuje, proszę bardzo – wyjaśnia.

Na panią geolog spadł też obowiązek opieki nad ekipą filmowców. Jej członkowie – jak sama wspomina – pierwszą konsternację przeżyli, dowiadując się, że w pracy musi zameldować się punktualnie o 6 rano. Fragment filmu, w którym widać, jak przechodzi przez wartownię, powtarzano kilkakrotnie. Już na samą myśl o tym, co będzie działo się na dole, czuła dreszczyk emocji.

– Z zapartym tchem obserwowali moment, gdy wsiadałam do naczynia zwanego kapsułą, w którym dokonuje się rewizji wyrobisk pionowych. Niektórzy członkowie ekipy filmowej byli wręcz przerażeni, gdy zostałam opuszczona w głąb szybu II. Zastanawiałam się, czy przypadkiem nie wycofają się z realizacji planów, ale w końcu wzięli się mocno w garść. Wisieć na linie i mieć pod sobą kilkusetmetrową przepaść, to jest już jakaś przygoda. Jeden z nich spróbował i nie żałował – opowiada Malwina Smulska.

Nie brakowało również problemów technicznych przy realizowaniu zdjęć w chodniku CW odstawczym w pokładzie 401. To kamera odmówiła posłuszeństwa, to znowu oświetlenie było nie takie, jak należy. W końcu przyszło do objaśniania wykonywanych czynności.

– Na dole porozumiewamy się skrótami. Nie ma miejsca na dyskusje ze względu na huk pracujących urządzeń. Tymczasem proszono mnie, aby każdą czynność dokładnie opisać, a mnie na usta cisnęły się skróty. „Malwina! Całymi zdaniami, prosimy!” – krzyczeli do mnie operatorzy. I tak w kółko do znudzenia musiałam powtarzać kolejne fragmenty realizowanych ujęć – wspomina.

Ze względu na hałas realizatorzy zdecydowali jednak o konieczności wprowadzenia lektora, a w kilku przypadkach także napisów. 

Trochę adrenaliny
Ośmioosobowa ekipa Discovery Channel nieźle naharowała się w podziemiach kopalni Budryk.

– Obserwowałam ich kątem oka. Bywało, że ktoś sobie pod nosem zaklął, brodząc w błocie, człapiąc upadową o dużym nachyleniu, czy pokonując pomost nad przenośnikiem taśmowym. Sprzęt, który zabierali ze sobą, do lekkich raczej nie należał. W sumie każdego następnego dnia było lepiej – przyznaje bohaterka filmu o górniczej robocie.

Malwina Smulska nie ma wątpliwości, że zawód geologa w kopalni węgla kamiennego nie jest wcale łatwy, zwłaszcza dla kobiety. Trzeba wchodzić w nieznane rejony kopalni, tam, gdzie występują zagrożenia skojarzone – wodne, metanowe i tąpaniowe. Raz już musiała wycofywać się z chodnika wraz z załogą. Wystąpił bowiem nagły napływ metanu.

– Mnie się akurat podoba to, co robię. Byłam świadoma, że wybieram taką, a nie inną pracę. Jest trochę adrenaliny, ale dla mnie w sam raz. Szczerze powiedziawszy, nie wyobrażam sobie innego zajęcia – wyjaśnia.

Pani geolog pracuje w Budryku już 16. rok i ma nadzieję dotrwać do emerytury. Szanse ma duże, ponieważ złoża węgla, uwięzione w podziemiach ornontowickiego zakładu, wystarczą na kolejnych 70 lat. Poza tym uwielbia szusować na nartach i jeździć rowerem. Chętnie też spędza czas na treningu aerobiku lub wyskoczy na dobry film do kina.

fot.: discovery channel

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Piekary Pielgrzymka KZ 7

Piekary pielgrzymka mężczyzn

Do Sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich przybyły  w tradycyjnej pielgrzymce w niedzielę, 31 maja, tysiące młodzieńców i mężczyzn, wśród nich górnicy.  Odbywa się cyklicznie w ostatnią niedzielę maja, gromadząc tysiące wiernych, którzy przybywają pieszo, rowerami lub autokarami.

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.