Los stoczni już w rękach Komisji
Wysłany w piątek 800-stronicowy plan restrukturyzacji stoczni gdańskiej i gdyńskiej został przygotowany przez ukraiński koncern ISD. Chce on zainwestować w oba zakłady ponad 1,5 mld zł, z czego 500-600 mln zł pochłoną stare długi. ISD przewiduje, że stocznie odzyskają rentowność w dwa lata. - Zdziwiłbym się, gdyby Bruksela nasz plan odrzuciła. On ma kilka mocnych stron, m.in. gwarancje dostaw blachy okrętowej z naszej własnej huty w Częstochowie - mówi \"Gazecie\" Konstanty Litwinow, prezes ISD Polska. - Spodziewamy się, że skumulowany zysk stoczni w kolejnych latach wyniesie 800 mln zł - podał portal gazeta.pl.
Także w ciągu dwóch lat rentowność ma odzyskać szczecińska stocznia SSN. Plan jej naprawy przygotowany przez Mostostal Chojnice (współdziałający z norweskim koncernem Ulstein) zakłada, że zyski pojawią się już po 2010 r.
Oba plany przewidują, że stocznie dostaną jeszcze jeden, ostatni pakiet pomocy publicznej, w sumie 1,24 mld zł. Rząd już zgodził się na tę kwotę.
Nie wiadomo jednak, czy na te plany zgodzi się Bruksela i kiedy obwieści swoją decyzję. Minister skarbu Aleksander Grad sugerował wczoraj, że do października. - Nie spodziewajcie się komentarza w ten weekend albo w następnym tygodniu - przestrzegł jednak Jonathan Todd, rzecznik unijnej komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes.
Negatywna decyzja przypieczętowałaby los stoczni. KE nakazałaby im zwrot pomocy publicznej otrzymanej po 1 maja 2004 r. W grę wchodzi wiele miliardów złotych, więc stocznie musiałyby zbankrutować - napisała gazeta.pl
Zarówno Mostostal, jak i ukraiński ISD są jeszcze przed rozmowami z załogami. Ukraińcy nie ukrywają, że po połączeniu Gdańska i Gdyni konieczne byłyby zwolnienia. - Jakaś część załogi na pewno będzie stanie przed wyborem: przekwalifikować się albo odejść. Ale nie są to 4 tys. ludzi, jak mówią związkowcy - zapewnia Litwinow. Ostrzega jednak: - Czynnik ludzki to słaba strona naszego planu.