Londyn w mysłowickiej mgle

fot: Jarosław Galusek/ARC

Krzysztof Kowalski oceniając swoje szanse na Londyn mówi: - Zdrowie jest, chęci są. Zobaczymy.

fot: Jarosław Galusek/ARC

Józef Maczuga, trener sekcji bokserskiej mysłowickiego MOSiR, zapowiada, że jeśli dwójkę swoich chłopaków - Krzysztofa Kowalskiego i Arkadiusza Toborka - zobaczy na olimpijskim ringu w Londynie, to z radości obiegnie wokół całą Polskę. Kto wie? Obaj pięściarze, brązowi medaliści zakończonych dopiero co Mistrzostw Polski w Poznaniu, znaleźli się w szerokiej kadrze olimpijskiej na Londyn, zaś ich trener jest wicemistrzem Polski weteranów w półmaratonie.

Maczuga z rozrzewnieniem wspomina czasy wielkości mysłowickiego Górnika i górniczego patronatu nad boksem. W barwach klubu walczyli tej miary pięściarze, co Henryk Średnicki, Marian Kasprzyk i Jan Wadas. On sam - jak podpowiada Maciej Trojan, bokserski sędzia międzynarodowej klasy AIBA - także należał do tego grona gwiazd. Jako zawodnik 55-letni dziś Maczuga przez 15 lat uprawiania tego sportu w I i II lidze stoczył aż 345 walk, poczynając od wagi muszej, poprzez piórkową, lekką, po lekkopółśrednią. Trzykrotnie dostąpił zaszczytu występowania z orłem na koszulce reprezentanta Polski.

Wielcy w cechowni
- Na ringu, ustawianym w cechowni kopalni Lenin, a później Wesoła, działy się przed laty wielkie rzeczy. Walczyli tu medaliści olimpijscy i mistrzostw świata - między innymi Jerzy Rybicki, bracia Paweł i Grzegorz Skrzeczowie... Mecze Górnika z Legią lub Gwardią Warszawa były wielkimi wydarzeniami, gromadzącymi wokół ringu i na galeriach do dwóch tysięcy kibiców, w większości pracowników kopalni. Gorączce takich prestiżowych spotkań ulegał także dyrektor. Premia za zwycięstwo ze stołecznym tuzem pięści miała wartość połowy miesięcznej górniczej pensji... - z sentymentem uśmiecha się Józef Maczuga.

Po raz ostatni - przypomina Maciej Trojan, działacz Śląskiego Związku Bokserskiego - ring w kopalnianej cechowni stanął w 1993 roku na Mistrzostwa Śląska Juniorów. Ale górniczy boks - pozbawiony hojnego mecenasa wraz z wystawieniem branży wydobywczej na rynkowe reguły gry - obumierał już wcześniej. Ten amatorski, na poziomie młodzików, kadetów i juniorów, odżył przed siedmiu laty w reaktywowanej sekcji Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Zapewnienia Trojana, że jest ona najsilniejszą sekcją juniorską na Śląsku, są wręcz nieprawdopodobne.

Trener, gospodarz, kierowca
Ta siła sekcji zdumiewa w zderzeniu z siermiężnymi realiami hali, gdzie Maczuga uczy kilkunastoletnich chłopców pięściarskiej szermierki. Ponury budynek sąsiaduje z placem załadunku węgla Wesołej. Jedynym wyposażeniem obskurnej sali są drabinki i dwa fantomy przeciwnika do obijania. Józef Maczuga pełni tu funkcję nie tylko trenera, ale również szefa sekcji, kierowcy i gospodarza. Dawno już zresztą przekonał się, że w amatorskim boksie próżno liczyć na jakiekolwiek kokosy. Po zakończeniu zawodniczej kariery miał już w garści uzyskaną we wrocławskiej Akademii Wychowania Fizycznego licencję trenerską, niemniej wybrał pracę ratownika górniczego w Wesołej. Do trenerki - już jako emeryt - wrócił po 10 latach pracy pod ziemią.

- Cieszę się, kiedy chłopcy wygrywają - wymienia najświeższe sukcesy swoich wychowanków, a więc mistrzostwo Śląska juniorów Szymona Kantorowicza i trzy brązowe medale kadetów.

ózef Maczuga odruchowo zaciska pięści, wyobrażając sobie walkę swojego zawodnika na igrzyskach

   Dwóje też nokautują
  Maczuga chwilę zastanawia się nad odpowiedzią, na ile jest trenerem, a na ile wychowawcą. Wychodzi, że jednym i drugim po trosze. Bo na salę opodal Wesołej przychodzą 11-12-letni chłopcy,     wywodzący się zazwyczaj z uboższych rodzin, nienależący raczej do szkolnych orłów. Nie tylko z Mysłowic, ale i z Giszowca, Czułowa, Hołdynowa, a nawet z Chełma Śląskiego. Przyjeżdżają samodzielnie, od wiosny zwykle na rowerach.

- Prawie nie zdarza się, żeby na trening zajrzeli rodzice. Zazwyczaj więc spotykam się z nimi z własnej inicjatywy, na ogół zaniepokojony liczbą szkolnych dwójek. Sam też mobilizuję chłopców, że nauka przede wszystkim - opowiada o tej wychowawczej stronie trenerki.

Z dziesiątki takich "surowych" chłopców przy boksie zostaje na dłużej dwóch, trzech.

- Już na pierwszych zajęciach najchętniej od razu założyliby rękawice. Kręcą nosami, kiedy zaczynam od ćwiczeń ogólnorozwojowych. To podstawa. Zresztą kiedy się im przyglądam, to zastanawiam się, co też dzieje się na szkolnych lekcjach wychowania fizycznego. Po czym poznaję iskrę do boksu? Po ruchach. Zrobię rozgrzewkę i od razu widzę, jak dany chłopak ma poukładane ciało, ręce... Raz, dwa wiem, że coś z niego będzie - mówi Józef Maczuga.

Motywacją Londyn
Perłami w trenerskiej koronie Maczugi są seniorzy Krzysztof Kowalski i Arkadiusz Toborek. Pierwszy walczy w wadze ciężkiej, drugi - superciężkiej. Obaj świeżo opromienieni brązowymi medalami mistrzostw Polski.

- Ten sport to adrenalina. Kiedy przez tydzień nie zaboksuję, to przychodzi głód walki. Na ringu mogę się wyżyć - mówi Kowalski, na co dzień stateczny mąż i ojciec dwójki dzieci, a przy tym od siedmiu lat dołowy ślusarz i ratownik w kopalni Mysłowice-Wesoła. Sukcesy na ringu nie niosą już jakichkolwiek ulg w pracy.

- Każdy sportowiec marzy o występie na olimpiadzie. Zdrowie jest, chęci są. Na pewno nie będzie łatwo. Zobaczymy...

Kowalski startem w Londynie chciałby sprawić radość sobie i trenerowi. Wybór, czy zawodowstwo, czy zawieszenie rękawic zostawia na później.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

To porozumienie jest symbolem górniczej walki

Porozumienie Jastrzębskie 3 września 1980 roku było trzecim, po gdańskim i szczecińskim, dokumentem podpisanym latem 1980 roku między władzą a robotnikami. Strajki na Śląsku, których efektem były ustalenia zawarte w Jastrzębiu, wpłynęły na tempo i skuteczność negocjacji prowadzonych w Gdańsku i Szczecinie. Dzisiaj uczczono tę niezwykle ważną dla kraju rocznicę.

Pamiętają o pacyfikacji kopalni Wujek. Wyrosną kolejne drzewa pamięci

Po wakacyjnej przerwie, Śląskie Centrum Wolności i Solidarności kontynuuje akcję sadzenia w szkołach drzew pamięci im. Dziewięciu Górników z Wujka. 

Rewolucyjne odkrycie: górnictwo na ziemi tarnogórskiej sięga czasów rzymskich

Górnictwo na terenie dzisiejszych Tarnowskich Gór i Bytomia rozpoczęło się znacznie wcześniej, niż dotychczas sądzono – już w II wieku naszej ery, czyli w czasach rzymskich. To kluczowe ustalenie polsko-niemieckiego zespołu badawczego, które zmienia dotychczasową wiedzę o początkach przemysłu wydobywczego na Górnym Śląsku. Poinformowało o tym Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Tarnogórskiej (SMZT).

Były minister odpowiedzialny za górnictwo dzieli się tragicznymi wspomnieniami

- Zobaczyłem przerażający widok... cała rodzina karczmarza, którą znałem, leżała zamordowana na drabiniastym wozie przygotowanym do wywiezienia.  Obok byli liczni niemieccy żołnierze. To straszne przeżycie – wspomina w swej książce Zdzisław Doszla.