fot: ARC
Zwolnienia w PLL LOT rozpoczęły się w październiku ubiegłego roku, kiedy narodowy przewoźnik poinformował, że zamierza zwolnić 400 osób
fot: ARC
Firma nie ma też co liczyć na pomoc państwa. Nie zgodzi się na to Komisja Europejska, bo rząd już raz, w 2001 r., dokapitalizował przewoźnika akcjami spółek Skarbu Państwa.
Spółka już zlikwidowała taniego przewoźnika Centralwings. – Nie mogę zrozumieć, jak mogła istnieć firma, która w swojej ponadpięcioletniej działalności ani razu nie wypracowała zysku. I to mimo że np. za wypożyczone od LOT samoloty płaciła stawki niższe od rynkowych – mówi o Centralwings nowy p. o. prezesa spółki Sebastian Mikosz.
Aby przetrwać, LOT musi przede wszystkim zmniejszyć zatrudnienie. – Jest szereg stanowisk, które się dublują, np. zarządy LOT i Eurolotu – mówi Zbigniew Sałek, wiceszef Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk.
– Tak. Będą zwolnienia – nie ukrywa Mikosz. I nie chodzi tylko o cięcie kosztów, które jest niezbędne. – Po prostu nie wszyscy nadają się do pracy w tej spółce. Jeśli ktoś nie rozumie, że LOT nie jest ani firmą socjalną, ani przechowalnią, nie ma dla niego miejsca. To linia lotnicza działająca w wyjątkowo konkurencyjnym sektorze – podkreśla.
Dotychczas każda grupa zawodowa w PLL LOT zdobywała pieniądze na podwyżki, idąc do prezesa i grożąc strajkiem. – Obecnie rozważamy taką możliwość – nie ukrywa związkowiec z LOT Ground Services. Po prostu przestaniemy przeładowywać bagaże – tłumaczy. Prosi, żeby nie podawać jego nazwiska. Ale już piloci, których roszczeniowa postawa mocno zaważyła na finansach firmy, odstąpili od żądań. Na 50 samolotów LOT ma 500 pilotów. To najwyższa średnia w europejskim lotnictwie cywilnym.
Pracownicy nie wykluczają jednak strajku. Gdyby do niego doszło, byłby on zapewne gwoździem do trumny spółki. – Ewentualne strajki tylko przybliżą LOT do bankructwa. Jeśli samoloty zostaną na Okęciu, polski przewoźnik może istnieć nie dłużej niż dwa – trzy tygodnie – uważa Adrian Furgalski z zespołu doradców gospodarczych Tor - podała \"Rzeczpospolita\".
Upadek LOT wcale nie oznaczałby, że pasażerowie wierni polskiemu przewoźnikowi bez kłopotu przesiedliby się do samolotów innych linii. Pierwszym efektem byłby znaczący wzrost cen biletów i uciążliwe przesiadki, bo liczba bezpośrednich połączeń z Warszawy znacznie by spadła. Ucierpiałyby też polskie lotniska, przede wszystkim regionalne, gdzie LOT jest głównym przewoźnikiem. Ale również Okęcie miałoby kłopot z zapełnieniem luki.
Bankructwo Polskich Linii Lotniczych LOT byłoby też prestiżową klęską Ministerstwa Skarbu Państwa. Drugą po sto- czniach. Tyle że LOT jeszcze można uratować - czytamy w \"Rzeczpospolitej\".