Chromy pan w mroźnym stanie Alaska
Do burdelu wszedł, prosząc: Co łaska.
Kiedy panny mu dały
Forsę i łyk gorzały,
Pan nieśmiało zapytał: – A laska?
To jeszcze jedno dzieło pewnego „chutliwego starca” – autora tych limeryków. A tak przy okazji; w Czechach „chuć” znaczy „apetyt”, więc gdy ktoś tam Wam będzie życzył „dobrej chuci”, szczególnie ktoś płci przeciwnej, to ani się nie cieszcie na zapas, ani nie obrażajcie. Szczególnie panie zdecydowanie powinny powstrzymać się od rękoczynów!
Raz łyżwiarka w Nowogrodzie
Dała d... wojewodzie.
Od tej pory jest w żałobie,
Ważniak bowiem poszedł sobie,
Zostawiając ją na lodzie.
Ci z Państwa, którzy nigdy dotąd nie zetknęli się z formą limeryku, zorientowali się już zapewne w regułach, rządzących tą literacką formą; powtarzalnością sylab, sposobem rymowania. Zasadą jest też określenie w pierwszym wersie bohatera i usytuowanie go. No i najważniejsze: limeryk najczęściej jest pikantny. Bywa, że mocno nieprzyzwoity. Jest po prostu okazją do „poświntuszenia”. Lecz w jakim stylu! Bo ta pozornie prosta forma jest w rzeczywistości piekielnie wymagająca. Toteż uciekali się do niej najwybitniejsi poeci, używając sobie do woli, bo gdzie indziej im nie wypadało.
Tajemniczy autor – bo naprawdę nie wiem, kto nim jest – prezentowanych w tym miejscu limeryków, bije jednak na głowę największych, co piszę z pełną odpowiedzialnością! To może jeszcze jeden – dla przykładu jeden z nielicznych niefrywolnych.
Starszy portier hotelu w Pakości
Lubił gwizdać „Odę do radości”,
A co do Beethovena,
Odpowiadał, że nie ma,
Bo nie znalazł go na liście gości.