Libiąska „Janina” wyrasta na ważne ogniwo Południowego Koncernu Węglowego

Janina widok ARC

fot: ARC

W 2012 roku "Janina" osiągnie pełną zdolność produkcyjną

fot: ARC

Mało kto już pamięta, że przed rokiem 2004, czyli momentem przejęcia libiąskiej kopalni „Janina” przez Południowy Koncern Węglowy SA, zakład ten był skazanym na likwidację bankrutem. Jako trwale nierentowna była wówczas postrzegana kopalnia o zasobach węgla kamiennego szacowanych na 841 mln ton. Tymczasem kilkuletnia, sanacyjna determinacja menedżerów nowego właściciela, w połączeniu z pracowitością i wyrzeczeniami załogi kopalni, sprawiły, że od ubiegłego roku „Janina” nie przynosi już strat, ba, staje się stabilnym ogniwem gospodarczym koncernu.


– Wdrożony w zakładzie program restrukturyzacyjny ma zostać zakończony w 2012 roku. Podjęte dotychczas działania przynoszą widoczne gołym okiem efekty. Oto od ubiegłego roku zakład nie przynosi strat, zaś w roku 2012 „Janina” osiągnie pełną zdolność produkcyjną, co w dalszej perspektywie pozwoli na jej stabilne funkcjonowanie. Zatem za dwa lata libiążanie mają wydobywać 2 650 tys. ton węgla rocznie, czyli – w proporcji do obecnej – zwiększyć produkcję jeszcze o 250 tys. ton. Praktycznie cały przyrost wydobycia w skali spółki będzie pochodził właśnie z „Janiny”. Zakład Górniczy „Sobieski” osiągnął już bowiem docelowy poziom zdolności produkcyjnej i wzrost wydobycia musiałby tu nastąpić kosztem kapitałochłonnej przebudowy poszczególnych ogniw technologicznych, a na tym etapie jest to nieracjonalne. Tak więc, to rozłożenie wydobywczych akcentów między Jaworznem a Libiążem powoduje, że w tegorocznych inwestycjach PKW około 75 ze 140 mln zł trafi właśnie do „Janiny” – ilustruje podejście do koncernowej „dwójki” Andrzej Szymkiewicz, prezes zarządu Południowego Koncernu Węglowego.


Ważnym przejawem rozwoju libiąskiej kopalni jest dużo większa niż w „Sobieskim” intensywność przygotowywania frontu ścianowego. Więcej: planowane są w niej strategiczne inwestycje, związane z udostępnieniem głębiej zalegających węglozasobnych pokładów. W grę miałaby wchodzić budowa poziomu 800 m, który umożliwi pozyskanie pokładu 207. Pokład ten w przyszłości stanie się wiodący w procesie wydobywczym zakładu. Zarazem trwają również działania związane z pozyskaniem niezagospodarowanych górniczo rejonów, przylegających do obecnych granic obszaru kopalni.
Kiedy przed kilkoma laty PKW przejmował „Janinę”, wśród załogi ZG „Sobieski” nierzadkie były cierpkie reakcje, że oto libiążanie przechodzą na garnuszek jaworznian. Ten pogląd wprawdzie do dziś nie został jeszcze ostatecznie wyparty ze wszystkich głów, niemniej tego rodzaju nastawienie słabnie już wyraźnie. Paradoksalnie, do rewizji takiego, licytacyjnego sposobu myślenia wśród części załogi „Sobieskiego” przyczyniły się ostatnie kłopoty jaworznickiego zakładu z przechodzeniem przez pięć miesięcy uskoku w najhojniej sypiącej tu ścianie, które spowodowały „utratę” kilkuset tysięcy ton węgla.


– Cóż, górnictwo wciąż uczy jednak pokory. Trudna sytuacja w „Sobieskim” raz jeszcze bardzo wyraziście unaoczniła tę prawdę, pozbawiając sensu słabnące licytacje, kto na kogo pracuje. Okazało się, że teraz „Janina” lepiej sobie radzi. Mówię otwarcie: takie antagonizmy jeszcze całkowicie nie wygasły. Usiłujemy je łagodzić. Ten proces trwa. Sprzyja mu praktyka wymiany kadr na różnych szczeblach między kopalniami, organizowanie spotkań integracyjnych, wymiana doświadczeń. Myślę, że już wkrótce staniemy się jedną rodziną, wspólnie dzielącą się sukcesami, ale też wspólnie pokonującą problemy – liczy na pożądaną zmianę mentalności prezes Andrzej Szymkiewicz.


Tej pogłębionej integracji i myślenia kategoriami jednolitej firmy na pewno sprzyja fakt, że PKW – w przeciwieństwie do największych spółek węglowych – omijają kadrowe paroksyzmy i spektakularne spory. I nie dzieje się tak, oczywiście, dlatego, że relacje pracodawca–pracownicy są tu wolne od naturalnej rozbieżności interesów między stronami.


– U nas te relacje są po prostu normalne. Zarząd spółki przyjął zasadę, że rzeczą najważniejszą jest to, aby każdy dobrze robił to, do czego został powołany. I ta prosta zasada przynosi efekty. Oczywiście, także i u nas bywają problemy, które trudno rozwiązać. Nasi związkowi partnerzy to trudni – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – gracze. Jak gdzie indziej i tutaj stawiają oni swoje wymagania. Rozmowy z nimi są skomplikowane, ale zawsze prowadzimy je na argumenty, więc zazwyczaj przynoszą konstruktywne rozwiązania. Po tylu latach mamy do siebie zaufanie i wiemy, że jeden drugiego nie próbuje przechytrzyć. Zarząd spółki stara się nie obiecywać rzeczy, na które jej nie stać. Do podziału zawsze proponujemy konkretne, wypracowane środki, bez pustych zobowiązań. Wszyscy pamiętamy przecież, że PKW tworzą kopalnie, które w swoim czasie były przeznaczone do likwidacji. Załogi mają więc świadomość, że mogły utracić miejsca pracy. Teraz mają satysfakcję z pracy w dochodowej firmie – zwraca uwagę na historyczny kontekst owych relacji prezes Szymkiewicz.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Lato, lato wszędzie!

Astronomiczne, kalendarzowe i… kolejowe. To ostatnie zaczęło się najprędzej – już w połowie czerwca. W trzeciej, tzw. letniej korekcie rozkładu jazdy na tory wróciły między innymi regularne połączenia z Częstochowy do Zakopanego.

Kanadyjczycy na Śląsku zadbają o dostęp do surowców krytycznych. Przejęli ważną inwestycję

Kinterra Capital Corp., kanadyjski fundusz private equity inwestujący w sektorze minerałów krytycznych, przejął zlokalizowany w Polsce projekt produkcji prekursora materiału katodowego (pCAM) i węglanu litu. To pierwsza inwestycja funduszu w Europie i zarazem projekt o strategicznym znaczeniu dla rozwoju europejskiej infrastruktury przetwarzania surowców krytycznych, kluczowych dla rozwoju nowoczesnej gospodarki i bezpieczeństwa łańcuchów dostaw.

W kopalniach JSW licealiści przeprowadzili pokazy udzielania pierwszej pomocy

Młodzież z klas ratowniczych II LO w Zespole Szkół Zawodowych nr 2 w Knurowie prowadziła pokazy udzielania pierwszej pomocy na fantomach. Akcję zorganizowano w ruchu Szczygłowice oraz ruchu Knurów.

30 lat KSSE. Bez Strefy transformacja regionu wyglądałaby zupełnie inaczej

Trzy dekady temu powstała Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna jako jedno z najważniejszych narzędzi transformacji gospodarczej Górnego Śląska. Dziś, po 30 latach działalności, można powiedzieć, że bez KSSE przemiana regionu od gospodarki opartej na tradycyjnym przemyśle do nowoczesnego centrum produkcji, technologii i innowacji nie przebiegałaby w tak dynamiczny sposób. Jubileuszowa gala była nie tylko okazją do świętowania, ale także do podsumowania trzech dekad inwestycji, które zmieniły gospodarcze oblicze regionu.