Lear nie widzi nic złego w sposobie zwolnienia pracowników
- Zwolnienia pracowników zostały przeprowadzone zgodnie z prawem - napisała w specjalnym oświadczeniu dyrekcja.
„Gazeta Wyborcza” przypomina, że kilka dni temu w tyskiej firmie Lear, produkującej poszycia i fotele dla producentów samochodów, o drugiej w nocy, cztery godziny przed zakończeniem zmiany, kilkuset pracowników, głównie szwaczki, poproszono do zakładowej stołówki. Tam odebrano im nożyczki i wręczono natychmiastowe wypowiedzenia. Zwolnionych pracowników pod eskortą ochroniarzy zaprowadzono do dwóch czekających na parkingu autobusów i błyskawicznie rozwieziono do domów.
Początkowo firma nie chciała komentować zajścia, ale w piątek wieczorem zamieściła na swojej stronie internetowej specjalne oświadczenie, pod którym - zak zauważyła \"GW\" nikt z dyrektorów nie miał odwagi się pod nim podpisać.
- Zwolnienia zostały przeprowadzone z zachowaniem wszystkich wymaganych procedur i przepisów prawa. O zamiarze ich dokonania w wymaganym terminie powiadomiony został Powiatowy Urząd Pracy w Tychach. O sytuacji na bieżąco informowani są również przedstawiciele strony społecznej - zapewniła dyrekcja firmy i dodała, że nie ma nic dziwnego w tym, że wypowiedzenia wręczono w nocy. - Wynika to z trójzmianowego trybu pracy zakładu. Zwolnienia proporcjonalnie objęły pracowników zatrudnionych na wszystkich zmianach, a wypowiedzenia zostały im wręczone w trakcie ich trwania. W porze nocnej otrzymało je ok. 60 pracowników.
Na temat eskorty ochroniarzy i wywiezienia pracowników autobusami przed zakończeniem zmiany w oświadczeniu nie ma ani słowa – podkreśla katowicka „GW”.
Zobacz także: W nocy wręczyli wypowiedzenia