Latanie wciąga jak nałóg

Latanie kurek ARC

fot: ARC

Paralotniarstwo całkowicie pochłonęło Macieja Kurka

fot: ARC

Nierealne marzenia stały się życiową pasją nadsztygara z Borynii 

Dla Macieja Kurka latanie było pasją od zawsze. Jednak marzenia o tym, że będzie kiedyś fruwał nad ziemią, zdawały się być kompletnie nierealne. Teraz to jego całe życie. Od prawie pięciu lat lata na paralotni. Przyznaje, że stało się to jego nałogiem.

Maciej Kurek jest nadsztygarem w oddziale przewozów dołowych w kopalni Borynia. Z górnictwem jest związany od 20 lat. Na Śląsk przyjechał z rodzicami jako dziecko, z Częstochowy. Po skończeniu Technikum Górniczego pracował w kopalniach Moszczenica i Morcinek, a od 10 lat w Borynii. Górnikami są również jego dwaj bracia.

Od 2003 r. Kurek wreszcie może robić to, o czym zawsze marzył – latać. Od kolegi dowiedział się, że w Goleszowie jest szkoła paralotniarska.

– Zgłosiłem się do instruktora i tak to się zaczęło – opowiada Kurek. – Skończyłem tygodniowy kurs, na którym poznałem podstawy meteorologii, a po zajęciach praktycznych, czyli nauce stawiania skrzydła, zaliczyłem pierwszy lot na wysokości pięciu metrów. Trwał 30 sekund. Emocje były tak duże, że całą noc nie spałem.

Od tego dnia dla Kurka najważniejsze jest latanie. Kiedy tylko może, pakuje swoje skrzydło i jedzie tam, gdzie da się latać. Zaglądając do internetu ustala, gdzie są dobre warunki.

– Prognoza jest trzydniowa, bardzo dokładna – wyjaśnia.

Prawdziwe latanie jest na dużych górach. Jedną z nich jest Skrzyczne. 

– To Mekka polskiego paralotniarstwa – podkreśla Kurek. – Tam przyjeżdżają ludzie z całego kraju. Pierwszy raz pojechałem tam ze znajomym, który opowiadał mi o tej górze. Kurek, zanim wystartował ze Skrzycznego po raz pierwszy, przez 2 godziny obserwował jak robią to inni.

– Zrobiłem ze skrzydłem dwa kroki i już mnie ciągnęło w górę – wspomina ten pierwszy lot. – Zacząłem szukać komina z ciepłym powietrzem wznoszącym, a jak go znalazłem, to zacząłem w nim krążyć. Trwa to tak długo, aż komin się skończy. Wtedy trzeba lądować i zaczynać od nowa.

Inne dobre miejsca do latania w Beskidach to Czantoria i Mała Czantoria. Na ten drugi szczyt trzeba dojść pieszo, ale najlepszą nagrodą za wysiłek są północne i północno-wschodnie wiatry.

Jego najdłuższy przelot wyniósł 40 km. Wystartował ze Skrzycznego, a po 2,5 godzinach wylądował przy jeziorze Żywieckim, w okolicy Ujsoł.

– To było niespodziewane: wystartowałem, trochę polatałem i już chciałem lądować, gdy dostałem się do komina wznoszącego. Wyniósł mnie na wysokość 1200 metrów ponad Skrzyczne, a to oznacza, że byłem 2400 metrów nad poziomem morza. To była euforia. Zacząłem lecieć w kierunku jeziora Żywieckiego. Przez chwilę ogarnął mnie strach. Zastanawiałem się, gdzie wyląduję. Kiedy już byłem na ziemi, na łące przy jakimś gospodarstwie, podeszło do mnie wielu ciekawskich i zasypało pytaniami: „Czy potrzebna jest do tego licencja, gdzie można skończyć kurs, ile to kosztuje”. Kiedy nieco ochłonąłem, zadzwoniłem do kolegi, który przyjechał po mnie po dwóch godzinach – wspomina Kurek.

Kurek latał także w Jastrzębiej Górze na morzem. – To jest tzw. latanie klifowe: inaczej się startuje, lata się na mniejszych wysokościach – 100- -150 metrów – wyjaśnia.

W lataniu ważnym momentem jest lądowanie. Z tym może być różnie. Kurek się o tym przekonał, kiedy ze swoim skrzydłem zawisł na drzewie.

– Na szczęście wcześniej wyhamowałem i objąłem drzewo. Jak już wylądowałem, wypiąłem się z uprzęży i na lince (konieczne wyposażenie – red.) zszedłem z drzewa. Skrzydło zdjęli miejscowi.

Kurek przymierza się do kolejnego stopnia wtajemniczenia – latania z napędem. – Wtedy będę mógł polatać w pobliżu mojego domu i nie będę musiał czekać na korzystny wiatr – podkreśla.

Latanie to nie jedyna pasja nadsztygara Kurka. Drugą jest jazda na nartach, a trzecią fotografia. Jak podkreśla, prowadzi aktywny tryb życia.

– A co z pracą w kopalni? – pytam – Górnikiem jestem dlatego, że lubię tę pracę – odpowiada Kurek. 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zapraszają na pierwsze zajęcia Energetyczno-Górniczego Uniwersytetu III Wieku

Nowy Uniwersytet III Wieku o profilu energetyczno-górniczym ma na celu stworzenie miejsca, w którym zawodowcy związani z górnictwem i energetyką będą mogli pogłębiać wiedzę o historii śląskiego przemysłu oraz współczesnych wyzwaniach technologicznych.

Górnik wrócił do domu. Niezwykłe wydarzenie w kopalni

Przed Szybem Daniłowicza w Kopalni Soli Wieliczka przez dziesięciolecia stał Górnik – trzymetrowa figura, która dla mieszkańców Wieliczki i turystów była czymś więcej niż pomnikiem. Była symbolem górniczego charakteru tego miejsca, świadkiem tysięcy spotkań i nieodłącznym tłem pamiątkowych fotografii. W 2006 roku Górnik zniknął ze swojego miejsca. Po dwudziestu latach powrócił do domu.

Pomożecie zagłosować? Miła sprawa, chodzi o film, w którym mogą wystąpić obiekty KWK Halemba-Wirek

Oddział Centrów Demontażowych Grupy KOK znalazł się w finałowej piątce (spośród 28 zgłoszonych) plebiscytu „Śląska Lokacja Filmowa 2026”. Przemysłowy obiekt ma teraz szansę na drugie życie, jako przestrzeń filmowa. Wystarczy tylko na niego zagłosować.

Nagroda za pamięć o zamordowanym bracie górniku

Za nami wyjątkowa Gala wręczenia Nagrody „Czarny Diament Wolności”, która odbyła się w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka” w Katowicach. Tegoroczną laureatką prestiżowego wyróżnienia została Magdalena Pelc - która od lat pielęgnuje pamięć o swoim bracie Zbigniewie Wilku, jednym z Dziewięciu z „Wujka”.