fot: Jarosław Galusek
Jarosław Zagórowski, Alojzy Pietrzyk, Mariusz Nonna-Bachoń, Sebastian Stiler, Jarosław Parma i Grzegorz Czornik tuż po tej niecodziennej inicjacji
fot: Jarosław Galusek
Miniona niedziela była wymarzonym dniem na narty. Lekki wiaterek rozwiewał chmury nad Beskidami, a termometr wskazywał rano 9 stopni mrozu. Nic dziwnego, że trasą na Wisłę mknął niekończący się sznur samochodów. Dwa z nich niespodziewanie zwolniły tuż za Skoczowem i przez przeciwległy pas ruchu zajechały pod, budzący się do życia, zajazd „Nierodzim”.
Szyszki w nadwiślańskim lesie to żadna nowość, ale „szychy” w tych dwóch autach wzbudziłyby ciekawość niejednego z naszych Czytelników. Z samochodów wysiedli: prezes i wiceprezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej – Jarosław Zagórowski i Grzegorz Czornik, prezes i wiceprezes Spółki Energetycznej Jastrzębie – Jarosław Parma i Mariusz Nonna-Bachoń, Sebastian Stiler z Biomasy Śląsk oraz Alojzy Pietrzyk, znany działacz „Solidarności”, uczestnik obrad Okrągłego Stołu.
Niebawem mieli zrobić coś, co normalni ludzie skwitowaliby znaczącym puknięciem się w głowę. Rozbierając się w bocznym pomieszczeniu restauracji, wysłuchali ostatnich instrukcji Alojzego Pietrzyka i w kąpielówkach ruszyli dziarsko po śniegu za swoim guru. Za chwilę nurzali się w lodowatych wodach Wisły, która, na ich nieszczęście, była w tym miejscu bardzo płytka. Nie wystarczyło więc wejść do rzeki. By być przyjętym do grona morsów, trzeba było się w niej jeszcze położyć! A że Pietrzyk dokładnie wie, na co może pozwolić nowicjuszom, to... pozwolił im jeszcze raz się wykąpać.
– Zawsze o tym marzyłem, tylko nie miał mi kto tego pokazać. Trzeba przecież wiedzieć, co i w jakiej kolejności, żeby sobie krzywdy nie zrobić – stwierdził Jarosław Zagórowski, gdy już siedzieliśmy przy gorącej herbacie w zajeździe. – Kiedyś przez przypadek wyszło, że Alojz jest doświadczonym morsem. Od dwóch lat obiecywał mi, że to zrobimy, no i w końcu pogoda się trafiła, wysłałem SMS-y do kolegów i proszę: wszyscy byli odważni, żeby łamać bariery. Okazuje się, że jest to możliwe. Mam nadzieję, że bez uszczerbku dla organizmu. W ciągu najbliższego tygodnia się o tym przekonamy.
– Najtrudniej było podjąć wyzwanie, bo gdy już biegliśmy po śniegu, nie miałem momentu zawahania – zauważył Mariusz Nonna-Bachoń.
– Gdybym był sam, byłoby mi trudno. Natomiast w grupie, jak wszyscy stali nad brzegiem, to nie ma wyjścia. Dużo łatwiej przełamać barierę psychiczną, jest dużo większa motywacja – dodał Zagórowski.
– Ooo, idzie nasz trener. Alojz! Opowiadaj, jak to z tobą było. Kiedy pierwszy raz to zrobiłeś?
– Chyba z 10 lat miałem...
– To musiałeś wpaść do wody niechcący!
– No i tak właśnie było. Był marzec. Lód się pode mną załamał i wpadłem do wody w ubraniu. Zmroziło mi ciuchy, więc poleciałem zaraz do domu. Ale spodobało mi się. A że niedaleko domu płynęła Wisła, która nigdy nie zamarzała, więc zacząłem się w niej regularnie kąpać zimą. Później w Jastrzębiu klub morsów zakładałem. Byłem nawet prezesem, ale później już tylko trenerem – nowych ludzi wprowadzałem – wspominał Alojzy Pietrzyk.
– Pamiętam zimę stulecia – ciągnął dalej Pietrzyk – 1978 rok. Byliśmy w Gdańsku i chcieliśmy się wykąpać, a tu Bałtyk zamarznięty na 15 kilometrów od brzegu! Wziąłem siekierkę i rąbię. Po kilku uderzeniach zaczyna na mnie woda spod siekiery chlapać. Za chwilę patrzę, a jestem cały w soplach! Oglądający z wrażenia potrafią się przeziębić, a kąpiącym się nie ma nic. To jest tylko bariera psychiczna, którą wy dzisiaj pokonaliście.
Można by jeszcze długo streszczać opowieści Alojzego Pietrzyka, ale gazety by nie starczyło. Najlepiej posłuchać go samemu. Cała szóstka umówiła się na kolejną kąpiel. Niedziela. 10 rano. Wiecie gdzie...