Kust śląski i wigilijny
Obie panie wykazały dużo wyrozumiałości dla niespodziewanego gościa. Na głowie miały przecież setkę klubowiczów, którzy lada chwila mieli zasiąść za stołami. Obie panie dyrygowały w kuchni nieprzypadkowo. Niedawno znalazły się wśród laureatek, organizowanego w Marklowicach, Festiwalu Śląskiego Kustu. Wtedy „zniewoliły” jurorów żurem z... karpia. W „Strzelnicy” też szykowały ten specjał.
– Gotuje się – po oczyszczeniu – całego karpia, łącznie z głową. Wodę się wylewa, natomiast obrane mięso wrzucamy do przyrządzonego równolegle wywaru z marchewki, pietruszki i selera z dodatkiem angielskiego ziela i liścia laurowego. Do tego dokładamy śmietanę kremówkę, jogurt, 3 zmieszane jajka, 4 łyżki pszennej mąki i na koniec odrobinę masełka – zdradza recepturę obliczoną, rzecz jasna, na domową, a nie klubową wigilię dla setki stołowników. Ale taki żur znajdzie się też na tej rodzinnej wieczerzy w domu Adamczyków w Świerklanach.
– Co jeszcze jada się tu w ten szczególny wieczór? – pytam panią Irenę. – W gruncie rzeczy nie obowiązuje przymus podania dwunastu dań. U nas w domu jest moczka, czyli gęsty deser, przyrządzany z ciemnego piernika i kompozycji owoców, jest smażony karp z ziemniakami i zasmażaną kapustą z dodatkiem pieczarek, jest marynowany filet śledziowy w galarecie oraz sałatka z matiasa, zielonego ogórka, konserwowego groszku, drobno skrojonej cebuli z dodatkiem majonezu. Wreszcie jest tzw. bania, czyli kompot z dyni – relacjonuje świerklańska gospodyni.