Kukurydza zamiast naszego ziemniaka
fot: Krystian Krawczyk
Ta fioletowa kukurydza na razie rośnie w Ameryce, niewykluczone, że wkrótce pojawi się na plantacjach w Polsce i to nie tylko jako roślina ozdobna
fot: Krystian Krawczyk
Gdy po gwałtownym huraganie spadnie z domów kilka dachów, przypominamy sobie o zmianach klimatu. One dokonują się nie gdzieś tam daleko lecz tuż za progiem naszego mieszkania.
To nie jest problem przyrody, on łapie za gardło naszą gospodarkę i muszą za nim podążać przemiany społeczne. Kiedyś Polska była krainą ziemniaka i tylko na niewielkim skrawku rosła ciepłolubna kukurydza. Dziś kartofel marnieje, a kukurydza uprawiana może być na całym terytorium kraju.
Zgodnie z badaniami modelowymi, średnia temperatura w Polsce może wzrosnąć w XXI wieku o jeden stopień Celsjusza. Niby niewiele, ale oznacza to, że plantacje ziemniaczane skurczą się o jedną trzecią. Zwierzęta na pastwiskach będą dłużej przebywały. Spełnia się marzenie o winogronach z domowego ogrodu.
Każdy medal ma dwie strony i nie są one jednakowo ładne. Produkcja żywności może wzrosnąć pod warunkiem, że zapewniona będzie woda. – Nie myślimy w ogóle o adaptacji do zmiany klimatu. A tego nie da się zrobić z dnia na dzień. Potrzebne są gminne programy. Niestety, władze lokalne uważają, że jest to zadanie dla ośrodków naukowych.
Tymczasem nikt tego odgórnie nie załatwi, ponieważ chodzi o dostęp do wody, Kiedyś susze zdarzały się co pięć lat, teraz już co dwa. Za niedługo w wyniku podnoszenia się poziomu mórz, stracimy około 2,5 kilometra lądu. Zalana zostanie między innymi Starówka Gdańska. 250 tysięcy ludzi straci dach nad głową. Trzeba już dziś zaplanować, gdzie się przeprowadzą.
Ekstremalne zdarzenia klimatyczne ogląda się nie tylko w telewizji, one mogą dotknąć wielu z nas – przestrzega dr inż. Zbigniew Karaczun ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Od kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej, emisja gazów cieplarnianych rośnie. Taki jest efekt wydatkowania środków unijnych, których większość służy rozwojowi transportu indywidualnego.
– W latach 2003–2010 głównie na skutek rozwoju motoryzacji emisja gazów cieplarnianych wzrośnie w Polsce o 30 procent – podkreśla Andrzej Kassenberg, prezes Instytutu na rzecz Ekorozwoju. Eksperci są zgodni, że nie ma sensu debatować, jaki jest udział człowieka w zmianach klimatycznych, bo jest on bezsporny i trzeba się do nowych warunków przygotować.
W ramach ogólnopolskiego programu „Mądry Polak przed szkodą, czyli dbałość o przyszłą jakość życia” przeprowadzono sondaż w 30 gminach. W jednostkach i instytucjach odpowiedzialnych za zarządzanie kryzysowe większość respondentów potrafiła wskazać skutki zmian klimatu o zasięgu globalnym, ale nie potrafiła powiązać ich z sytuacją lokalną.
W pięciu gminach nie prowadzono żadnych działań prewencyjnych, ani minimalizujących zagrożenia. Z Jeleśni wyszło stwierdzenie, że adaptacją do zmian klimatu zajmują się instytuty naukowe i starostwo. W Raciborzu odbudowywano i umacniano wały rzeczne i na bieżąco monitorowano stan zabezpieczeń i urządzeń wodnych. Raciborski oddział Sanepidu dysponował szczegółowymi wytycznymi, jak postępować w czasie upałów, podczas których występuje niekorzystne działanie niektórych leków. Udział lekarzy w specjalistycznych szkoleniach na ten temat był jednak znikomy. Wyniki sondażu skłaniają do przypuszczenia, że świadomość ekologiczna Polaków rośnie wraz z potrzebą adaptacji.
Tam gdzie ujawniły się skutki ekstremów pogodowych, podejmowane są programy prewencyjne. Czy gminy mają instrumenty do przeciwdziałania skutkom zmian klimatycznych? Mają spore możliwości. Planowanie przestrzenne ma bezpośrednie przełożenie na oszczędne gospodarowanie zasobami wodnymi.
Z planowaniem wiąże się działalność inwestycyjna, a zatem przewidywanie i ocena wpływu planowanych obiektów na środowisko. Od władz lokalnych zależy przygotowanie gminy na wypadek ulewnych deszczów, trąby powietrznej czy pożarów spowodowanych długotrwałą suszą. Władze terytorialne rozwijają komunikację publiczną, bądź tego nie robią. Do nich należy gospodarka odpadami, polityka ograniczania niskiej emisji, edukacja mieszkańców i osób czuwających nad ich zdrowiem.
Jeżeli duże miasta będą chaotycznie zabudowywane na swoich obrzeżach, to nie będą przewietrzane i podczas upalnego lata seniorzy będą umierali w domach. Jest niewątpliwie wiele barier technicznych i ekonomicznych w podejmowaniu aktywnej prewencji w ochronie klimatu na szczeblu lokalnym. Niewątpliwie jednak warto podpatrywać to, co robią inni w tym zakresie. Biorąc pod uwagę tempo motoryzacji, niezwykle istotne będą wszelkie projekty ograniczające emisje z transportu (w tym wprowadzanie nowoczesnych metod zarządzania i produkcja środków transportu o zwiększonej efektywności energetycznej oraz zasilanych ze źródeł alternatywnych).
Pozostawiony sam sobie będzie jedynym sektorem, z którego emisja będzie wzrastać.