Ks. prałat Bernard Czernecki: Sam zakończenia kryzysu nie wymodlę...
fot: Agnieszka Barzycka
- Dzisiaj górnicy muszą liczyć się z wyrzeczeniami, ale wierzę, że wkrótce kryzys się skończy i wszystko wróci do normy. Trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość, zaufać tym, którzy kierują spółką
fot: Agnieszka Barzycka
Kryzys ekonomiczny to z pewnością trudne czasy dla wielu osób. Gdy ludziom coś zagraża, mówi się...
- ... jak trwoga, to do Boga.
Czy w kościele już widać, że ludzie odczuwają trwogę?
- Wydaje mi się, że na razie to jest taka psychoza kryzysu, którą, niestety, tworzą też media. Kiedy do ludzi naprawdę dotrze kryzys, zaczną szukać wsparcia. Dzisiaj wciąż brakuje górników na mszach za Ojczyznę. Wielokrotnie im powtarzam: „Sam zakończenia kryzysu nie wymodlę. Potrzebuję waszego wsparcia. Przysłanie samego sztandaru nie wystarczy”.
A kiedy już naprawdę zaczniemy boleśnie odczuwać kryzys?
- Kiedy ludzi dopada jakieś nieszczęście, to stają się bardziej religijni. Nie mówię, że bardziej pobożni, ale właśnie religijni. Wówczas sprawdza się przysłowie: „Jak trwoga, to do Boga”. Kryzys będzie oznaczał mniejsze pensje i zwolnienia z pracy. Ale czy skłoni to ludzi do zmiany postaw religijnych? Kiedy w latach 80. były fale strajków, to ludzie chcieli odmawiać wspólnie różaniec, prosili księdza, żeby przyszedł z posługą mszy świętej. Ale to były inne czasy, podłoże tych protestów było w dużej mierze polityczne. Nie sądzę, żeby teraz miały się pojawić takie zbiorowe formy religijności.
Minione lata uchodziły w Jastrzębskiej Spółce Węglowej za okres prosperity.
- Faktycznie, kto się mógł zorientować, że po tak dobrym 2008 roku przyjdzie aż tak duże załamanie? Jak człowiekowi jest lepiej, to Pana Boga tak bardzo nie potrzebuje. Kiedy niektórzy mają wszystkiego pod dostatkiem, nie mają na co narzekać, najwyżej na to, że jeszcze mają za mało. Wtedy najważniejsze są dla nich: praca, kariera, sława, wakacje za granicą. Szybko jednak się okazuje, że to nie wszystko.
Księdzu prałatowi górnictwo jest szczególnie bliskie. Niektórzy publicyści nawet określili księdza mianem tego, dzięki któremu „komunizm w Jastrzębiu diabli wzięli”.
- Faktycznie, górnictwo mam we krwi. Mój ojciec był górnikiem w kopalni „Wujek”. Wiem też doskonale, co to jest kryzys w górnictwie. Najczęściej kopalnia fedrowała trzy dni w tygodniu. Pozostałe dni to były „fajerki”, czyli bez pracy. Dłuższe przestoje nazywano „turnusami”. Wiedziałem, kiedy jest strajk, bo wtedy tata nie wracał do domu. W domu modliliśmy się wtenczas często. Mama razem z nami robiła żywnościową paczkę, którą jacyś mężczyźni zabierali na kopalnię.
Jak tata opowiadał o tym kryzysie?
- Cieszył się, że ma pracę.
Cieszył się, że pracuje przez trzy dni w tygodniu? Z czego tu się cieszyć?
- Najważniejsze było to, że w ogóle ma robotę. Wszyscy górnicy podchodzili do tego z wielką pokorą. Było nas w domu siedmioro, mama nie pracowała. Dzień wypłaty traktowaliśmy jako wielkie wydarzenie. Tato wtedy kupował owoce, słodycze. To był taki ekstra dzień. (śmiech)
A dzisiaj co by ksiądz radził górnikom?
- Żeby nie myśleli tylko o tym, co jest tu i teraz, nie myśleli tylko o sobie, ale także o swoich dzieciach, które także będą mogły pracować w kopalniach. Dzisiaj górnicy muszą liczyć się z wyrzeczeniami, ale wierzę, że wkrótce kryzys się skończy i wszystko wróci do normy. Trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość, zaufać tym, którzy kierują spółką.
Jaka powinna być rola kapłana w czasach kryzysu?
- Jeżeli dojdzie rzeczywiście do ciężkich sytuacji, to na tyle, na ile jest to możliwe, ksiądz może pomóc znaleźć pracę, albo przynajmniej coś podpowiedzieć. Jeżeli są na to środki w parafii, może pomóc na przykład w dożywianiu dzieci. Ważne jest wsparcie duchowe. Ksiądz może być takim duchowym pocieszycielem. Jeżeli rodzina jest w trudnej sytuacji, to nie można jej zostawiać bez pomocy, zamknąć się na plebanii, ewentualnie odwiedzić tylko w czasie kolędy. Czasami sama rozmowa może pomóc. Ważne są też różne formy wsparcia modlitewnego.
Czego należy życzyć pracownikom Jastrzębskiej Spółki Węglowej dzisiaj, kiedy toczy się walka nie o wolność, ale o każde miejsce pracy?
- Wytrwałości i wiary. Górnicy, jako szczególna grupa zawodowa, są wzorem wielkiej, nieraz heroicznej pracowitości. Jest to cnota o olbrzymim znaczeniu społecznym, zasługująca na najwyższy szacunek. Śląsk był od zawsze zagłębiem wielkiej pracowitości, ale i wielkiej modlitwy. Szczególnie teraz, w czasie kryzysu, wiara powinna towarzyszyć człowiekowi zawsze i wszędzie, gdyż jest wyrazem stosunku człowieka do Boga. A ten stosunek nie może się zmieniać tylko dlatego, że robotnik porzuca pług i chwyta za kilof, a potem zostawia kilof i staje przy kombajnie.