fot: ARC
- Zawsze chętnie odwiedzamy Śląsk. Zawsze wspominam nasz pierwszy koncert w klubie Pyrlik w Bytomiu prawie czterdzieści lat temu - mówi Krzysztof Cugowski, wokalista Budki Suflera
fot: ARC
Rozmowa z Krzysztof Cugowski, wokalistą rockowym, założycielem grupy Budka Suflera.
Wypada pogratulować. Pańska piosenka „Cisza jak ta” trafi do pierwszego polskiego filmu o losach żołnierzy-górników.
Ten utwór ma dwadzieścia lat. Padła propozycja, żeby udostępnić go na potrzeby filmu. Zgodziliśmy się. Piosenka ma bardzo poważny tekst. Przyznam się, że jest to jeden z moich najbardziej ulubionych utworów. Mam do niego ogromny sentyment i wciąż gramy go na koncertach, ma się rozumieć, ku zadowoleniu publiczności.
Historia żołnierzy-górników jest pewnie dobrze Panu znana.
To jasne, choć pewnie nie aż tak jak mieszkańcom Śląska. Problem przymusowych wcieleń osób, które władza komunistyczna uznała za „niewygodne”, do wojskowych batalionów pracy znam z historii. Jestem pełen podziwu dla ich hartu ducha, bo przecież mimo ciężkiej pracy i podłych warunków egzystencji większość z nich przetrwało ten koszmar i żyje do dziś. Ucieszyłem się więc, gdy zaproponowano mi użyczenie utworu dla potrzeb tego filmu.
Ale nie będzie to chyba Pański debiut filmowy?
Nie. Pierwszym był epizod w filmie Marka Piwowskiego „Przepraszam, czy tu biją?”. Kilka innych piosenek lub ich fragmentów przewijało się także w innych obrazach, ale w karierze artystycznej mojej i Budki Suflera nie były to przypadki częste, raczej epizody.
Ostatnia płyta Budki pojawiła się na rynku półtora roku temu. Pewnie jeszcze nieraz melomani będą zaskoczeni nowymi produkcjami.
Bardzo byśmy sobie tego życzyli. Płyty jednak to sprawa skomplikowana. Owszem, nagranie jej nie jest dla nas, muzyków, wielkim problemem, ale co dalej? W tej chwili „złota płyta” przyznawana jest za 15 tysięcy sprzedanych egzemplarzy, a prawie dziesięć lat temu było to 150 tysięcy egzemplarzy. Te liczby mówią same za siebie. O wszystkim decyduje rynek, a ten jest, jaki jest, czyli kiepski. Pojawił się teraz pomysł, aby wydać kolędy, które zarejestrowaliśmy jakiś czas temu. Jak to zrobić, żeby odnieść sukces? Oto jest pytanie. Wchodzą nowe typy nośników dźwięku, nowe sposoby prezentacji utworów w internecie. To są kwestie marketingowe, którymi muszą zająć się eksperci. Robią to z różnym skutkiem, więc życie artysty czasami bywa trudne...
Za to fanów Budki Suflera na Śląsku z pewnością nie zabraknie.
O tym też jesteśmy wszyscy przekonani, dlatego zawsze chętnie odwiedzamy Śląsk. Zawsze wspominam nasz pierwszy koncert w klubie Pyrlik w Bytomiu prawie czterdzieści lat temu. To był oczywiście inny Śląsk. Ten oddech wielkiego przemysłu czuło się na plecach, a białą koszulę trzeba było wymienić po godzinie, bo stawała się coraz bardziej czarna. Teraz jest inaczej, ale nastrój pozostał ten sam. Na Śląsku ludzie znają smak ciężkiej pracy i doceniają naszą twórczość. Cieszą się, widząc, że dajemy z siebie wszystko. Zawsze ceniliśmy ludzi z tego regionu Polski za szacunek dla pracy, własnej i cudzej.
Chciałby Pan zagrać w warunkach postindustrialnych? To ostatnio bardzo modne w całej Europie i nie tylko.
Bardzo. W Poznaniu i Łodzi takie koncerty już się odbywają. Klimaty postindustrialne są mi bliskie. To wspaniały pomysł na lansowanie kultury i sztuki. Po raz pierwszy w murach starej fabryki zagraliśmy w 1978 roku w Holandii. Doskonale ten koncert pamiętam i wierzę, że wystąpimy jeszcze nieraz w podobnych warunkach również na Śląsku.