Kryzys na Węgrzech - tysiące ludzi na ulicach Budapesztu
Centrum miasta zostało całkowicie zablokowane. Pod gmach parlamentu przybyli pracownicy służby zdrowia, kolejarze, nauczyciele, wojskowi i policjanci. Manifestanci podjechali pod parlament samochodami policyjnymi, autami strażackimi i karetkami pogotowia.
Na samochodach strażackich rozwinięto transparenty pod adresem premiera Gyurcsanya: - \"Fernenc nie igraj z ogniem!\", \"Za takie pieniądze pożary gaś sobie sam\". Związkowcy zapowiedzieli, że jeśli rząd nie wycofa restrykcyjnej ustawy, to 12 stycznia rozpoczną strajk ostrzegawczy.
Kontrowersyjna ustawa budżetowa została przyjęta przez deputowanych 25 listopada. Cięcia budżetowe były warunkiem Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i Unii Europejskiej, które udzieliły Węgrom w październiku pożyczki w wysokości 25 miliardów dolarów na walkę ze skutkami kryzysu finansowego.
W 2009 roku węgierski deficyt ma zostać ograniczony do 2,9 procenta produktu brutto, kosztem dwuprocentowego spadku realnych uposażeń. Dojdzie do grupowych zwolnień. Zostaną zamrożone pensje w budżetówce, zlikwidowane trzynastki i premie. Nie będzie również obniżenia stóp podatkowych, o co dopominała się prawicowa opozycja.
Kryzys finansowy szczególnie silnie dotknął Węgry, ze względu na wysoki deficyt budżetowy i dużą zależność od finansowania z zagranicy.
Zadłużenie Węgier sięga niemal 100 miliardów euro. Od połowy lat 90-tych węgierskie rządy prowadziły bowiem politykę opartą na finansowaniu długiem zagranicznym, a szef lewicowego rządu premier Ferenc Gyurcsanyi ujawnił fakty związane z katastrofalnym stanem finansów publicznych dopiero po wyborach 2006 roku, co doprowadziło do wybuchu niezadowolenia społecznego.