Królestwo dam - lampownia

fot: Maciej Dorosiński

W lampowni ruchu Knurów kopalni Knurów-Szczygłowice panie można spotkać o każdej porze dnia i nocy

fot: Maciej Dorosiński

Lampownia w ruchu Knurów kopalni Knurów-Szczygłowice to prawdziwe królestwo pań. Pracuje ich tam ponad 20. Znają się na swojej robocie doskonale. Pilnują, aby aparaty ucieczkowe były zawsze sprawne i nie trafiły przypadkiem w niepowołane ręce. Drobne usterki lamp usuwają we własnym zakresie, a na koniec dniówki potrafią tak wyczyścić posadzkę, że lśni jak zwierciadło.

„Za morzami jest Babi Ląd, królestwo dam, mężczyznom tam wzbroniony wstęp surowo” – śpiewała przed laty Halina Kunicka. I takim właśnie królestwem dam można by nazwać lampownię ruchu Knurów kopalni Knurów-Szczygłowice. Z tą tylko różnicą, że mężczyznom wstęp jest tam wręcz wskazany, bo skąd mieliby pobrać aparaty ucieczkowe i lampy, bez których zjazd na szychtę jest niemożliwy?

- Górnicy byli i są dla nas bardzo uprzejmi. Żadna z nas nie usłyszała od nich złego słowa. I wcale nie rzucają dwuznacznymi dowcipami, jakby się komuś wydawało. Owszem, trochę pożartują, ale zawsze grzecznie i na poziomie – zapewnia Barbara Gwiżdż, inspektor wentylacji na powierzchni.

Panie mają w knurowskiej lampowni bardzo odpowiedzialne zajęcie. Dbają o właściwy stan techniczny sprzętu.

- Muszę dokładnie obejrzeć każdy aparat oddany przez górników. Korzystam przy tym z odpowiedniego urządzenia, które to ułatwia. Aparat uszkodzony, wgnieciony, nieszczelny nie ma prawa trafić z powrotem w ręce górnika. On musi mieć do nas pełne zaufanie, musi być pewien, że wydaliśmy mu sprawny aparat, który w razie niebezpieczeństwa uratuje mu życie. Sprawny aparat może być dwukrotnie użyty w ciągu doby, np. na zmianie A i C. Nie wolno ich otwierać. Wymianie podlegają jedynie pasy i indykatory. Lampy w trudnych warunkach podziemnych wyrobisk najczęściej ulegają uszkodzeniom. Badamy je i jeśli to możliwe, we własnym zakresie usuwamy drobne usterki. Gdy jest to niemożliwe, wymieniamy na nowe – opowiada o swej pracy Izabela Małecka-Miecierz.

Dość powiedzieć, że panie mają pod swoją opieką 4223 lampy i całą masę aparatów ucieczkowych różnego typu. Budowę i obsługę każdego znają na pamięć.

- Górnik, który przeszedł odpowiednie szkolenie w stacji ratownictwa, dostanie lampę w drodze na szychtę, lecz biada takiemu, który w ewidencji nie figuruje jako przeszkolony. Taki górnik nie ma prawa dostać go w swoje ręce. Mamy nad tym pełną kontrolę. Istnieje odpowiednia ewidencja załogi. Systemów informatycznych, z których korzystamy, nie da się oszukać – wyjaśnia pani Izabela.

Czas biegnie, górnicza rzeczywistość się zmienia. Do kopalń wkracza elektronika. Konieczna jest ścisła współpraca pomiędzy poszczególnymi działami zakładu.

- Współpracujemy z Działem BHP i chłopakami ze stacji ratownictwa. Wystarczy, że górnik pokaże nam numer marki i już wszystko o nim wiemy. Na jakim stanowisku pracuje i czy zaliczył wymagane szkolenia. U nas mysz się nie prześliźnie. Kiedyś każdy górnik miał swój sprzęt. Teraz do tych rozwiązań ponownie się wraca. Kopalnia otrzymała nowe aparaty ucieczkowe. Powoli trafiają do pracowników. Będzie jeszcze lepsza kontrola nad sprzętem – zapewnia Barbara Gwiżdż.

Jeśli jest dyscyplina i dobry podział obowiązków, to – jak powiadają panie z knurowskiej lampowni – praca jest w pełni do ogarnięcia. Do niedawna największym problemem było sprzątanie posadzki po górnikach zdążających z szoli do łaźni. Dziś to już historia. Sprawę załatwia maszyna. Wystarczy opanować zasady jej prowadzenia i posadzka w kwadrans lśni jak zwierciadło.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.