Krokodyle łzy PGNiG
W chłodne dni na początku roku Polaków elektryzował spór PGNiG z Urzędem Regulacji Energetyki o nowe cenniki za gaz. Gazowy koncern chciał je podnieść o jedną trzecią, Urząd oponował.
Argumenty gazowników brzmiały przekonująco: musimy wystawiać wyższe rachunki, bo drożeje gaz z importu. Ceny tego surowca zależą od cen ropy naftowej, a ropa drożeje jak szalona. - W pierwszym kwartale traciliśmy 3-4 mln zł dziennie - mówił w wywiadzie dla \"Gazety Wyborczej\" nowy prezes PGNIG Michał Szubski i dodawał, że od kwietnia firma może tracić dziennie już 5-6 mln zł przychodów. Miało się to odbić na wynikach spółki i szansach wykonania odkładanych od lat wielkich inwestycji.
URE uległ i od końca kwietnia ceny gazu z PGNiG dla gospodarstw domowych wzrosły prawie o jedną piątą.
A jak wyglądają zyski koncernu w pierwszym kwartale, kiedy to miał ponosić horrendalne straty? Dane za ten okres PGNiG ogłosiło w środę i szydło wyszło z worka - koncern straszył na wyrost. Operacyjny zysk całej grupy PGNiG w tym \"strasznym\" kwartale był o 7 proc. wyższy niż w wyjątkowo dobrym dla PGNiG pierwszym kwartale zeszłego roku. Zyski z samego handlu gazem wyniosły 398 mln zł - tylko o 5 mln zł mniej niż przed rokiem. Na czysto rentowność koncernu wynosi aż 14,6 proc.! Takie wyniki to marzenie wielu firm.
Przypomina się anegdota o podrywaczu, który brał na litość. Wabił niewiasty do swojej garsoniery opowieścią o nagłym problemie ze zdrowiem i prosząc o pomoc. Ledwo zwabiona przekroczyła próg garsoniery, dolegliwości ustępowały jak ręką odjął i podrywacz z pełną werwą przystępował do akcji.
Jeszcze nie zapoznaliśmy się z nowymi, wyższymi rachunkami za gaz, a PGNiG już zastanawia się nad kolejną podwyżką.