Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.80 PLN (-0.22%)

KGHM Polska Miedź S.A.

293.00 PLN (-1.51%)

ORLEN S.A.

128.90 PLN (+5.62%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.39 PLN (-4.17%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.40 PLN (-5.66%)

Enea S.A.

21.08 PLN (-4.09%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (+2.37%)

Złoto

5 162.05 USD (+0.07%)

Srebro

85.78 USD (+0.47%)

Ropa naftowa

98.11 USD (+1.27%)

Gaz ziemny

3.25 USD (+0.28%)

Miedź

5.88 USD (-0.11%)

Węgiel kamienny

125.95 USD (0.00%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.80 PLN (-0.22%)

KGHM Polska Miedź S.A.

293.00 PLN (-1.51%)

ORLEN S.A.

128.90 PLN (+5.62%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.39 PLN (-4.17%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.40 PLN (-5.66%)

Enea S.A.

21.08 PLN (-4.09%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (+2.37%)

Złoto

5 162.05 USD (+0.07%)

Srebro

85.78 USD (+0.47%)

Ropa naftowa

98.11 USD (+1.27%)

Gaz ziemny

3.25 USD (+0.28%)

Miedź

5.88 USD (-0.11%)

Węgiel kamienny

125.95 USD (0.00%)

Krew się w Hucie nie polała...

Czolgi hk

fot: IPN

Obie strony demonstrowały siłę...

fot: IPN

Czołgi 10. Sudeckiej Dywizji Pancernej sunęły na Hutę Katowice. Wtedy można było się zastanawiać nad pytaniem: czy Sudecka rozjedzie Hutę? W rzeczywistości wojennego grudnia 1981 roku można zadać było sobie pytanie: ilu tam ludzi zginie?

Teraz można zastanawiać się dlaczego, pacyfikacja Huty - 23 grudnia - nie skończyła się tragedią taką, jak na kopalni Wujek? Nie ma pewności, czy znajdzie się na to pytanie odpowiedź.

Operacja wojskowa
Gdy w Hucie Katowice trwały przygotowania do jej obrony, to Lech Wałęsa był pod kluczem. Tak po latach komentował to, co wydarzyło się w grudniu, w Dąbrowie Górniczej:

- Cała ta operacja była zaplanowana wojskowo. Gdy mnie internowano, to dzwonił do mnie jakiś generał, nie pamiętam już jego nazwiska i mówił o tym, że jak hutnicy nie przerwą strajku, to będzie pacyfikacja Huty... Więc mówię temu generałowi, że jeśli użycie siły może spowodować czyjąś śmierć, to ja Lech Wałęsa jestem do dyspozycji. Jadę na Hutę, rozmawiam z ludźmi i gwarantuję, że ich wyprowadzę z huty i nie będzie żadnego strzelania. Na to ten generał odpowiada: pan sobie żartuje, to jest stan wojenny! I daje do zrozumienia, że komuniści w swych rachunkach przewidzieli ofiary.

Jeszcze przed stanem wojennym wiedziałem, że jak komuniści go ogłoszą, to w Hucie Katowice będzie duży opór, właściwie nie tyle opór, co ludzie będą straszyć tym oporem milicję i wojsko. Byłem strategiem, a strateg na pewne sprawy patrzy inaczej. Więc "Solidarność" na Hucie straszyła oporem, a WRON straszył czołgami. Chociaż do rozbijania barykad wcale nie trzeb używać czołgów. Do tego oni mieli specjalistyczny sprzęt! Nie wiem, co by wtedy było, gdyby przy rozbijaniu strajku w Hucie zginęli ludzie...

Szpitale przygotowane
Wojciech Jaruzelski mówił w pamiętnym przemówieniu z 13 grudnia, że "niechaj w tym umęczonym kraju, który zaznał już tyle klęsk, tyle cierpień, nie popłynie ani jedna kropla polskiej krwi".

Z dokumentu z 17. 12. 1981 r. podpisanego przez dyrektora Zarządu Zdrowia i Spraw Socjalnych KW MO w Katowicach płk. dr. med. T. Trojanra (tajne, w trzech egzemplarzach):

"Do zabezpieczenia medycznej akcji przeprowadzonej przez siły MO dnia 18. 12. 1981 Zarząd (...) przeznaczył następującej siły i środki....". I następuje wyliczanka, ile miejsc w szpitalach resortowych czeka na milicjantów pacyfikujących Hutę Katowice. Rezerwa wynosiła: 125 łóżek.

Ppłk. K. Kudybka, naczelnik Wydziału Wojewódzkiego Stanowiska Kierowania KW MO w Katowicach raportuje o operacji milicyjnej z 14 grudnia:

"Zawiązany w hucie "Katowice" (...) komitet strajkowy ogłosił strajk okupacyjny, w którym udział brało ok. 3000 - 5000 osób oraz zagroził, że w wypadku interwencji sił porządkowych żołnierzy LWP spowoduje podpalenie stacji paliw (...). W działaniach brało udział: 790 funkcjonariuszy MO (...), 6 armat wodnych, 170 członków ORMO, 4 kompanie piechoty WP, 4 kompanie czołgów 2 kompanie rozpoznania WP (...). W dniu 14. 12. 1981 r. o godz. 15.00 zaplanowane siły MO i LWP po sforsowaniu barykady na bramie głównej weszły na teren huty. Opanowano centrale telefoniczną, radiowęzeł i poligrafię (...). Działania zakończono około godz. 18.00. Operację przeprowadzono sprawnie pomimo działania bez pełnego rozpoznania (...). Strat w siłach i środkach własnych oraz siłach współdziałających, jak również wśród strajkujących nie było".

Demonstracja siły
Krzysztof Laga, wtedy działacz NZS - później wiceminister spraw wewnętrznych w rządzie Jerzego Buzka - 13 grudnia poszedł pod bramę Huty...

- Byłem pod bramą każdego następnego dnia. Ostatni raz - 19 grudnia. Przynosiliśmy jedzenie i odbieraliśmy od strajkujących bibułę. Wtedy byłem przekonany, że poleje się krew. Wpierw się polała na "Wujku". To, tak uważam dziś, osłabiło morale strajkujących w Hucie. Sądzę, że ludzie najzwyczajniej bali się, by i im coś się nie stało...

Obie strony demonstrowały siłę. Strajkujący zastawili bramy ciężkim sprzętem, przygotowywali broń. Przez cały strajk, od 13 do 23 grudnia pracuje redakcja "Wolnego Związkowca". W numerze z 17 grudnia informacje o pacyfikacji kopalni "Wujek". Bojowy nastrój nieco słabnie, tym bardziej, że z kolejnym dniem strajku ubywa protestujących. "WZ" radzi:

"Korzystając z doświadczeń górników podajemy schematyczne zalecenia na wypadek ataku ZOMO: opór bierny nie ma sensu, ZOMO-wcy reagują jednakowo bestialsko niezależnie od zachowania się ludzi. Wszelkimi siłami nie należy dopuścić do wdarcia się ZOMO na teren hal, używają wtedy gazów łzawiących mi obezwładniających. tym przypadku wskazane jest szybkie odrzucanie nabojów gazowych (wybuchają dopiero po 20 sekundach)..."

Jan Białach był jednym z instruowanych. Jest przekonany, że krew mogła się polać, gdyby wcześniej zarząd hutniczej "Solidarności" nie ewakuował się ze swej siedziby.

- Pracowałem wtedy na magazynach... Gdyby przy szturmie ZOMO na "mechanika" był zarząd, to byłaby walka. A wtedy różnie mogłoby być. Myśmy strajkując byli przygotowani na wszystko. Jak się widziało ZOMO i czołgi, to się nie myślało, że w najgorszym przypadku można zostać spałowanym. Do dzisiaj zastanawiam się, dlaczego na Hucie nie doszło do rozlewu krwi!

Wspomina Zbigniew Kupisiewicz, redaktor "Wolnego Związkowca":

- W nocy z 13 na 14 przenieśliśmy redakcję z budynku administracyjnego Głównego Mechanika na halę M 32. Razem z nami ewakuował się Komitet Strajkowy, ukryto też wtedy dokumenty "S"...

Wtedy po raz pierwszy wojsko i ZOMO zaatakowało Hutę. Nie mogli sforsować głównej bramy. Strajkujący zastawili je cysternami. Wyłom zrobił czołg torując drogę dla innych pojazdów. ZOMO zdobyło budynek biurowy Głównego Mechanika. Co spotkali na drodze, to zniszczyli. Z łaźni wyciągali na mróz kąpiących się po I zmianie. Większość z nich... chciała iść do domów, bo posłuchali wezwań do zaprzestania strajku...

23 grudnia ppłk K. Kudybka o zestawieniu sił i środków własnych i wspierających w operacji odblokowania Huty Katowice, czyli rozbicia strajku trwającego od 13 grudnia:

"W działaniach użyto 4250 funkcjonariuszy MO, w tym 1673 własnych i 2583 wydelegowanych kraju (...). 1978 żołnierzy WP dysponujących 240 jednostkami wozów pancernych, czołgi, BWP, BRDM. Użyto też 3 śmigłowców, 3 reflektorów przeciwlotniczych, 3 IRS-ów, 1 WUZ, 4 samochodów bojowych SP, 2 dźwigów samochodowych Cole, 86 szt. Broni palnej, 5 aparatów fotograficznych i 1 kamery foto".

Jacek Zommer, obecny naczelny "Wolnego Związkowca" ma swoją hipotezę...

- Pracowałem w Dąbrowskiej Fabryce Obrabiarek. Chcieliśmy dołączyć się do strajkujących na Hucie, ale była obawa, że mogą nas tam wziąć za prowokatorów. Sądzę, że po pierwszym ataku z 14 grudnia władza się chyba przeliczyła. Ofiary jakieś musiały być, możliwe, że strzelaniną na "Wujku" chcieli pokazać, że ze stawiającymi opór tak będą się rozprawiać. WRON opracował plan pacyfikowania strajkujących zakładów...

Wojenna propaganda grzmiała, że element antysocjalistyczny chce wysadzić w powietrze tlenownie i wygasić wielki piec. To ostatnie oznaczałoby prawie, że zniszczenie Huty.

Zbigniew Kupisiewicz mówi tak: jedna strona zagrzewała się do walki swoimi metodami, druga - swoimi.

- Jako organizatorzy strajku chcieliśmy uniknąć dwóch rzeczy: niszczenia mienia zakładu i ofiar. Ludzie byli namawiani do biernego oporu. Co prawda zbroili się, ale to bardziej dla podniesienia morale i dla zabicia czasu. Walcownie nie pracowały, ale urządzenia były cały czas pod parą, żeby instalacje nie pozamarzały. Owszem, były takie pomysły, może to zgłaszali jej prowokatorzy, żeby zniszczyć jakieś urządzenia sterownicze, ale je od razu odrzucaliśmy...

Kupisiewicz dostał 5,5 roku więzienia... za nawoływanie do mordowania członków PZPR umieszczone jakoby w pierwszym, strajkowym numerze "Wolnego Związkowca".

Ignacy Broniszewski, w owym czasie kierownik oddziału w Magazynach, dotrwał do końca strajku. Potem był internowany. Ma odpowiedź na zasadnicze pytanie:

- Myśmy byli dobrze zorganizowani, zabarykadowani po różnych wydziałach i oni chyba nie chcieli brać ich szturmem, bo obawiali się, że będą mieli straty własne i mogą przy tym zniszczyć sprzęt Huty... Gdy dowiedzieliśmy się o "Wujku", to się mówiło, że skoro tam strzelali, to i do nas mogą strzelać.

Bilans strat
Ppłk. K. Kudybka po odblokowaniu Huty 23 grudnia w raporcie napisał:

"Zestawienie strat własnych w siłach i środkach własnych nie zanotowano. W siłach WP odnotowano upadek śmigłowca w wyniku którego 1 żołnierz (pilot) zginął a czterech odniosło obrażenia".

Były jeszcze dwie ofiary, można byłoby rzec: pokłosie tamtych wydarzeń. Dwóch uczestników strajku: Włodzimierz Jagodziński i Ryszard Kowalski. Pierwszego znaleziono 13 października 1982 r. obok słupa wysokie napięcia; w Dąbrowie Górniczej. Drugiego - w Wiśle, pod Krakowem; 7 lutego 1983 r. W obu przypadkach prowadzący śledztwa uznali, że były to samobójstwa...

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Na terenie kopalni lądował śmigłowiec LPR. Pracownik trafił do szpitala

Na terenie kopalni Marcel w Radlinie w środę, 11 marca, około godziny 17 wylądował śmigłowiec LPR. Pomocy medycznej potrzebował jeden z pracowników.

Marszałek Saługa: Nie możemy wylewać dziecka z kąpielą i wygasić górnictwa z dnia na dzień

- Na pewno nie jest możliwe zamknięcie wszystkich kopalni i przejście na zupełnie inny poziom kreowania gospodarki opartej na zupełnie nowych technologiach. Minie trochę czasu zanim będziemy w stanie oprzeć konkretne gałęzie gospodarki wyłącznie na alternatywnych źródłach energii - mówi marszałek województwa śląskiego Wojciech Saługa.

Ta kopalnia sięgnie po miliony ton węgla świetnej jakości. Nowy poziom 880 m zmieni wszystko

Górnicy z ruchu Chwałowice kopalni ROW prowadzą obecnie eksploatację trzema ścianami. I taki jest też obecny model funkcjonowania zakładu, który od kilku lat notuje dobre wyniki produkcyjne. W październiku ub.r. ruszyła też ważna inwestycja, pozwalająca na odtworzenie bazy zasobowej, a tym samym na realizację zapisów umowy społecznej i wydobycia zaplanowanego w programach operacyjnych kopalń. Pogłębiany jest szyb II do poziomu 880 m.

Załoga PG Silesia wciąż nie ma pewności, czy miejsca pracy zostaną utrzymane

Wciąż niepewny jest los Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia. Przypomnijmy, że w ub. tygodniu zarządca sądowy wysłał do strony rządowej, związków zawodowych oraz właściciela spółki pismo o złej sytuacji kopalni i prawdopodobnej redukcji zatrudnienia o kilkaset osób. Mimo, iż Sąd Rejonowy w Katowicach nie wyraził sprzeciwu wobec dzierżawy przedsiębiorstwa przez Bumech, koncesja na wydobycie wciąż nie została przeniesiona i co za tym idzie nie możliwe jest przejęcie pracowników przez owego przedsiębiorcę.