Kradniesz prąd? Zrzesz się przeciw energetykom

Kontrolerzy liczników prądu sami je uszkadzają i oskarżają niewinnych ludzi o kradzież energii - tak twierdzi coraz więcej osób z naszego regionu. Założyli Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Zakłady Energetyczne.

 

W stowarzyszeniu działa ok. 20 osób. Każdy czuje się oszukany. - Kontrolerzy liczników zrobili ze mnie złodzieja - żali się Maria Schielke, mieszkająca w Smukale. - Przyszło ich dwóch. Jeden od razu zajął się miernikiem, drugi poszedł ze mną do bojlera, później do kuchenki elektrycznej. Szybko usłyszałam wyrok: kradła pani prąd! Plomba na liczniku jest poluzowana - napisała \"Gazeta Wyborcza\".

 

Schielke uważa, że to kontroler ją uszkodził. - Nigdy przy liczniku nie majstrowałam! Mąż też, boi się nawet bezpieczniki wkręcać! My nic nie ukradliśmy. Dowód? Po kontroli i rzekomej naprawie licznika płacę mniejsze rachunki za prąd niż przedtem.


Kobieta została ukarana grzywną w wysokości niemal 5 tys. zł. - Kontrolerzy nie chcieli wyjść bez pieniędzy, więc pożyczyłam od sąsiada i tysiąc złotych zapłaciłam od razu. Byłam załamana i upokorzona - mówi. Od półtora roku jej sprawą zajmuje się sąd.

 

Stowarzyszenie Osób Poszkodowanych przez Zakłady Energetyczne spotyka się w biurze poselskim Ewy Tomaszewskiej przy ul. Focha. Czeka na wpis do krajowego rejestru. Wspiera je kancelaria prawna Eventus.

 

- Prowadziliśmy już około 10 spraw związanych z zakładami energetycznymi - opowiada Paweł Zajchowski, prawnik z Eventusa. - A wiem, że poszkodowanych w Kujawsko-Pomorskiem jest dużo więcej. Nie twierdzę, że nikt prądu w Polsce nie kradnie. Ale nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Zdarzają się nieuczciwi kontrolerzy. Potrafią 86-latce udowodnić, że pozamieniała fazy na listwie. Działają według schematu: przychodzą do mieszkania, robią zamęt, twierdzą, że odkryli nielegalny pobór. Odbiorca panikuje, tłumaczy się, oprowadza po mieszkaniu pokazując, że wszystko jest w porządku. W tym czasie drugi kontroler majsterkuje przy liczniku. Jeśli oskarżeni zostają ludzie uczciwi, wstydzą się, przeżywają koszmar.

 

Zajchowski udziela im bezpłatnych porad prawnych. - Trudno się wybronić: kontrola nie jest nagrywana, nie ma zdjęć, nie ma świadków - twierdzi.

Halina Jańczak z Tarkowa Dolnego pod Bydgoszczą została oskarżona o kradzież prądu ponad pół roku temu, ale do dziś grzywny nie zapłaciła. - A niby dlaczego? - pyta. - Jestem niewinna.

 

Kontrolerzy przyszli do jej domu w styczniu. - Nie wylegitymowali się - opowiada. - Usłyszałam hałas i przez judasza zobaczyłam, że ktoś majstruje przy moim liczniku, który wisi na klatce schodowej. Bałam się wyjść, wzięłam ze sobą psa. Dwa razy prosiłam, by się przedstawili. A potem usłyszałam, że kradnę i że uszkodziłam licznik. Ja nigdy go nie dotknęłam! Można sprawdzić odciski palców.

 

Jańczak złożyła skargę na policję i zawiadomienie do prokuratury. Ale postępowanie umorzono. - Z zeznań kontrolerów wynika, że przyszli do mnie, bo miałam niskie wskazania licznika. Pewnie chodziło o miernik w piwnicy, który również jest zarejestrowany na moje nazwisko. Gdyby panowie zapytali, zaprowadziłabym ich tam. Ale im łatwiej było udowodnić, że kradłam. Na policji zeznali, że się wylegitymowali. Nie mam świadków. Jak im udowodnię, że tak nie było? Interweniowałam w inowrocławskiej Enei, ale bez skutku.

 

- Kontrolowany nigdy nie jest zadowolony - mówi Marek Kuchcik, dyrektor Enei w Inowrocławiu. - Ludzie bywają różni. Do kościółka biegną, a potem wracają do domu i kombinują, jak nie płacić rachunków. Mają swoją taktykę: nie otwierają drzwi, gdy widzą kontrolerów, udają, że w domu pusto, a firanka się odchyla. Śmieją się nam w twarz. Ale wszystkie wątpliwości wyjaśnia sąd. Nie odwołujemy się od wyroków.

 

Ile takich spraw toczy się w sądach? - No, troszeczkę się toczy - ucina Kuchcik.

 

Kontrolerzy to najczęściej pracownicy zewnętrznych firm, z którymi współpracują zakłady energetyczne.

 

- Dostają prowizję od każdej ujawnionej kradzieży, dlatego nie tylko je udowadniają, ale wrabiają w nie ludzi - uważa Jańczak.

 

- W to nie uwierzę. Nieprawdopodobne, by ktoś ryzykował pracę i stałą pensję dla prowizji. Kradnących energię nie trzeba znowu aż tak mocno szukać - odpiera Kuchcik.

Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Zakłady Energetyczne będzie walczyć o zmianę przepisów. Chce, by w rozporządzeniu ministra gospodarki pojawił się zapis, że każda kontrola musi być rejestrowana (kamerą, aparatem fotograficznym) i odbywała się zawsze przy świadkach. Apel do ministerstwa wyśle tuż po rejestracji.


 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Autonomiczne ściany w kopalniach. Najpierw wielkie obietnice, potem likwidacja spółki

Pisałem niedawno o kopalni Jan, czyli pierwszej zautomatyzowanej kopalni węgla kamiennego w Polsce. Kiedyś dużo się o niej mówiło, a ja, ucząc się pilotażu szybowca, zobaczyłem ją z powietrza gdzieś na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Dlaczego likwidacja kopalń tyle kosztuje? I co się wydarzyło w kopalni Śląsk?

O czym pisaliśmy 30 lat temu? Przede wszystkim o akcji ratunkowej w kopalni Śląsk i kosztach likwidacji zakładów górniczych. Ale w 32 numerze „Trybuny Górniczej” z 14 sierpnia 1996 r. znalazło się i wiele innych interesujących tematów.

W tej górniczej spółce poniedziałek 17 sierpnia będzie dniem wolnym od pracy

W Spółce Restrukturyzacji Kopalń najbliższy poniedziałek będzie dniem wolnym od pracy.

Górnicy z tej kopalni zepchnięci na margines i rozczarowani. „Czy uda się dotrwać do emerytury?”

LW Bogdanka ma coraz więcej trudności z konkurowaniem z dotowanym śląskim węglem