Kotwica bezpieczeństwa
fot: Jarosław Galusek
Węgiel pozostanie stabilizatorem bezpieczeństwa energetycznego kraju przynajmniej do 2030 roku
fot: Jarosław Galusek
– Waldemarowi Pawlakowi i Joannie Strzelec-Łobodzińskiej należy się uznanie za determinację, którą wykazali w przygotowaniu tego wieloletniego programu i dostrzeżeniu roli węgla. Największym atutem tego programu jest zabezpieczenie złóż węglowych przed zabudową i zagwarantowanie do nich dostępu następnym pokoleniom. Nawet jeżeli nie będą one wykorzystywane w najbliższych latach, to będzie można do niech wrócić, gdy zajdzie taka potrzeba gospodarcza. Dotychczas była w tym względzie duża swoboda władz lokalnych, które niekiedy przedkładały doraźne potrzeby, dotyczące zagospodarowania terenu, nad interes ogólnonarodowy. A surowce nie są bogactwem jednej gminy, lecz całej Polski – podkreśla prof. Zbigniew Kasztelewicz z Akademii Górniczo-Hutniczej, który wraz z grupą ekspertów od lat zabiega o przygotowanie zagospodarowania Legnickiego Zagłębia Górniczo-Energetycznego Węgla Brunatnego.
W przyjętym przez rząd programie zapisano, że węgiel pozostanie stabilizatorem bezpieczeństwa energetycznego kraju. Wymaga to utrzymania mocy produkcyjnej kopalń. Tworzony ma być specjalny fundusz węglowy. W ocenie ekspertów, w tych założeniach jest pewna niespójność.
– W preambule podkreślono rolę węgla, ale nie zaplanowano budowy nowych odkrywek węglowych. Z bilansu możliwości produkcyjnych naszych kopalń i prognozowanego zapotrzebowania na energię wynika, że trzeba będzie znacznie zwiększyć import surowca, czyli zamiast 10 mln ton, sprowadzać 30 – 40 mln ton węgla. Stoi to w sprzeczności z deklarowanym opieraniem bezpieczeństwa energetycznego na własnych surowcach – podkreśla prof. Kasztelewicz.
Twórcy polityki energetycznej zakładają, że będzie ona aktualizowana. Przyjęty 10 dni temu program na pewno zmieni się za kilka lat. Ministerstwo Gospodarki poinformowało, że konieczna jest zmiana wielu obowiązujących ustaw m.in.: Prawo geologiczne i górnicze, Prawo energetyczne, O planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz O funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego w latach 2007-2015. Chodzi przy tym o wprowadzenie prawnej definicji „zasobów strategicznych” oraz określenie procedury ujmowania ich w planach zagospodarowania przestrzennego. Zmiany w przepisach powinny przyczynić się do zintensyfikowania badań geologicznych z wykorzystaniem nowoczesnych technik poszukiwawczych i rozpoznawczych. Przygotowywane są koncepcje udzielania pomocy publicznej dla takich przedsięwzięć, a także wsparcia gospodarczego wykorzystania metanu, który jest uwalniany podczas eksploatacji węgla kamiennego.
Udział węgla w produkcji energii, w myśl przyjętego przez rząd programu, będzie stopniowo maleć. Obecny 94-procentowy, w 2030 roku zmniejszy się do 60 proc. Oznacza to zielone światło dla energetyki jądrowej i odnawialnej (z biomasy, wiatru, wody). Elektrownie atomowe mają ruszyć w 2020 r. i w ciągu 10 lat mają dojść do 15 proc. udziału w polskiej energetyce. Za 21 lat dla źródeł odnawialnych rząd zaplanował 19 proc. udziału w produkcji prądu.
Dla producentów węgla istotna jest stabilna polityka państwa. Inwestycje w kopalniach nie mają szans na szybką stopę zwrotu. Dlatego górnicy wielokrotnie naciskali na rząd o renegocjacje dyrektywy energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej (program 3x20). W przyjętym przez rząd programie wyraźnie zadeklarowano, że kontynuowane będą zabiegi o wydłużenie okresu przejściowego dla polskiej energetyki. Mimo nacisku położonego w tym dokumencie na rozwój nowych technologii CCS i efektywność energetyczną, naukowcy twierdzą, że przyjęta polityka energetyczna Polski jest na starą nutę.
– Rząd usiłuje domknąć bilans energetyczny za pomocą starych technologii. Nie widać w tym programie narastającego w świecie znaczenia innowacyjności oraz przenoszenia akcentów z produkcji energii na efektywne nią zarządzanie. W tym dokumencie nie wspomina się o samochodach z napędem elektrycznym, a powinno to być już teraz ujęte w strategii energetycznej. To, co zostanie zrobione do 2030 roku, będzie miało znacznie odleglejsze skutki, sięgające kolejnego półwiecza – powiedział prof. Jan Popczyk z Politechniki Śl.