Koszty polityki klimatycznej

fot: ARC

Trzeba będzie nam przygotować 1,1 mld euro

fot: ARC

Polska Agencja Prasowa dotarła do (jeszcze nieopublikowanego) raportu, z którego wynika, ile poszczególne kraje UE zapłaciłyby za zwiększenie redukcji emisji CO2 do 25 proc. w 2020 r. Polską gospodarkę, poza energetyką, miałoby to kosztować 1,1 mld euro (w cenach z 2008 r.), czyli 0,24 proc. PKB z 2020 r.

Koszt ten nie obejmuje pozwoleń na emisję CO2, które będą musiały nabywać - przynajmniej częściowo - przemysł i energetyka, ponieważ zdaniem KE przychód z ich sprzedaży trafia do rządu, który może zasilić gospodarkę tymi pieniędzmi.

Komisja Europejska twierdzi, że zwiększenie celu redukcji będzie kosztować kraje UE mniej niż wcześniej szacowano. Wyliczyła, że całą gospodarkę UE (poza sektorem energetycznym) podniesienie celu redukcji CO2 z 20 do 25 proc. miałoby kosztować 25 mld euro, czyli 0,17 proc. wielkości unijnego PKB w 2020 r. O powstaniu projektu w środę 18 stycznia poinformowała agencja prasowa Reuters.

Konsumenci zapłacą
Koszty podniesienia celu redukcji emisji CO2 ponieśliby też konsumenci w UE - zapłaciliby w sumie do 2020 r. o 70 mld euro więcej za energię.

Jak jednak podkreśla KE, redukcja emisji poprawi zdrowie i zmniejszy śmiertelność w UE. KE wskazuje, że dałoby to także korzyści w postaci ograniczenia kosztów importu paliw w wysokości 20 mld euro rocznie w latach 2016-2020.

Jednak w tym czasie kraje UE musiałyby też poczynić inwestycje w zielone technologie o łącznej wartości 18 mld euro rocznie (w cenach z 2008 r.), w tym Polska - 0,8 mld euro.

Pomoc dla biednych
KE proponuje rekompensaty dla biedniejszych krajów UE, takich jak Polska, które będą musiały ponieść inwestycje.

Proponuje m.in. zwiększenie redystrybucji na ich rzecz dochodów ze sprzedaży pozwoleń do emisji do 5,4 mld euro w 2020 r. oraz zwiększenie środków na cele klimatyczne w funduszach spójności przeznaczonych dla tych krajów. "To może oznaczać wsparcie na cele klimatyczne w wysokości ok. 200 mld euro w budżecie UE na lata 2014-2020" - stwierdza się w raporcie.

- Dobrze, że w ogóle taka analiza powstała; nie wiadomo jeszcze na jak stabilnych i wiarygodnych wyliczeniach jest oparta, ale jest - skomentowała europosłanka komisji ds. energii prof. Lena Kolarska-Bobińska (PO). - Z drugiej strony są propozycje dla biedniejszych krajów. Takie zróżnicowanie to dobry kierunek.

Dodała, że nie wiadomo jednak, jak w czasie kryzysu będą przyjęte te propozycje KE. Zauważyła też, że Polska będzie ponosić "podwójny koszt" w postaci zmniejszania się liczby pozwoleń do emisji oraz konieczności zwiększania efektywności energetycznej.

- Zakłada się, że dzięki efektywności energetycznej (m.in. ocieplanie budynków - red.) zmniejszy się zużycie energii, a więc potrzebne będzie mniej pozwoleń - uważa prof. Kolarska-Bobińska.

A zieloni żądają
O redukcję ogólnej liczby pozwoleń na unijnym rynku handlu emisjami (ETS) apelują zieloni europosłowie. Komisja środowiskowa PE zaproponowała jednorazowe zmniejszenie liczby pozwoleń o 1,4 mld, a także coroczne jej zmniejszanie o 2,25 proc. do 2050 r.

Poprawki wraz z raportem o efektywności energetycznej ma w lutym głosować komisja energii.

KE w projekcie analizy wskazuje, że gdyby UE zobowiązała się do 30 proc. obniżki emisji CO2 w 2020 r., to cel ten zostałby osiągnięty przez 25-proc. redukcję emisji CO2 środkami krajowymi, a pozostałe 5 proc. - przez wykorzystanie "międzynarodowych kredytów emisyjnych".

KE argumentuje, że zwiększenie celu do 30 proc. zwiększyłoby przychody krajów UE z aukcji pozwoleniami na emisję o jedną trzecią, do 28,5 mld euro w 2020 r. "nawet gdyby została zredukowana ogólna liczba pozwoleń do emisji na ETS". KE zwraca też uwagę, że część tych przychodów stracą kraje, takie jak Polska, które wnioskują o darmowe pozwolenia dla energetyki.

Polska obawia się
Analizy kosztów zwiększenia celu redukcji CO2 domagała się Polska, która pod koniec czerwca 2011 r. zablokowała przyjęcie wniosków Rady UE ds. środowiska ws. ścieżki zwiększania redukcji emisji CO2 w UE do 2050 r.

Zakładała ona, że do 2020 r. redukcja emisji CO2 wyniesie 25 proc. (zamiast uzgodnionych w 2008 r. 20 proc.), podczas gdy UE osiągnie do tego czasu 20-proc. cel zwiększenia efektywności energetycznej. Polska obawia się, że jej gospodarka, oparta na węglu, ucierpiałaby najbardziej w wyniku dalszej redukcji emisji CO2.

KE wcześniej zapowiadała, że zadeklaruje 30-proc. cel, gdy inne duże gospodarki światowe uczynią podobnie. Zwiększenia celu redukcji CO2 domagają się zieloni w Parlamencie Europejskim. W połowie listopada 2011 r. PE przegłosował niewiążącą rezolucję ws. grudniowych negocjacji klimatycznych w Durbanie. Wezwał w niej UE do zwiększenia celu redukcji emisji CO2 ponad 20 proc.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wojskowy pkp cargo

Przewoźnik pracujący dla kopalń z zyskiem netto po 6 miesiącach 117,8 mln zł

Zysk netto Grupy PKP Cargo przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej po 6 miesiącach 2026 r. wyniósł 117,8 mln zł - podała spółka w środowym raporcie finansowym. W II kw. br. ten zysk wyniósł 163,6 mln zł.

Energetyczna przyszłość to wielomiliardowe inwestycje na terenach poprzemysłowych

W Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach zakończyła się kolejna edycja Energy Days. Było to wydarzenie poświęcone najważniejszym wyzwaniom, inwestycjom i technologiom kształtującym przyszłość sektora energii. Podczas konferencji Tauron poinformował o nowoczesnych projektach w czterech dotychczasowych lokalizacjach elektrowni konwencjonalnych. Chodzi o Jaworzno, Łagiszę, Łaziska Górne i Sierszę.

GZM: 5 października otwarcie ofert na 32 nowe pociągi

Na 5 października br. planowane jest otwarcie ofert we wspólnym przetargu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii i samorządu woj. śląskiego na dostawę 32 pociągów - poinformował w środę przewodniczący zarządu GZM Leszek Pietraszek. Zamawiający dostali do tego zamówienia ok. 650 mln zł dotacji z UE.

Motyka: Prezydent walczy z nami kosztem polskich kierowców

Prezydent dzisiaj walczy z nami kosztem polskich kierowców - ocenił w czwartek w Poznaniu minister energii Miłosz Motyka. Polityk zaznaczył, że brak podpisu głowy państwa pod ustawą o nadzwyczajnych zyskach koncernów paliwowych oznacza wyższe ceny na stacjach benzynowych.