Kopalnia pozwała górnika do sądu za strajk
Kwiatkowski protestował przeciwko polityce ministra skarbu państwa wobec KGHM. Minister, przedstawiciel największego udziałowca spółki, postanowił, aby cały zeszłoroczny zysk KGHM - 3,4 mld zł, wypłacić akcjonariuszom jako dywidendę. Związkowcy oburzyli się, że spółka nie będzie miała pieniędzy m.in. na inwestycje czy nowe maszyny. I zaprotestowali. Kwiatkowski, zastępca przewodniczącego Związku Zawodowego Pracowników Dołowych na Rudnej, jako reprezentant swojej organizacji, zjechał pod ziemię i przez tydzień głodował. Dyrekcja kopalni zdecydowała, że będą przy nim dyżurować górniczy ratownicy – przypomina „Gazeta Wyborcza”.
W sierpniu kopalnia wysłała Kwiatkowskiemu żądanie zapłaty 27 tys. zł, które wypłacono ratownikom. - Ten strajk był nielegalny i naraził kopalnię na koszty - wyjaśnił rzecznik KGHM Radosław Poraj-Różecki.
Kwiatkowski zapowiedział, że nie zapłaci. - Strajkowałem jako przedstawiciel swojego związku, a nie prywatna osoba. Niech żądają zapłaty od związku - mówi.
We wtorek siedem związków zawodowych działających na Rudnej zwróciło się do dyrekcji o odstąpienie od obciążania go zapłatą za ratowników. Piszą, że protest był elementem sporu zbiorowego i w obronie interesów kombinatu.
Kopalnia jednak pozwała Kwiatkowskiego do sądu o zapłatę.