Kopalnia ludzi z charakterem. Fedrowali w trudnych warunkach, triumfowali w sporcie

Bielszowicka kopalnia przez ponad sto lat była jednym z symboli przemysłowej historii miasta. W czerwcu dokonała swego żywota. Przez dwie dekady towarzyszyliśmy bielszowickim górnikom w ich codziennej pracy. Relacjonowaliśmy sukcesy i porażki. Opisywaliśmy pasje. Dziś wracamy wspomnieniami do tamtych dni.

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Kopalnia Bielszowice

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Bielszowicka kopalnia przez ponad sto lat była jednym z symboli przemysłowej historii miasta. W czerwcu dokonała swego żywota. Przez dwie dekady towarzyszyliśmy bielszowickim górnikom w ich codziennej pracy. Relacjonowaliśmy sukcesy i porażki. Opisywaliśmy pasje. Dziś wracamy wspomnieniami do tamtych dni.

W marcu 2015 r. w bielszowickiej kopalni zaczęto modernizować infrastrukturę powierzchniową. Powstała wówczas jedna z najnowocześniejszych w polskim górnictwie dyspozytorni zakładowych. Nowoczesne ekrany wielkoformatowe tworzyły tzw. ścianę wizyjną. Dyspozytor miał możliwość wyświetlania na nich dowolnych informacji o stanie urządzeń dołowych. Wraz z nią zabudowane zostały nowe tablice synoptyczne, wyświetlające w sposób niezawodny najważniejsze parametry bezpieczeństwa. 

- W różnym zakresie jesteśmy odpowiedzialni za bezpieczeństwo załogi, czy to poprzez działania profilaktyczne, prowadzenie akcji ratowniczej, czy też monitorowanie zagrożeń metanowych. Dlatego poszukujemy zawsze wspólnych rozwiązań, które ułatwiłyby pracę nas wszystkich i jednocześnie uczyniły ją bardziej efektywną, niezawodną – mówił nam wówczas Mariusz Szyguła, specjalista ds. systemów dyspozytorskich.


Informatyka i fedrowanie

Inżynierowie z kopalni Bielszowice opracowali również specjalną aplikację do monitorowania zagrożeń i procesów wydobywczych na dole kopalni. W polskim górnictwie było to zupełne novum. Ekipa w składzie: Michał Piecha, Mariusz Szyguła, Mirosław Tompalski, Waldemar Wyderka, Damian Gacka i Dariusz Starczewski sięgnęła po jedną z nagród Ogólnopolskiego Konkursu Poprawy Warunków Pracy za rozszerzenie funkcjonalności systemu wizualizacji Zefir o moduł wspomagania prowadzenia akcji ratowniczej.

Bezpieczeństwo było w Bielszowicach zawsze na pierwszym miejscu. Dziesięć lat temu kopalnia była najważniejszym producentem węgla koksowego w Polskiej Grupie Górniczej. Co ciekawe, surowiec zalegający w pokładach grupy 500 oceniono jako znacznie lepszy jakościowo od tego z pokładów grupy 400. Jak to możliwe?

- Diabeł tkwi w szczegółach, a raczej w bardzo niskiej zawartości fosforu – tłumaczył nam Jerzy Pudło, ówczesny kierownik Działu Przeróbki Mechanicznej bielszowickiej kopalni.

Zawartość tego pierwiastka w węglu wynosi ok. 0.015 proc., a więc bardzo niewiele. Tego typu pokłady to w polskich kopalniach prawdziwa rzadkość. Stałym odbiorcą surowca była m.in. Koksownia Jadwiga w Częstochowie. Jednak ze względu na specyfikę układu transportowego na dole kopalni w dni robocze nie było możliwości selektywnego dostarczania tego rodzaju węgla do zakładu przeróbczego. 

- Korzystamy z jednego zbiornika. Idą trzy ściany i węgiel się miesza. Dlatego fedrujemy dodatkowo w soboty, nawet już w piątek po południu, jeśli są duże zamówienia. Wówczas pracuje tylko ta niskofosforowa ściana i węgiel dostarczany jest bezpośrednio do zbiornika na powierzchni. Obecnie jego produkcja przekracza nieznacznie 800 t tygodniowo – wyliczał szef bielszowickiej przeróbki.

Jesienią 2016 r. relacjonowaliśmy długo oczekiwaną przez załogę kopalni Bielszowice chwilę. Organ urabiający kombajnu chodnikowego AM 50 zgarnął ostatnią partię skał, odsłoniwszy ciemną czeluść starego wyrobiska wentylacyjnego ruchu Pokój. W ten sposób ruchy Bielszowice i Pokój zespolonej kopalni Ruda zostały połączone. Pozwoliło to już niebawem skierować cały urobek z ruchu Pokój do Bielszowic i dalej prowadzić proces restrukturyzacji całego zakładu. Do połączenia ciągu wyrobisk obu ruchów doszło w pochylni odstawczej w pokładzie 418.

- Takich momentów się nie zapomina. Mogę tylko powiedzieć, że kamień spadł mi z serca i chyba był podobny gabarytami do urabianych skał. Do zamknięcia całej inwestycji będzie trzeba jeszcze wiele wysiłku. Cieszymy się z tego, że, wyrobiska zostały w końcu zbite, że potrafiliśmy pracować dobrze i bezpiecznie – skomentował całą operację przodowy Kazimierz Leszczyński.


Rekord na ścianie

Z początkiem 2017 r. w ruchu Bielszowice kopalni Ruda ukończono rozruch ściany 310 w pokładzie 507. Mimo wielu zagrożeń prace prowadzone siłami oddziału G3 przebiegały zgodnie z planem. Średnie dobowe wydobycie za miesiąc luty ukształtowało się na poziomie 4 tys. t węgla. W ostatnich dniach lutego sięgnęło nawet rekordowego poziomu 5 tys. t.

- Znamy ten pokład, dlatego przywiązujemy wielką wagę do skutecznej walki z zagrożeniami – w szczególności tąpaniami i zagrożeniem metanowym. Wiemy, w jaki sposób bezpiecznie prowadzić wydobycie w tak trudnych warunkach – zapewniał Roman Jenda, główny inżynier górniczy w ruchu Bielszowice.

W tym samym okresie w ruchu Bielszowice rozpoczęło pracę urządzenie produkujące sprężone powietrze użytkowe zasilane metanem. Jedno z niewielu takich urządzeń stosowanych w górnictwie węglowym na świecie. Najczęściej bowiem sprężone powietrze produkuje się w urządzeniach napędzanych prądem elektrycznym, co generuje wysokie koszty.

- Skoro dysponujemy gazem towarzyszącym eksploatacji węgla, to aż się prosi, żeby wykorzystać go w sposób jak najbardziej efektywny – wyjaśniał tajniki techniczne urządzenia inż. Wojciech Fic, energetyk w kopalni Ruda.

Dużym wyzwaniem dla całej załogi było uruchomienie ściany 252 w pokładzie 408 na poziomie 1000 m. Jej fedrowaniu towarzyszyła IV kategoria zagrożenia metanowego i II stopień zagrożenia tąpaniami.

- Natura nas nie oszczędza. W ostatnim czasie w ścianie pojawiło się zaburzenie tektoniczne w postaci uskoku. Niezbędna była pełna mobilizacja wszystkich służb kopalnianych, od działu górniczego po energomaszynowy, który jest odpowiedzialny również za przeglądy techniczne, bieżącą konserwację urządzeń elektrycznych oraz mechanicznych. Wydobycie w tym najtrudniejszym okresie przebiegało zgodnie z planem i nadal utrzymywane jest na stabilnym poziomie – relacjonował Robert Brytan, sztygar oddziałowy oddziału G2-B.

Węgiel koksujący z Bielszowic charakteryzował się dużą skłonnością do samozapalenia. Z tego m.in. względu trzeba było uciec się do wykonania niecki przeciwpożarowej w celu zabezpieczenia przeciwpożarowego rejonu projektowanej ściany.

- Obrazowo opisując, kombajn w pewnym momencie wyjechał z drążonego pokładu, „zanurkował” ok. 6 m poniżej spągu chodnika i po wydrążeniu 50-metrowego odcinka w kamiennej caliźnie powrócił do dalszego drążenia chodnika. W tej sytuacji będziemy w stanie skutecznie zwalczyć zagrożenie pożarowe, jeśli takowe wystąpi. To rozwiązanie służy bezpieczeństwu całej kopalni – opisywał Paweł Gumułka, kierownik robót górniczych ds. robót przygotowawczych, przewozu dołowego i transportu.

Determinacja bielszowickiej załogi w trudnych sytuacjach zawsze była ogromna. 

- Mamy w oddziale rekordzistów. Pamiętam, jak kiedyś brygada pod kierownictwem Marcina Goczoła popisała się zabudowaniem 10 odrzwi w rozstawie 0,8 m na tylko jednej zmianie roboczej, co daje 8 m postępu. Przy czym jakość tej pracy przy zachowaniu wszystkich zasad bezpieczeństwa i higieny pracy była wręcz perfekcyjna – wspominał Tomasz Muś, sztygar oddziałowy GRP2.

Górnicy z pewnością długo wspominać będą ścianę 829 w pokładzie 405/2wg na poziomie 840 m. Wybierano ją na przełomie 2018 i 2019 r. z początku bez zakłóceń. W końcu jednak musiała zostać zatrzymana ze względu na wzrost zagrożenia pożarowego w chodniku 1c badawczym w pokładzie 405/2.

- Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z faktu, że trzeba jak najszybciej przywrócić wydobycie. Dla tak ambitnej załogi jak nasza to było być albo nie być. W okresie dwóch tygodni, przy pełnej mobilizacji załóg oddziałów: wydobywczego G2-B, zbrojeniowo-likwidacyjnego GZL-B, transportu dołowego GTU2-B i GTD1-B, zostały zabudowane dwa przenośniki taśmowe, jeden o długości 400 m, drugi o długości 230 m, a także przenośnik zgrzebłowy typu GROT-750 o długości 100 m. Z pomocą przyszli nam koledzy z Oddziału Energomaszynowego. Elementy potrzebne do zazbrojenia odstawy wykonywali z materiałów dostępnych na kopalni. Praktycznie natychmiast po przebudowie odstawy oddział wydobywczy G2-B przystąpił do eksploatacji, nie obniżając praktycznie wcale poziomu założonego wydobycia sprzed pożaru. W ostatnich dniach lipca uzyskaliśmy postęp na poziomie 55 m. W sierpniu byliśmy już na prostej. Poprawiliśmy nawet wydobycie, wykonując 104 m postępu – chwalił załogę Roman Jenda.


Pandemia nie była im straszna

W marcu 2020 r. ogłoszono w Polsce stan pandemii. Koronawirus sprawił, że setki górników trafiło na zwolnienia lekarskie i kwarantanny. Tymczasem w kwietniu w ruchu Bielszowice ruszyła wysokowydajna ściana 314 w pokładzie 507. Miała ponad 500 m wybiegu i 3,7 m wysokości. Jej rozruch przebiegł bez większych zakłóceń. Płynnie przeszła w fazę zasadniczej eksploatacji, a postęp w kwietniu ukształtował się na poziomie ok. 100 m i średnim dobowym wydobyciu wynoszącym 4 tys. ton. Była to druga w ciągu minionych 10 lat ściana o tak dużej miąższości, wybierana jednowarstwowo.

Z początkiem bieżącej dekady bielszowicki zakład górniczy prowadził eksploatację głównie w dolnych warstwach pokładów węgla. Konieczne stało się stosowanie intensywnej profilaktyki pożarowej. Działania polegały m.in. na systematycznym doszczelnianiu środkami chemicznymi chodników przyścianowych, przelewaniu zrobów ścian za sekcjami obudowy zmechanizowanej środkami antypirogenicznymi.

Wspominając załogę ruchu Bielszowice, nie sposób pominąć tych, którzy wyróżniali się nie tylko dobrą pracą, ale też mogli pochwalić się swoimi zainteresowaniami, osiągali sukcesy, często międzynarodowe. Wśród nich był Robert Talarek. Boksował we Francji, Szwecji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Belgii, Czechach, Hiszpanii i na Węgrzech. W 2016 r. stoczył zwycięską walkę we Francji z Frankiem Haroche (nokaut techniczny w 8. rundzie) i triumfalnie wrócił do kraju z pasem mistrzowskim IBO Inter-Continental. Doczekał się nawet filmu o swojej karierze pt. „Czarne złoto”.

Na łamach „Trybuny Górniczej” i portalu netTG.pl opisaliśmy także mrożącą krew w żyłach przygodę, jaka stała się udziałem Rolanda Dudy, pracownika dozoru Oddziału Elektrycznego. Miłośnik górskich wędrówek wszedł na Rysy i na skutek utraty równowagi zjechał po śnieżnej pierzynie w dół. 

- Utraciłem jakiekolwiek panowanie nad swoim ciałem. Jak długo spadałem? Może były to dwie minuty, może kilkadziesiąt sekund więcej lub mniej, ale byłem już pogodzony ze wszystkim, co mogło mnie spotkać najgorszego. Na nic nie miałem wpływu. Wreszcie zatrzymałem się ok. 900 m pod szczytem. Byłem oszołomiony, ledwo widziałem na oczy – opowiadał przyznając, że tego dnia zyskał drugie życie.

Najnowszej historii bielszowickiej kopalni można by poświęcić tomy relacji i reportaży. Zawsze chętnie odwiedzaliśmy jej załogę. Dziś pozostały nam już tylko wspomnienia, do których zawsze chętnie będziemy wracać.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W tej katastrofie oficjalnie zginęło 24 górników, ale ofiar mogło być znacznie więcej

Dwadzieścia cztery osoby – to oficjalna liczba ofiar katastrofy, do której doszło 18 lipca 1956 roku w kopalni Boże Dary w katowickich Murckach. Nieoficjalnie mówi się, że ofiar – wybuchu gazów pożarowych i pyłu węglowego może być więcej. W kopalni  pracowali więźniowie polityczni pozbawieni praw publicznych. Ich życia nie wliczano do oficjalnych statystyk.

Europejskie kopalnie liczą wysokość emisji metanu. Polski fizyk: W ogóle nie wierzę w te liczby

Niemieckie, czeskie i polskie kopalnie węgla brunatnego liczą emisje metanu. Z danych wynuka, że systematycznie spadają. Fizyk dr inż. prof. nadzw. Jarosław Nęcki z Akademii Górniczo-Hutniczej nie wierzy w podawane przez te kraje dane, podważa ich wysokość i metodologię badań. Czy te spadki to rzeczywiście  skutek zmiany w przepisach, która pozwala kopalniom na dowolne interpretowanie wyników dotyczących emisji? Sprawę tę nagłośniła Agencja Bloomberg.

Mieszkańcy mają dość podtopień. PGG przedstawiła plan

Kopalnia fedruje, woda zalewa. Polska Grupa Górnicza ma plan, jak rozwiązać problem.

W czerwcu wzrósł procentowy udział węgla kamiennego w produkcji energii

Procentowy udział węgla kamiennego w produkcji energii wzrósł w Polsce w czerwcu do 38,6 proc. z 33,27 proc. w czerwcu 2025 roku - wynika z danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Spadała za to produkcja energii z wiatraków.