Kopalnia Ludwik, Renard, Sosnowiec. To był spacer śladami dawnych zakładów górniczych

fot: Monika Krężel

Pozostałości po kopalni Sosnowiec. Wieża szybowa szybu Anna

fot: Monika Krężel

+8 Zobacz galerię

Galeria
(11 zdjęć)

Kilkadziesiąt osób wzięło udział w barbórkowym spacerze po terenach byłej kopalni Sosnowiec. Uczestniczyli w nim m.in. byli pracownicy kopalni oraz potężna grupa pasjonatów lokalnej historii. Wydarzenie odbyło się 7 grudnia.

Grupę poprowadził Artur Ptasiński, pracownik Centrum Informacji Miejskiej w Sosnowcu, a także członek Klubu Przewodników Oddział PTTK Sosnowiec

Wycieczka rozpoczęła się od Ronda Ludwik, które swoją nazwę zawdzięcza pobliskiej kopalni Ludwik. Nieco dalej, u zbiegu ulic Witosa i Legionów, już w 1806 roku funkcjonowała odkrywkowa kopalnia węgla kamiennego Nadzieja Ludwika. Zakład, jeden z najstarszych w Sosnowcu, założył pruski generał Christian Ludwig Schimmelphenig von der Oye. To były czasy, gdy Zagłębie było częścią tzw. Nowego Śląska, znajdowało się pod zaborem pruskim.

Warto jeszcze pamiętać o kolejnej kopalni, która powstała w Sielcu. To Ludmiła, która rozpoczęła działalność w 1863 r. w Dębowej Górze. 20 lat po jej uruchomieniu doszło tam do katastrofy, w której zginęło prawdopodobnie 16 osób, choć wiele źródeł mówi o 200 ofiarach.

- Kopalnia Ludmiła nazywana była Starym Renardem. Wszystko dlatego, iż majątek sielecki należał do hrabiego Jana Renarda, syna Andrzeja. W 1856 Renardowie nabyli dobra sielecko-modrzejowskie. W 1874 roku, po śmierci Andrzeja i Jana Renardów, gospodarowaniem w majątku zajęli się ich spadkobiercy, którzy z czasem, wraz z innymi inwestorami, utworzyli Gwarectwo Hrabia Renard - opowiada Artur Ptasiński. – W 1875 roku zarządcą dóbr zostaje inżynier Ludwik Mauve. Pochodził z Nysy, miał niesamowite zasługi dla sosnowieckiego przemysłu. Mauve w 1876 r. wybudował kopalnię Ludwik i bardzo ją rozwinął, dzięki niemu powstał nowoczesny zakład wydobywczy. Zmarł w 1915 r., jest pochowany na cmentarzu ewangelickim w Sosnowcu. Niewiele osób wie, że Park Sielecki, ze względu na założyciela, był nazywany Parkiem Mauvego, inżynier założył też hotel Sielec - dodaje.

W 1876 r. zostaje też zgłębiony szyb hrabina Wilhelmina o głębokości 85 metrów (to był tak naprawdę pierwszy szyb późniejszej kopalni Renard/Sosnowiec). Jego nazwa pochodzi od imienia żony hrabiego Rernarda – Wilhelminy Ebel, artystki scen wiedeńskich. W 1945 r. szyb Wilhelmina dostał nazwę Ludwik. Drugim szybem był Wetter (Powietrzny).

- To są początki kopalni Renard, późniejszej kopalni Sosnowiec - podkreśla Artur Ptasiński. - Mówi się często, że protoplastką kopalni Renard była kopalnia Fanny. Jednak trzeba zauważyć, że szyb Fanny był bardzo daleko od miejsca, w którym później powstała kopalnia Renard.

Kolejka napowietrzna? Pewnie, że była

Ciekawostek, podczas spaceru, można było usłyszeć wiele. Przykład? Od kopalni Ludwik, w kierunku stacji Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej pociągnięto kolejkę napowietrzną linową, którą transportowano urobek.

Spacer przebiegał obok budynku dawnego kopalnianego laboratorium przy ul. Andersa. Wybudowany został w XIX wieku, jest na mapach i zdjęciach z tego okresu, ale nie jest znany jego projektant.

Na trasie zwiedzania była także kapliczka z XIX wieku, znajdująca się przy ul. Narutowicza (wcześniej Waryńskiego, a jeszcze wcześniej Renardowska), ufundowana przez pracowników kopalni. Nieopodal kapliczki znajduje się kościół pw. św. Barbary, który powstał na początku XX w. z inicjatywy górników. Zanim doszło do jego wybudowania, pojawił się konflikt między mieszkańcami a przemysłowcami co do miejsca usytuowania kościoła. W rezultacie powstały dwie świątynie. Z tym, że kościół pw. św. Barbary wybudowano w kilka lat, przed pierwszą wojną światową był już całkowicie wyposażony. Z kolei kościół na tzw. Nowym Sielcu powstawał ponad 40 lat.

Kolejnym obiektem, który obejrzeli spacerowicze był budynek elektrowni z 1904 r., który dzisiaj znajduje się w rękach prywatnych, dobudowano do niego hotel. Inwestycja skończyła się klapą. - Oszpecono piękny budynek, żal na to patrzeć, jak popada w ruinę - komentowali spacerowicze. Elektrownia w czasach świetności zasilała nie tylko kopalnię, ale także miasto.

Co zostało po kopalni?

Po drugiej wojnie światowej kopalnia zmieniła nazwę na Sosnowiec, by od 1949 do 1956 r. nosić nazwę Stalin. O powrót do starej nazwy walczyli sami górnicy. Po 1945 r. kopalnia była częścią Dąbrowskiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego.

Kopalnia Sosnowiec biła rekordy wydobycia, miała najwyższą wydajność spośród sosnowieckich kopalń. W 1973 r. kopalnia wydobyła najwięcej węgla w swojej historii - 2 637 000 t.

Dzisiaj nie tylko mieszkańcy sosnowieckiego Sielca, ale i wszyscy przejeżdżający ulicą przy której znajdowała się kopalnia Sosnowiec zerkają na wieżę szybową szybu Anna (wcześniej Johanna). Można powiedzieć, że niewiele zostało po tak bogatej historii kopalni. Jej nadszybie służy dzisiaj pasjonatom wspinaczki, miejsce nazywa się Poziom 450. Do takiej głębokości był zgłębiony szyb.

Szybów kopalnia miała wiele, chyba nie sposób ich dziś wszystkich wymienić. Od szybu Matylda, który zaznaczony jest na najstarszych mapach, po szyb Ludwik (najstarszy), Szczepan, Eugeniusz, Ostatek, Stanisław, Powietrzny, Sosnowiec, Anna… Wiadomo, że szyb Szczepan nosił nazwę dla upamiętnienia dyrektora Szczepana Wierzchowskiego, który kierował kopalnią w latach 1956-1970 i został zapamiętany jako świetny fachowiec.

Szyb Ludwik wraz z drugim z szybów wydobywczych kopalni Renard, późniejszej kopalni Sosnowiec, szybem Eugeniusz (wcześniej Eulenburg) został zlikwidowany w 1975 r.

Podczas spaceru można zobaczyć zdjęcia pochodzące z albumu dokumentującego działalność KWK Sosnowiec, zostały one wykonane w 1975 i 1976 roku. Na trasie wycieczki znajdowało się także przejście podziemne z mozaikami Tadeusza Drążkiewicza, artysty plastyka kopalni Sosnowiec. Górnicy idący do pracy widzieli mozaikę zatytułowaną „Geneza” nawiązująca do początków powstawania węgla, z amonitami i paprociami, a gdy wracali oglądali mozaikę pt. „Ptaki”. - Mam wrażenie, że artysta chciał powiedzieć górnikom, że po pracy są wolni jak ptaki. Wyjechali z dołu, by spojrzeć w szybujące po niebie ptaki - zastanawia się Artur Ptasiński.

Bardzo smutna uroczystość

W 2017 r. na księgarskim rynku ukazała się książka Stefana Wacława Bieleckiego „Kopalnia „Sosnowiec”. Dzieje zakładu górniczego (1876–1997) oraz Sielca, dzielnicy miasta Sosnowca”. To w niej autor napisał: „Rok 1997 był ostatnim w historii kopalni, w którym prowadzono jeszcze eksploatację i wydobyto 460,5 tys. ton węgla. W ostatnich latach kopalnia Sosnowiec była kopalnią jednoruchową, dwupoziomową, węgiel wydobywano z poziomów 280 i 450. 5 stycznia 1998 r. odbyło się symboliczne wydobycie ostatniej tony węgla. To wydarzenie miało uroczystą, choć skromną oprawę. Na nadszybiu szybu Anna, obok dozoru kierownictwa kopalni, związków zawodowych pojawili się też przedstawiciele Okręgowego Urzędu Górniczego w Sosnowcu, Państwowej Agencji Restrukturyzacji Górnictwa Węgla Kamiennego i Urzędu Miejskiego w Sosnowcu”.

Stefan Wacław Bielecki przypomniał również, że w wydarzeniu wziął również udział ówczesny senator RP, były sekretarz w Ministerstwie Przemysłu i Handlu, dr inż. Jerzy Markowski, któremu kopalnia zawdzięczała przedłużenie sfery żywotności o dwa lata. W styczniu 2001 r. rozpoczęło się zatapianie wyrobisk...

Organizatorem spaceru była Fundacja Epikur. Wszystko odbyło się w ramach projektu „Zróbmy sobie klimat czyli sprawiedliwa transformacja w Sosnowcu”.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Węgiel, gaz i OZE. Gra o równowagę w cieniu europejskiej polityki klimatycznej

Nie będzie rewolucji w unijnej polityce klimatycznej, ale możliwe są korekty, które złagodzą presję kosztową na energetykę. O przyszłości systemu handlu emisjami, roli węgla i gazu w bilansowaniu Krajowego Systemu Elektroenergetycznego oraz ryzyku luki mocowej rozmawiamy z dr. hab. inż. Stanisławem Tokarskim z Głównego Instytutu Górnictwa, który przekonuje, że Polska powinna postawić na dwa filary bezpieczeństwa – równowagę między gazem a węglem – przy jednoczesnym rozwoju OZE i energetyki jądrowej.

Silny wstrząs w kopalni Lubin. W strefie zagrożenia przebywało 20 górników

W sobotę Zakładach Górniczych Lubin (KGHM) doszło do silnego wstrząsu. Jeden z górników został przysypany w kabinie maszyny górniczej. Ratownikom udało się do niego dotrzeć po kilku godzinach.

Mocno zakołysała się ziemia – to wstrząs, czy tąpniecie? Znamy odpowiedź

W latach 2021-2025 w polskim górnictwie podziemnym miało miejsce 16 tąpnięć wskutek zaistnienia wstrząsów górotworu. W ich wyniku doszło do 19 wypadków śmiertelnych.

Paulina Hennig-Kloska: Energia z morskich wiatraków obniży średnią cenę prądu w Polsce

Energia elektryczna produkowana przez morskie farmy wiatrowe będzie stabilizować średnią krajową cenę energii na niższym niż dotychczas poziomie - oceniła ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.