Kopalnia Janina: Nieostrożność i naruszenie BHP przyczyną śmiertelnego wypadku
fot: ARC
fot: ARC
Jak dowiedział się nettg.pl, zatrudniony w kopalni od 1999 roku górnik nadzorował tzw. przesyp przy dwóch przenośnikach (urządzenia do transportu węgla) na poziomie 350 metrów pod ziemią. We wtorek po południu na końcu pierwszego przenośnika ścianowego zgromadziły się grube bryły urobku a do zadań górnika należało usunięcie zatoru. - Przed przystąpienieniem do pracy miał obowiązek użyć wyłącznika awaryjnego, który zastrzymałby oba przenośniki. Prawdopodobnie mężczyzna chciał zaoszczędzić czas albo ułatwić sobie pracę i za pomocą innych wyłączników technologicznych unieruchomił tylko pierwszy przenośnik, podczas gdy drugi - podścianowy - ciągle był w ruchu - powiedział nettg.pl Adam Mirek, p.o. rzecznika WUG w Katowicach.
Sunące stalowym korytem zgrzebła pochwyciły górnika za nogę i ciągnęły przez dziesięć metrów aż pod zęby kruszarki do rozdrabniania kilkusetkilogramowych skał. Kontrola wykazała, że linka awaryjna wzdłuż przenośnika była sprawna w momencie wypadku, lecz najprawdopodonie górnik został unieruchomiony tak nieszczęśliwie, że nie mógł dosięgnąć linki a w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby pospieszyć z pomocą.
Decyzją dyrektora OUG w Katowicach nakazano m.in. zapoznanie z opisem wypadku i wnioskami pokontrolnymi wszystkich górników, którzy odpowiadają w kopalni - podobnie jak ofiara tragedii - za nadzorowanie urządzeń do transportu urobku.
Zmarły jest 15. w tym roku śmiertelną ofiarą wypadków w polskim górnictwie węgla kamiennego i 21. w całym polskim przemyśle wydobywczym.
Czytaj też:
Kopalnia Janina: Zginął 48-letni górnik