Kopalnia Budryk: LiderJedności\" posądzony o matactwo
fot: Jarosław Galusek
Wiesław Wójtowicz, lider związkowy, podczas strajku w kopalni Budryk
fot: Jarosław Galusek
Wiesław Wójtowicz, lider związku \"Jedność Pracowników\" miał nakłaniać jednego z młodszych górników, by ten kłamał przed sądem na jego korzyść. \"Dziennik Zachodni\" opublikował na swojej stronie internetowej fragment nagrania, na którym słychać, jak związkowiec - organizator strajku w trzydziestominutowej rozmowie przed rozprawą w mikołowskim sądzie pracy instruuje górnika, który był świadkiem zdarzenia, jak ma zeznawać podczas procesu: \"Nie widziałeś, żebym ja uderzył Maśkę. (...) Bo mnie pogrzebiesz! (...) Ich świadkowie się posypali i teraz wszystko zależy od waszych zeznań. Jeżeli wy powiecie coś niekorzystnego, to lepiej powiedzieć: nie pamiętam\".
Wójtowicz został wyrzucony z pracy m.in. za to, że zdaniem pracodawcy pobił podczas strajku, w trakcie szarpaniny przy bramie kopalni, nadsztygara Wiesława Maśkę.
Wójtowicz, któremu dziennikarze \"DZ\" odtworzyli nagranie najpierw przyznał, że głos na taśmie jest podobny do jego własnego, jednak potem kategorycznie zaprzeczył: - To nie jestem ja i nigdy takie rozmowy z górnikami nie miały miejsca - napisał \"DZ\". Dyktafon z nagraniem rozmowy do siedziby Jastrzębskiej Spółki Węglowej przyniósł górnik, który oświadczył na piśmie, że osoba, z którą rozmawiał podczas nagrania, to szef \"Jedności\".
- Jeśli ktoś zachęca świadka do składania fałszywych zeznań, to mamy do czynienia z klasycznym przykładem mataczenia - ocenił Krzysztof Zawała, rzecznik Sądu Okręgowego w Katowicach. Mikołowska prokuratura rejonowa przyjęła nagranie jako dowód wskazujący na popełnienie przestępstwa.
Wójtowicz broni się, że oskarżenie jest zemstą: - To odpowiedź na nasze doniesienie o składanie fałszywych zeznań przez kierownictwo kopalni - twierdzi i dodaje, że skierowanie sprawy do prokuratury jest farsą.
Nagraniem zajmują się teraz mikołowscy prokuratorzy. - Wszczęliśmy śledztwo i przesłuchujemy pierwszych świadków - mówi Krzysztof Zacharyasz, prokurator rejonowy w Mikołowie. - Sprawa nie wydaje się trudna, więc pierwsze zarzuty powinny zostać postawione w ciągu dwóch miesiący. Jeśli zainteresowane osoby nie będą się przyznawały do swoich głosów, to zlecimy badanie fonoskopijne - dodaje mikołowski prokurator.
Za nakłanianie do składania fałszywych zeznań grozi kara do trzech lat więzienia.