Kopaliny w pętli paragrafów
fot: ARC
Element graficzny z archiwalnych numerów „Trybuny Górniczej” sprzed 15 lat
fot: ARC
15 lat w życiu ustawy to dużo, zważywszy, jak intensywne było w tym okresie tempo zmian gospodarczych, społecznych i politycznych. Debiut „Trybuny Górniczej” zbiegł się w czasie z nowymi regulacjami dotyczącymi funkcjonowania górnictwa. Na naszych łamach eksperci z Departamentu Prawnego ówczesnego Ministra Górnictwa i Energetyki wyjaśniali najważniejsze kwestie dla Kowalskiego, czyli obywatela, który jest górnikiem, bądź doznał szkody z powodu eksploatacji lub znalazł na swojej działce węgiel, wodę leczniczą, piasek, albo jakąś inną kopalinę. Wiele zapisów obowiązującej do dziś ustawy straciło aktualność lub jest kulą u nogi przemysłu wydobywczego.
Rząd zdecydował, że Polska potrzebuje nowego prawa geologiczno-górniczego. W listopadzie 2008 roku gotowy był projekt tak zwanej konstytucji górniczej. Ma ona uregulować najważniejsze zasady funkcjonowania przemysłu wydobywczego, wykorzystania zasobów, usuwania szkód górniczy.
– Musimy zmienić niektóre przepisy, ponieważ są niezgodne z prawodawstwem europejskim – wyjaśniał przyczyny przygotowania projektu nowej ustawy dr Henryk Jacek Jezierski, główny geolog kraju, wiceminister środowiska. W ocenie autorów projektu nowego prawa, powinno ono usunąć bariery utrudniające podejmowanie i wykonywanie działalności w zakresie geologii i górnictwa. Efektem ustawy ma być uproszczenie procedur dla przedsiębiorców oraz odbiurokratyzowanie postępowania administracyjnego. Oczekuje się po nim także zwiększenia możliwości przeciwdziałania nielegalnej eksploatacji kopalin. Rząd nowymi uregulowaniami chce zlikwidować m.in. fikcję prawną.
Projekt rządowy jest obszerny – liczy aż 1200 stron. Proponuje kilka istotnych zmian. Wiceminister Jezierski uważa, że najważniejsze jest to, że nie będzie już koncesji na poszukiwanie innych niż strategiczne kopalin (czyli węgla, węglowodorów, rud metali). Jeżeli ustawa weszłaby w życie w proponowanym brzmieniu, to wystarczyłoby uzyskać zatwierdzenie projektu prac. Po drugie – nie byłoby długotrwałej procedury uzyskiwania koncesji. A to zachęca inwestorów do podejmowania prac do udokumentowania nowych złóż kopalin, zwłaszcza skalanych, kruszyw, wód termalnych i leczniczych. W projekcie ustawy nie ma zapisów dotyczących kryteriów bilansowości, ani przeróbki kopalin. Natomiast są stawki opłat eksploatacyjnych, które w ocenie projektodawców powinny być regulowane ustawą, a nie jak dotychczas w rozporządzeniu Rady Ministrów. Dałoby to przedsiębiorcom pewność, że zmian obciążeń finansowych nie będzie można przeprowadzić bez udziału parlamentu. Ponadto wnosiliby opłaty co pół roku, a nie jak dotąd co kwartał.
Choć zdaniem autorów projektu ustawy nie niesie ona superrewolucyjnych zmian, to aprobaty w parlamencie nie było. Pojawiła się lawina protestów z wnioskami odrzucenia projektu. Sejm, żeby pogodzić przeciwstawne racje różnych środowisk, zadecydował o skierowaniu projektu rządowego do rozpatrzenia przez specjalnie powołaną podkomisję górniczą.
Specjalna Sejmowa Podkomisja ds. nowelizacji ustawy PGG pracuje w 11-osobowym składzie. Na pierwszym posiedzeniu spotkali się 3 kwietnia br., kolejne odbywają się w dni plenarnych obrad parlamentu. Podkomisji przewodniczy poseł Jan Rzymełka – geolog, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej.
– Polska na dostosowanie obowiązujących obecnie przepisów do prawa unijnego ma czas do roku 2010 – tłumaczy przewodniczący Jan Rzymełka. – Przygotowanie i konsultowanie projektu rządowego trwało ponad dwa lata. Podkomisja musi to zrobić w kilka miesięcy. To bardzo ważna ustawa, chyba jedna z najtrudniejszych, którą będziemy uchwalać. I nie dotyczy ona tylko górnictwa, ponieważ musi zapewnić ład wnętrza ziemi. Trzeba dużej przezorności przy redagowaniu każdego jej zapisu, żeby efekty nie były sprzeczne z intencjami. Jeśli projektujemy dużą swobodę w wydobywaniu żwiru, czy piasku na własne potrzeby, to czy taka spontaniczna działalność nie zaszkodzi środowisku? Być może niektóre rozwiązania ustawowe warto wprowadzić pilotażowo na określonym obszarze Polski i przyjrzeć się, jak dany paragraf sprawdza się w praktyce. Pracując nad tą ustawą mamy świadomość, że tworzymy fundamenty przyszłego ładu ekologicznego. Dotychczas górnictwo było nieco ponad obywatelem. Właściciel gruntu, samorząd, nie miał tej samej pozycji. Teraz musimy zrównać ich uprawnienia. Na razie wysłuchujemy różnych opinii. Mamy zaplanowane wyjazdowe posiedzenie podkomisji w sprawie szkód i spotkania z przedstawicielami spółek węglowych. Przed nami pionierskie rozwiązania dotyczące na składowania CO2 w górotworze. Ustawa wprowadzi ułatwienia w poszukiwaniu nowych złóż kopalin. Obecnie przedsiębiorcy tego nie robią, ponieważ jest to proces zbiurokratyzowany i ryzykowny, bo oparty na pożyczce z banku. Musimy także uregulować kwestie dziedzictwa wnętrza Ziemi nie tylko w kontekście geoturystyki. Obecnie nie zabezpieczamy unikatowych minerałów, czy wyposażenia starych wyrobisk górniczych przed dewastacją. Jeden z najważniejszych sporów toczy się wokół podatku od nieruchomości za wyrobiska górnicze. Jeżeli byśmy utrzymali dotychczasową definicję wyrobiska, to obniżalibyśmy konkurencyjność polskiego górnictwa. W innych państwach takiego podatku nie ma. Krążą plotki, że sprawa tego podatku trafi do Trybunału Konstytucyjnego. Bezsporne jest natomiast, że trzeba uregulować zaszłości, czyli stare zobowiązania, szacowane na wiele mln zł, które od nieruchomości za wyrobiska górnicze mają zapłacić spółki węglowe i kopalnie.
Głosowanie nad ustawą PGG musi nastąpić w tym roku.
Czytaj też:
15 lat „zielonej” gazety