Konsulat Chin w Katowicach?
Krążą słuchy, że czyni Pan zabiegi o otwarcie w Katowicach konsulatu Chin…
Witold Naturski, radny sejmiku wojewódzkiego, wiceprezes stowarzyszenia \"Śląsk XXI\":
- To nie plotki. Istnieje kilka ważnych ku temu powodów. Zgodnie z dyplomatyczną zasadą symetrii przedstawicielstw brakuje nam w Polsce chińskich konsulatów, prócz ambasady jest tylko jedna placówka w Gdańsku a Polska ma konsulaty w Szanghaju, Kantonie, Hongkongu. To pierwszy i formalny powód.
Po drugie z danych Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego wynika, że do Katowic przybywa na dłuższy pobyt coraz więcej obywateli ChRL, którzy nie mają na południu Polski żadnej pomocy konsularnej. Na przykład studia na Uniwersytecie Śląskim podjęło już kilkunastu chińskich studentów, przyjeżdżają też wykładowcy. A powinniśmy spodziewać się napływu robotników chińskich, wiele mówi się o budowie przez nich dróg, otwieraniu szwalni itp.
Po trzecie bujnie rozwija się współpraca z Chinami śląskich firm, górnicze inwestycje „Kopeksu” i „Famuru” sprawiają, że związki gospodarcze między Katowicami a Państwem Środka będą coraz ważniejsze. Nie bez przyczyny już obecnie ambasador Chin regularnie odwiedza nasze miasto i region.
Na ile ocenia Pan szanse Katowic na konsulat chiński?
- W staraniach wokół pomysłu wspierał mnie już ówczesny minister transportu Jerzy Polaczek. Trwają półtora roku. O tym, czy konsulat w ogóle powstanie zdecyduje strona chińska, stąd ważne, by przekonać ją o takiej potrzebie i jak najbardziej zainteresować katowicką lokalizacją. Problem polega na tym, że Chińczycy zaadresują swoją prośbę do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które ma w tych sprawach monopol i to właśnie Warszawa zaproponuje im na siedzibę placówki konsularnej jedno z polskich miast. Otóż nie mam najmniejszych wątpliwości, że rządzący Polską wicepremier Schetyna zrobi wszystko, by nowy konsulat otwarto we Wrocławiu a nie w Katowicach. Minister SZ także nie ma śląskich koneksji i pewnie prędzej wskazałby na Kraków.
Po likwidacji ostatniego w naszym mieście konsulatu Republiki Czeskiej istnieje poważne niebezpieczeństwo, że Katowice przestaną się liczyć na dyplomatycznej mapie a w południowej Polsce pozostaną na niej tylko Wrocław i Kraków. To silna konkurencja. Dlatego ważne, by do lobbingu za katowicką lokalizacją konsulatu włączyły się również regionalne media, które sprawią, że o pomyśle stanie się w kraju głośno i wyprzedzimy rywali.
Czy odczuwa Pan pomoc ze strony śląskich urzędników i polityków?
- Składałem oficjalne prośby do byłego marszałka województwa i Janusz Moszyński zapewniał mnie, że korespondował z ministerstwem. Po odwołaniu Moszyńskiego sprawa jednak rozmyła się.
A czym Katowice mogłyby zwabić chińskich dyplomatów?
- Byłem bardzo zdziwiony, gdy jakiś czas temu po wypowiedzi na temat konsulatu chińskiego na Śląsku, zgłosiło się kilku właścicieli nieruchomości z natychmiastową ofertą wynajmu pięknych przedwojennych kamienic! Istnieją wszelkie dane po temu, by Konsulat Chin wprowadził się w Katowicach do reprezentacyjnej willi przy ul. Sokolskiej, którą przed wojną zajmowało przedstawicielstwo Niemiec. Powinniśmy już teraz przygotować doskonałą, atrakcyjną i kompleksową ofertę, która będzie jak znalazł, gdy przyjdzie pora.
Czy osobiście ma Pan styczność z Chinami lub chińską kulturą?
- Nigdy nie byłem w Chinach, ale często spotykam się i rozmawiam z Chińczykami na przykład w Brukseli. Są to nie tylko oficjalni reprezentanci reżimu ale też opozycjoniści. W stowarzyszeniu „Śląsk XXI” mamy kogoś, kto mieszkał w dzieciństwie w Chinach.
A czy nie boi się Pan, że zabiegi o konsulat Chińskiej Republiki Ludowej mogą zostać opacznie odczytane jako ukłon Katowic w stronę systemu krytykowanego za poważne braki w demokracji?
- Absolutnie nie, utworzenie placówki dyplomatycznej to sprawa techniczna i neutralna pod tym względem. Na pewno nie zaszkodzi wolnościom i prawom chińskich obywateli, którzy mieszkają w południowej Polsce. A pomóc im może bardzo wiele.
Rozmawiał: Witold Gałązka