Państwowe spółki nie będą sprowadzały węgla z zagranicy, prywatnych firm to nie dotyczy

1664556492 port gdanski tomasz dresler

fot: Port Gdański/Tomasz Dresler

W związku z rosyjską agresją na Ukrainę w Porcie Gdańskim zwiększone zostały przeładunki węgla

fot: Port Gdański/Tomasz Dresler

W minionym tygodniu resort przemysłu poinformował o zablokowaniu importu węgla. Decyzja oczywiście dotyczy państwowych spółek, bo ministerstwo nie może nakazać zaprzestania sprowadzania węgla prywatnym firmom.

O decyzji w sprawie importu Ministerstwo Przemysłu poinformowało po ubiegłotygodniowym spotkaniu z przedstawicielami górniczej Solidarności.

„Trwają także intensywne prace nad zagospodarowaniem nadwyżek węgla. Resort przemysłu zablokował import węgla z zagranicy. Minister Czarnecka dodała, że rok 2024 będzie pod względem zagospodarowania węgla bardzo trudny, ponieważ obowiązują jeszcze umowy handlowe zawierane przez poprzednie zarządy, w tym zarząd PGE Paliwa, ale w 2025 r. Ministerstwo Przemysłu ma nadzieję rozładować już ten problem” – wskazali po zakończeniu przedstawiciele resortu przemysłu.

Problem nadmiernego importu węgla nasilił się po wybuchu wojny w Ukrainie. W efekcie konfliktu Polska zamknęła granicę dla rosyjskiego węgla. Surowiec zza wschodniej granicy przede wszystkim wypełniał lukę w tzw. sortymentach grubych przeznaczonych dla odbiorców indywidualnych, którzy używają go w ogrzewnictwie. Jako że pojawiło się ryzyko, że tego węgla zabraknie, państwowe spółki zaczęły pośpiesznie skupować węgiel za granicą. Sęk w tym, że sprowadzony z zagranicy węgiel był bardzo różnej jakości, a na dodatek w większości był to miał dla energetyki zawodowej, który jeszcze do niedawna w wystarczającej ilości produkowały polskie kopalnie. W rezultacie zasypany węglem rynek został całkowicie zdestabilizowany.

Jak wynika z danych Agencji Rozwoju Przemysłu, import oraz zakup wewnątrzunijny węgla kamiennego na teren Polski w 2023 roku (dane dotyczą węgla sprowadzonego zarówno przez spółki państwowe, jak i prywatne) wyniósł 16,9 mln ton (14,8 mln t węgla energetycznego i 2,1 mln t węgla koksowego). Dla porównania rok wcześniej import był rekordowy i przekroczył 20,1 mln t (17,2 mln t węgla energetycznego i 3 mln t węgla koksowego).

Decyzję resortu przemysłu na razie z pewną rezerwą komentuje Bogusław Hutek, szef górniczej Solidarności.

– Oczywiście kwestia importu, o której mówi Ministerstwo Przemysłu, dotyczy jedynie spółek państwowych, które w ostatnich latach sprowadziły duże ilości węgla – chodzi tutaj o dwie spółki, czyli Węglokoks i PGE Paliwa. Natomiast, jak wiadomo, na prywatne firmy resort nie ma wpływu i tutaj wciąż może być realizowany import. Jeśli chodzi o krajowych importerów, otrzymaliśmy informacje, że ostatni kontrakt na zakup 3 mln ton węgla został podpisany w listopadzie i od tego momentu nie będzie już żadnych nowych kontraktów. Te statki, które teraz jeszcze płyną z węglem, to wciąż realizacja tego ostatniego kontraktu. Na razie do tych zapewnień podchodzimy ostrożnie, bo od poprzednich rządów już wielokrotnie otrzymywaliśmy podobne zapewnienia, a rzeczywistość była całkiem inna. Dlatego, jak to się mówi, dopiero po owocach ich poznacie – mówi związkowiec.

– Trzeba pamiętać, że w 2020 roku cała klasa polityczna krzyczała, że węgla zabraknie. Pod tym naciskiem były premier Mateusz Morawiecki kazał sprowadzać węgiel, natomiast nikt się nie zastanowił, jak kontrolować ten węgiel, a co najważniejsze, nikt nie zrobił bilansu, ile tego węgla rzeczywiście jest potrzebne. W rezultacie sprowadziliśmy co się da, i to w ogromnej ilości, bo przecież rząd obiecywał, że te dwie spółki, które zajęły się importem, dostaną pokrycie pomiędzy ceną zakupu a ceną, która jest na rynku. Wiadomo było, że potrzebujemy sortymentów grubych, ale w efekcie trafiły do nas w większości miały dla energetyki, których nie potrzebowaliśmy, bo to zapotrzebowanie potrafiły pokryć krajowe kopalnie – dodaje Hutek.

Jak wskazuje, import to pilna sprawa, ale jeszcze pilniejszą sprawą jest to, aby zarządy spółek energetycznych realizowały kontrakty. – To, co teraz się dzieje, zaczyna przypominać 2019 rok. Przypomnę, że wtedy też energetyka przestała realizować kontrakty i nie odbierano węgla. Skończyło się to protestami, a przede wszystkim strajkiem pod ziemią w kopalniach Polskiej Grupy Górniczej. Dziś sytuacja wygląda tak samo, z tą różnicą, że problem dotyczy wszystkich spółek, a nie tylko PGG, no i wtedy nie mieliśmy umowy społecznej – mówi Hutek.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W przyszłym tygodniu ceny paliw spadną, o ile rząd przedłuży pakiet CPN

Jeśli pakiet CPN zostanie przedłużony na dotychczasowych zasadach, to ceny benzyny mogą spaść o ok.10-15 gr/l a oleju napędowego o 25 gr/l - przekazało w piątek biuro Reflex. W przeciwnym wypadku ceny paliw wzrosną.

Coraz mniej rent wypadkowych. I to o niemal jedną trzecią w ciągu dekady!

Liczba osób pobierających renty wypadkowe systematycznie maleje. W ciągu ostatnich dziesięciu lat ubyło ponad 57 tys. świadczeniobiorców. Dane ZUS pokazują, że trend jest trwały i obejmuje wszystkie główne grupy rent wypadkowych.

Transformacja energetyczna Polski: Co czeka węgiel? Kluczowa konferencja już w październiku

W październiku w Zakopanem, pod auspicjami Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią Polskiej Akademii Nauk, spotkają się eksperci z najbardziej prestiżowych ośrodków naukowych naszego kraju. W centrum uwagi pojawią się zagadnienia związane m.in. z bezpieczeństwem energetycznym, rynkiem surowcowym i dekarbonizacją.

Grzegorz Wacławek o przyszłości PGG: Nie możemy zaklinać rzeczywistości

Czy mamy zamykać? Czy mamy rozwijać? Czy mamy coś zmieniać? To dylematy, przed którym stoi Polska Grupa Górnicza, ale i górnictwo w całej Europie – mówił podczas konferencji „Trójkąt Transformacji” Grzegorz Wacławek, wiceprezes PGG ds. restrukturyzacji. - Restrukturyzacja i moje zadanie tak naprawdę polega na tym, bym odpowiedzialnie przygotował spółkę do zmiany. Do tego, by się dostosowała do tych zmian gospodarczych, które czekają region - dodał wiceprezes.