Konferencja: Bezpieczeństwo pracy urządzeń transportowych w górnictwie

Jutro w Ustroniu rozpocznie się trzydniowa, międzynarodowa konferencja nt. „Bezpieczeństwa pracy urządzeń transportowych w górnictwie”.

 

Do uczestnictwa w spotkaniu, poświęconemu omówieniu stanu bezpieczeństwa przy eksploatacji urządzeń transportowych, a także nowych trendów i doświadczeń w tej dziedzinie, organizator - Centrum Badań i Dozoru Górnictwa Podziemnego w Lędzinach - zaprosił naukowców i ekspertów z wyższych uczelni i jednostek naukowo-badawczych, ale też przedstawicieli producentów i użytkowników tej grupy urządzeń, a także firm, wykonujących diagnozy i naprawy. Obok znawców zagadnień bezpieczeństwa prowadzenia transportu w zakładach górniczych z Polski, w konferencji wezmą też udział specjaliści z tej dziedziny m. in. z Czech, Serbii, Słowacji i Ukrainy.

 

Patronat nad konferencją objął prezes Wyższego Urzędu Górniczego, Piotr Litwa. Nieprzypadkowo. Podziemny transport w zakładach górniczych jest w kontekście bezpieczeństwa obszarem szczególnie wrażliwym. Co dziesiąty wypadek w tym sektorze ma związek z prowadzeniem transportu i obsługą służących mu urządzeń. Spośród 13 wypadków śmiertelnych, do jakich w tym roku doszło już w kopalniach węgla kamiennego, aż 7 łączyło się z robotami transportowymi.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.