Kompania: co dalej z elektrownią Czeczott?
fot: Andrzej Bęben/ARC
Przy budowie Elektrowni Czeczott pracowałoby ok. 3 tys. ludzi
fot: Andrzej Bęben/ARC
W gminie Miedźna miała być druga Japonia. 2,5 tys. miejsc pracy przy trwającej 4 lata budowie, ale też 250 etatów w samej elektrowni. Tymczasem Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Bielsku-Białej przychyliło się do wniosku ekologów z Towarzystwa na rzecz Ziemi z Oświęcimia i uchyliło decyzję środowiskową, dotyczącą budowy elektrowni Czeczott w miejscowości Wola.
Decyzja SKO zapadła 26 września, a 4 dni później w Kompanii Węglowej, będącej pomysłodawcą tej inwestycji, gościł Makoto Yamanaka, ambasador Japonii w Polsce, który wraz z przedstawicielem firmy Mitsui & Co - partnera Kompanii w tym projekcie - odwiedził teren planowanej budowy. Jak podały służby prasowe KW, w ocenie ambasadora Japonii to przedsięwzięcie jest najważniejszym projektem polsko-japońskim oraz ma wsparcie ze strony władz Japonii. Ambasador kilka miesięcy temu był obecny przy podpisywaniu umowy "O wspólnym rozwoju projektu budowy elektrowni Czeczott w miejscowości Wola", które odbyło się w Ministerstwie Gospodarki w obecności wicepremiera Janusza Piechocińskiego.
- Kluczowym wyzwaniem jest stworzenie odpowiednich warunków do rozwoju nowych i istniejących już obiektów wytwórczych. Liczę, że elektrownia zwiększy konkurencyjność polskiego sektora energetycznego - mówił wówczas wicepremier.
Co natomiast twierdzą ekolodzy?
- Głównym powodem uchylenia decyzji środowiskowej dla elektrowni Czeczott był fakt, iż raport, w oparciu o który została ona wydana, zawierał wiele informacji niezgodnych z prawdą materialną. Mianowicie m.in. nie uwzględniono w nim tzw. zanieczyszczeń wtórnych, które powstaną podczas eksploatacji elektrowni. Raport zawierał nieprawdziwe dane dotyczące zasięgu rozprzestrzeniania się zanieczyszczeń, a ponadto w obliczeniach nie uwzględniono faktycznego tła zanieczyszczeń rakotwórczym benzo(a)pirenem, tylko tło fikcyjne. Jako punkt wyjścia przyjęto stężenia benzo(a)pirenu na poziomie 100 razy niższym niż rzeczywisty - tłumaczy w rozmowie z TG Robert Wawrety, wiceprzewodniczący Towarzystwa na rzecz Ziemi, który powołuje się na opinię naukową sporządzoną przez dr. hab. Leszka Pazderskiego, chemika z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Protesty ekologów rozpoczęły się 1,5 roku temu, już na etapie konsultacji społecznych projektu. Jeszcze w lipcu br. wójt gminy Miedźna Bogdan Taranowski mówił w rozmowie z TG, że dziwi się takiej postawie.
- Odnoszę wrażenie, że najwięcej troski o nasze zdrowie przejawiają ludzie spoza gminy, np. towarzystwa ekologiczne. Ekolodzy zawsze mają wątpliwości, ale w każdej sprawie musi się znaleźć miejsce i na człowieka, i na ochronę środowiska. I ja, i inwestor składaliśmy wyjaśnienia. Decyzję środowiskową wydałem, dochowując wszelkich warunków i uzgadniając ją z sąsiadami - twierdził wójt.
Strony projektu utrzymują, że uruchomienie elektrowni Czeczott przyczyni się do obniżenia emisji dwutlenku węgla na terenie jej oddziaływania. Zgodnie z odpowiednimi regulacjami prawnymi nowy emitent jest bowiem zobowiązany do eliminacji innych źródeł emisji dwutlenku węgla w ilości przekraczającej o połowę emisje własne.
Obiekt, którego budowa miała ruszyć w 2016 r., miał zostać uruchomiony w 2019 r. Elektrownia miała zużywać ok. 3 mln t węgla i wytwarzać energię elektryczną o mocy 7,6 TWh rocznie. Nie wiadomo, jakie będą dalsze losy tej inwestycji. Z formalnego punktu widzenia Kompania Węglowa może złożyć skargę na decyzję SKO do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego lub zlecić opracowanie nowego raportu oddziaływania elektrowni na środowisko. Jak poinformowało Biuro Komunikacji Korporacyjnej Kompanii Węglowej, we wtorek doszło do spotkania inwestora oraz doradcy technicznego projektu.