Komentarz do artykułu:
Adam Maksymowicz: Uniwersytet Wrocławski pół wieku temu

Panie Adamie, bardzo dziękuję za sylwetki Lwowiaków! (wiem, że mieszkańcy miast małą literą, ale dla Nich - wyjątek) Nie mam żadnych rodzinnych związków ze Lwowem i Kresami (nie licząc babci ze strony ojca o tajemniczych korzeniach spod Wilna, które na zawsze już pozostaną tajemnicą, bo miała ciężki los i nie wywnętrzała się na ten temat). Ale proszę mi wierzyć - czuję do Lwowa taką irracjonalną miętę! Ilekroć słucham przedwojennych przepięknych piosenek (w I PR nocą świetna sentymentalna audycja) lub czytam takie wspomnienia, jak Pańskie o ludziach ze Lwowa, wiem, że to musiało być zupełnie fenomenalne, niezwykłe miasto i gdyby dziś istniało w Polsce, czuję że z pewnością byłaby to moja Ziemia Obiecana!;) Nie rozbieram dokładnie w szczegółach, na czym polegał ten lwowski genius loci, ale tchnie z tego miasta taka olbrzymia wolność, energia, tolerancja, że sądzę, iż Lwów mógłby się równać z najwspanialszymi legendarnymi miastami Europy. Z takich zjawiskowych miejsc znam Kraków, gdzie studiowałem na przełomie 80.-90. ale dziś gdy wracam do Krakowa, nie znajduję już tego klimatu, bo komercja turystyczna zabiła go chyba bezpowrotnie. Co z tego, że jest ładniej i bogaciej, kiedy starych znajomych już się nie spotyka przechodząc przez Rynek w tłumie Japończyków, no i nie ma już tych sklepów Społem (wino po stypendium) i wielu, wielu innych ważniejszych rzeczy! A jak Pan znajduje dzisiaj Wrocław?