Komentarz do artykułu:
Jak spalić węgiel, żeby nie było dymu?

Autor pyta w artykule a co z tymi, których nie można podłączyć do sieci gazowej, ciepłowniczej lub ich nie stać na kocioł najnowszej generacji - widzi jedną alternatywę - sprawniejszą i czystszą metodę spalania z standardowym kotle. I ma rację, że można czyściej palić. Ale dlaczego nie wspomina się, że większość posiada dostęp do energii elektrycznej. Czy prąd elektryczny nie jest nośnikiem energii nadającym się do ogrzewania domu ? Jest, i to przy możliwości buforowania ciepła, korzystając z nocnej taryfy porównywalnym cenowo z gazem (cena nieco wyższa za kWh ale za to sprawność kotła 100%). Koszty inwestycji ? W porównaniu do zakupu nowoczesnego markowego kotła na węgiel lub pelet znikome. Dlaczego nie wspomina się o pompach ciepła, dlaczego nie wspiera się i nie promuje w odpowiednim stopniu tych urządzeń - kocioł węglowy wraz z metrażem do składowania opału kosztowo porównywalny z pompą ciepła, którą można zainstalować gdziekolwiek na 1m2 powierzchni a tym czasem w nowych drogich domach nadal dym z komina. Koszt ogrzewania pompą ciepła niższy od kotłów węglowych. Miała być innowacyjność a jest dalsze wspieranie gazu (z importu), grubego węgla (w sporej części z importu) a nowe technologie po macoszemu. I tu nie potrzeba dotacji, wystarczy zwolnienie z podatków nocnego prądu w okresie zimowym, którego zapewne jest w nadmiarze czy zwolnienie z podatków zakupu np. pomp ciepła połączone z promocją medialną tych rozwiązań, a powietrze stanie się zdatne do oddychania, grubego węgla nikt nie będzie importował bo i po co a miały energetyczne z kopalnianych placów znikną wchłonięte przez energetykę bo popyt na produkt elektrowni i elektrociepłowni wzrośnie. Będzie zadowolona energetyka, górnictwo, obywatele, którym ogrzewania zacznie działać na "guzik" a nie łopatę i ekolodzy bo węgiel spalony w elektrowni choć może i mniej sprawnie to jednak wielokrotnie czyściej od jakiegokolwiek kotła domowego.