Kombajn „szyty” pod gabaryty

fot: Kajetan Berezowski

- Kombajn ma urabiać węgiel i nasza głowa w tym, żeby ruszył jak najszybciej – podkreślają maszynowcy z oddziału MD-1 kopalni Budryk

fot: Kajetan Berezowski

Ważą 48 t i w częściach trzeba je dostarczyć do frontu robót, a następnie zmontować. O czym mowa? Naturalnie - o kombajnach górniczych. Stalowe kolosy wbijające swe noże w ściany węgla lub „pędzące” w zawrotnym tempie chodniki budzą na dole największy respekt.

Paweł Nieradzik, nadsztygar ds. mechanicznych i Andrzej Kwaśnica, sztygar w oddziale MD-1, w kopalni Budryk złożyli i nadzorowali montaż już niejednej takiej maszyny.

- Dopiero co zakończyliśmy składać kombajn typu Joy 4LS20 w ścianie BW-2 w pokładzie 401 (poziom 1050). Planowy jej wybieg to ponad 1000 m, a długość sięga 200 m. Joy to dobra maszyna. Ruszyła do przodu, aż miło było patrzyć. Musi dojechać do końca, nie ma innej możliwości – mówi z przekonaniem Kwaśnica.

Wraz ze ślusarzami z oddziału MD-1 prześledziliśmy wspólnie drogę kombajnu z powierzchni do wyrobiska na dole ornontowickiej kopalni. Osobno zjechały dwa organy urabiające o średnicy 1,80 m, osobno dwie głowice napędzające organy, a w ślad za nimi: dwa ciągniki umożliwiające posuw wzdłuż ściany, skrzynia aparatury elektrycznej sterująca kombajnem i dwie ładowarki wysypujące urobek na przenośnik odstawy.

Z tym nie ma żartów
- Ciągniki ważą po 8,5 t, głowice po 6,5 t, a organy urabiające po 3,9 t. Ciężary są duże, ale wbrew pozorom wcale nie rzucają na kolana. Widziałem już cięższe elementy. Do ściany trzeba wozić je transportem podwieszanym, zachowując szczególną ostrożność. Z tym nie ma żartów – uczula Andrzej Kwaśnica.

Gdy kombajn w częściach dotrze już do miejsca przeznaczenia, zaczynają się kolejne problemy, z którymi górnicy-maszynowcy muszą sobie poradzić. Jeżeli wyrobisko jest w miarę wysokie, czyli ma ponad 3 m, robota przebiega w niemalże komfortowych warunkach. A jeśli do obudowy wyrobiska zostaje 1,5 m albo jeszcze mniej?

- Dla nas nie ma rzeczy niemożliwych. Zmontować maszynę trzeba, ponieważ została zaprojektowana na konkretne gabaryty wyrobiska, a czasu jest na to zawsze tyle samo, czyli dwa, trzy dni – opowiada dalej sztygar z oddziału MD-1.

W sumie cztery brygady na dobę uwijają się przy montażu. W ich skład wchodzą górnicy, ślusarze i elektrycy. Najtrudniejszym momentem jest odpowiednie ustawienie względem siebie ciągników posuwu i skrzyni mieszczącej aparaturę elektryczną kombajnu. Tu dużo zależy od stopnia nachylenia ściany. Na końcu do akcji wkraczają elektrycy. Kable muszą zostać tak podłączone, aby wszystko zadziałało, jak trzeba i co najważniejsze, działało bezpiecznie.

W Budryku przeciętnie składa się cztery kombajny ścianowe rocznie i tyleż samo demontuje. Po przejechaniu ściany trafiają do producenta celem przeprowadzenia przeglądu technicznego.

Dreszczyk emocji
Z demontażem jednak również bywają trudności, nawet takie przyprawiające o przysłowiowy dreszczyk emocji.

- Kiedyś demontowaliśmy kombajn chodnikowy w wyjątkowo trudnych warunkach geologiczno-górniczych. Po prostu zaciskało wyrobisko. To był istny wyścig z nieubłaganą naturą. Z każdym dniem strop schodził coraz niżej. Sprężaliśmy się niesamowicie. Gdybyśmy wtedy nie zdążyli, maszyna zostałaby w wyrobisku. W takich sytuacjach ratuje się miliony złotych – przekonuje nadsztygar Paweł Nieradzik.

Kombajny chodnikowe to zupełnie inny rozdział górniczej rzeczywistości.

- Są zwykle cięższe, ważą ponad 50 t, przeciętne gabaryty to 11 m długości, 4,5 m szerokości i 2,8 m wysokości. Zwozi się je w kilkudziesięciu częściach. Montaż takiego kombajnu trwa dłużej, bo ok. półtora tygodnia. Najważniejszy element i zarazem najcięższy, to obrotnica. Waży ponad 5 t. Trzeba ją umieścić w środku konstrukcji maszyny. Jest to operacja niebezpieczna i trzeba jej poświęcić trochę więcej czasu. Kombajny chodnikowe są maszynami o dużych wytrzymałościach. Często drążą nawet kilka kilometrów wyrobiska, zanim trafią do większego przeglądu – opisuje nadsztygar ds. mechanicznych.

Maszynowcy z Budryka nie mają łatwego życia. Po złożeniu kombajnu każdy musi zająć się własną robotą. Wykonują zadania w transporcie, przy montażu rurociągów, usuwają rozmaite awarie. Ślusarze są w ciągłym pogotowiu. Jeśli maszyna nagle zostanie unieruchomiona, ściąga się ich na miejsce. Wówczas pozostawiają dotychczasowe zajęcia i przystępują do usunięcia usterki. Gdy okaże się poważniejsza, konsultują się z serwisem producenta. Konserwacje maszyn przeprowadza się w weekendy.

- Żeby pracować przy montażu i konserwacji kombajnów, trzeba latami zbierać doświadczenia. Staramy się, aby wszystkie kombajny ścianowe i chodnikowe, z którymi mamy do czynienia, nie miały dla nas tajemnic. W kopalni kombajny muszą być sprawne, w końcu kopiemy węgiel - podkreśla Paweł Nieradzik.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wojskowy pkp cargo

Przewoźnik pracujący dla kopalń z zyskiem netto po 6 miesiącach 117,8 mln zł

Zysk netto Grupy PKP Cargo przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej po 6 miesiącach 2026 r. wyniósł 117,8 mln zł - podała spółka w środowym raporcie finansowym. W II kw. br. ten zysk wyniósł 163,6 mln zł.

Energetyczna przyszłość to wielomiliardowe inwestycje na terenach poprzemysłowych

W Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach zakończyła się kolejna edycja Energy Days. Było to wydarzenie poświęcone najważniejszym wyzwaniom, inwestycjom i technologiom kształtującym przyszłość sektora energii. Podczas konferencji Tauron poinformował o nowoczesnych projektach w czterech dotychczasowych lokalizacjach elektrowni konwencjonalnych. Chodzi o Jaworzno, Łagiszę, Łaziska Górne i Sierszę.

GZM: 5 października otwarcie ofert na 32 nowe pociągi

Na 5 października br. planowane jest otwarcie ofert we wspólnym przetargu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii i samorządu woj. śląskiego na dostawę 32 pociągów - poinformował w środę przewodniczący zarządu GZM Leszek Pietraszek. Zamawiający dostali do tego zamówienia ok. 650 mln zł dotacji z UE.

Motyka: Prezydent walczy z nami kosztem polskich kierowców

Prezydent dzisiaj walczy z nami kosztem polskich kierowców - ocenił w czwartek w Poznaniu minister energii Miłosz Motyka. Polityk zaznaczył, że brak podpisu głowy państwa pod ustawą o nadzwyczajnych zyskach koncernów paliwowych oznacza wyższe ceny na stacjach benzynowych.