Mamy dwa rodzaje nielegalnych kopalń. Pierwsze to kopalnie rzemieślnicze, które nie spełniają żadnych warunków bezpieczeństwa pracy i zasad ochrony środowiska. Właścicielami drugich są grupy przestępcze, które handlują narkotykami – powiedział Carlos Rodado Noriega, minister górnictwa i energetyki Kolumbii.
To ciemna strona potężnego górnictwa kolumbijskiego, w którym wielkie bogactwo (o największych na świecie kopalniach węgla i miliardowych inwestycjach pisaliśmy na naszych łamach) sąsiaduje z przestępczością gospodarczą i skrajną biedą. Na porządku dziennym są wypadki pod ziemią, często śmiertelne. W górniczym departamencie Antioquy, gdzie funkcjonuje około 1400 legalnych zakładów wydobywczych, jest blisko 5 tys. różnej wielkości nielegalnych kopalń, także dużych.
Ich właścicieli nie stać na inwestowanie w cokolwiek, nawet w najprostsze technologie górnicze. Z pokolenia na pokolenie całymi rodzinami zajmują się tradycyjnie wydobywaniem węgla, nie mając pojęcia o zasadach i przepisach, na jakich oparte jest współczesne górnictwo. Wydobywają niewielkie ilości, prymitywnymi metodami. Tyle, by przeżyć. Dla państwa właściwie nie istnieją – nie mają koncesji, nie płacą żadnych podatków górniczych, nie ponoszą opłat za eksploatację.
Najgorsze jednak jest to, że pracują w nich przymuszane do niewolniczej pracy dzieci. – Skoro ja nie umiem czytać i pisać, a przeżyłem tyle lat, to ty też nie musisz umieć czytać i pisać, więc idziesz do kopalni – taka filozofia obowiązuje w wielu górniczych rodzinach w Kolumbii. Często ci ludzie nawet nie wiedzą, że prawo zabrania im zatrudniania dzieci. Bieda i analfabetyzm są pożywką dla przestępczości, także wśród najmłodszych.
By temu zaradzić władze Antioquy wprowadziły program pomocy dla ubogich rodzin, gwarantujący bezpłatną edukację i wyżywienie dzieci. Płacą za obiady, dostęp do szkoły, komputera, internetu. Program obejmuje około 900 tys. uczniów. To początek, inne departamenty zaczynają powtarzać doświadczenia z Antioquy.
Próby zmian w górnictwie, zwłaszcza zalegalizowania dzikich kopalń, trafiają często na mur skomplikowanych problemów społecznych i braku regulacji prawnych. Już samo odróżnienie górnictwa małego i rzemieślniczego od nielegalnego nastręcza spore trudności. Niektórzy górnicy zwyczajnie boją się wystąpić o legalizację. Sprawy nie ułatwiają też same władze, które – pomimo, że część właścicieli kopalń spełnia wszystkie wymagania formalne – nie dokonują legalizacji w obawie przed skutkami nadania prawa do dysponowania obszarem górniczym.
Kłopoty mnoży nielegalne wydobycie złota, szmaragdów i innych minerałów. Według Beatriz Uribe Botero, minister środowiska, budownictwa mieszkaniowego i rozwoju terytorialnego, złoto eksploatowane jest rabunkowymi metodami aż w 15 rejonach Kolumbii, z użyciem koparek, sit i płuczek wodnych, nierzadko wprost w dżungli amazońskiej. Zwykle taką kopalnię prowadzi rodzinny klan. Skutki tych działań są katastrofalne. To setki hektarów zdegradowanych bezpowrotnie bezcennych terenów tropikalnych, których przybywa z roku na rok.
Jest też tajemnicą poliszynela, że w branżę wydobywczą inwestują, przejmując kontrolę nad kopalniami, gangi narkotykowe. Za pieniądze z produkcji kokainy, marihuany i heroiny kupują maszyny i urządzenia górnicze. Paradoksalnie więc, przestępczy proceder przyczynia się do mechanizacji górnictwa, zwiększenia wydobycia i poprawy warunków pracy górników. Gangi zatrudniają też w kopalniach byłych rebeliantów, ofiary konfliktu państwowego.
Skala przestępstw górniczych w Kolumbii ma być znana po zakończeniu trwającego teraz spisu powszechnego w branży wydobywczej. Nie czekając na jego wyniki, władze podejmują próby zwalczania nielegalnych kopalń, poprawienia bezpieczeństwa w górnictwie i zwiększenia ochrony środowiska, aplikując na szybko setki nowych regulacji prawnych. Lawina zmian runęła na sądownictwo. Do tego stopnia, że trzeba było rozpocząć szkolenia sędziów, by ci mogli połapać się w gąszczu nowych przepisów, zwłaszcza dotyczących karania za nielegalne praktyki górnicze.
Małe, rzemieślnicze górnictwo to trudny problem, ale – jak się też okazuje – i duży kawałek chleba. Według Międzynarodowej Organizacji Pracy, zapewnia ono bezpośrednio zatrudnienie dla około 13 mln ludzi i pośrednio dla 80 do 100 mln ludzi. W Ameryce Południowej cyfra ta dochodzi do 1,6 mln, z czego spora część przypada na Kolumbię. Legalne i nielegalne kopalnie departamentu Antioquy zatrudniają według szacunków (pełnych danych władze nie posiadają) około 800 tys. osób.
Światowa produkcja rzemieślniczego górnictwa ma spory wymiar – sięga 12 proc. metali (głównie złota), 21 proc. minerałów przemysłowych, 20 proc. węgla i 10 proc. szmaragdów.