Kolejny raz radośnie ogłaszamy odpływ wykwalifikowanych kadr z kopalń
Kiedy ponad dwa tygodnie temu usłyszałem z ust jednego z kandydatów na przyszłego premiera, że on nigdzie nie zamierza uciekać, więc żaden plecak ewakuacyjny nie jest mu potrzebny, to miałem ochotę się pomodlić. Tak, pomodlić się o zdrowie dla tego człowieka, bo o rozum to już chyba za późno…
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Jacek Korski
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Kiedy ponad dwa tygodnie temu usłyszałem z ust jednego z kandydatów na przyszłego premiera, że on nigdzie nie zamierza uciekać, więc żaden plecak ewakuacyjny nie jest mu potrzebny, to miałem ochotę się pomodlić. Tak, pomodlić się o zdrowie dla tego człowieka, bo o rozum to już chyba za późno…
Od lat mam taki plecak spakowany w garażu. Nie dlatego, że chcę uciekać w czasie wojny, ale zdarzają się różne nieszczęścia i warto choć trochę się na nie przygotować. Nawet w bardzo dobrze zorganizowanych państwach niespodziewany kataklizm może na jakiś czas zaburzyć normalne funkcjonowanie ludziom czy ich zbiorowościom.
Pamiętam opowiadania mojej Babci, która po ogłoszeniu jakiejś ćwiczebnej mobilizacji na Śląsku wraz z sąsiadkami zaczęła zbierać wodę do słoików i butelek. W bezpiecznym miejscu – w piwnicy były zapasy żywności, bo kiedyś kupowało się kartofle (znane innym jako ziemniaki), a na półkach stały słoiki z przetworami. Dziś jesteśmy nauczeni, że możemy na bieżąco kupować to, co nam potrzebne. Jednak w sytuacji kryzysowej nagle sklepy mogą być zniszczone lub zapasy towarów nieuzupełniane codziennymi dostawami.
Refleksja dotycząca węgla kamiennego
Nie trzeba sięgać pamięcią daleko wstecz, bo ostatnia powódź na Dolnym Śląsku miała miejsce zaledwie dwa lata temu. Przypomnę, że w tym czasie woda była wszędzie i jednocześnie wodę do picia trzeba było dostarczać – to paradoks takich sytuacji kryzysowych. Od pamiętnej powodzi latem 1997 r. wiele się w Polsce zmieniło na lepsze, ale wszystkiego przewidzieć się nie da i warto być choć trochę przygotowanym. Mamy u naszych granic wojnę i jej odpryski pewnie jeszcze nie raz nam zagrożą, więc warto „nosić parasol i przy pogodzie”. W życiu publicznym jednak dzisiaj wszystko jest walką polityczną, ale niekoniecznie należy atakować politycznych oponentów za wszystko i wszędzie. Ludzie zapominają, ale internet przechowa twoje słowa, czy chcesz, czy nie, i któregoś dnia te słowa mogą zwrócić się przeciw temu, kto je wypowiedział.
Ostatnie miesiące w Zatoce Perskiej i okolicy nagle spowodowały, że pojawiła się refleksja dotycząca węgla kamiennego. Ktoś skonstatował, że węgiel kamienny będzie nam potrzebny dłużej, niż zapowiadano. Cisza wokół pierwszej elektrowni atomowej wskazuje, że chyba sprawy biegną wolniej, niż planowano. Ceny ropy i gazu są wysokie, więc prąd z węgla staje się bardziej konkurencyjny. Przedłuża się więc życie istniejących elektrowni węglowych i ich bloków. Wszystko to jednak działania doraźne, a ja chciałbym zobaczyć jednak naszą przyszłość. Takie działania od lat budzą mój sprzeciw.
Kiedyś, po wysłuchaniu na jakiejś konferencji w Krakowie wystąpień fachowców od energetyki, w powrotnej drodze kupiłem spalinowy agregat prądotwórczy. W ciągu pięciu lat użyłem go tylko raz w sytuacji awaryjnej i zimą miałem ciepło w domu i bezpieczne zapasy w lodówce. Na szczęście tylko raz i krótko. Tak bardzo promowane panele fotowoltaiczne powodują frustrację wielu ich posiadaczy, bo w słoneczne dni są odcinani i nie mogą sprzedać swojego prądu, mimo że zainwestowali dość duże pieniądze. To sprawa istniejących sieci przesyłowych i ich nieprzygotowania na zachodzące zmiany źródeł wytwarzania.
Wątpię, czy polskiego surowca wystarczy do zasilenia krajowej energetyki
Kiedy piszę te słowa, elektrownie cieplne (węgiel kamienny, brunatny i gaz) wytwarzają mniej energii niż fotowoltaika, słabo wieje. Przypuszczam, że przy tak pięknej pogodzie energii ze słońca mogłoby być więcej, na przeszkodzie stoją jednak nieszczęsne sieci przesyłowe. Przed nami ogromne zmiany, ponieważ dziś największe elektrownie zlokalizowane są w południowej części Polski. Zbudowanie na Pomorzu elektrowni atomowej wprowadzi kolejną dużą zmianę w wytwarzaniu i zużyciu prądu. Ciekaw jestem, czy będziemy na to gotowi.
Wracając do tematu kopalń i wydobycia – w branży narastają obawy. Biorąc pod uwagę stan naszych zakładów, pesymistycznie patrzę w przyszłość i powtórzę: wątpię, czy polskiego surowca wystarczy do zasilenia krajowej energetyki. Chciałbym się mylić, ale warto się nad tym pochylić, zwłaszcza że kolejny raz radośnie ogłaszamy odpływ wykwalifikowanych kadr z kopalń.