Koks, czyli jak nie przespać koniunktury

Mimo że ceny koksu biją dziś wszelkie rekordy nikt w tej branży nie wpada w euforię. Gdy skończyły się problemy z produkcją stali, zaczęły z dostawami węgla. A pośrodku tego wszystkiego są polskie koksownie. Może nie najnowocześniejsze, ale solidne.

O latach 90. polskie koksownie chciałyby jak najszybciej zapomnieć. Niskie ceny stali na rynkach światowych sprawiły, że prawie wszystkie rodzime zakłady przynosiły wtedy straty. Załamały się programy inwestycyjne, a najbardziej przestarzałe koksownie trzeba było po prostu zlikwidować (ten smutny los spotkał m.in. koksownię Makoszowy).
- W pewnym momencie koksownictwo stało się takim niechcianym dzieckiem. Branżą nie interesowali się ani decydenci, ani politycy - przypomina dr inż. Marek Ściążko, dyrektor Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu.
Zadecydowała o tym słaba efektywność produkcji, przestarzała technologia, chroniczny brak zysków i ogromne zanieczyszczenie środowiska naturalnego. - Pracownicy odchodzący z koksowni nie mogli liczyć nawet na wsparcie socjalne. Poza małymi wyjątkami nie było odpraw finansowanych z budżetu, tak jak miało to miejsce w górnictwie - przypomina dr Ściążko.

Zapaść trwałaby pewnie dalej, gdyby nie nagły wzrost światowego zapotrzebowania na stal. Podczas gdy na przełomie lat 80. i 90. produkcja stali rosła w tempie 0,6 proc. rocznie, to w 2000 roku sięgnęła już poziomu 6 proc. Ta tendencja utrzymała się do 2007 roku, gdy wzrost światowej produkcji stali sięgnął już 9 proc.

Stal pociągnęła koks
Wraz z wzrostem zapotrzebowania na stal, rosło też zapotrzebowanie na koks. Nasi producenci nie mogli przegapić takiej okazji. W ciągu ośmiu ostatnich lat w polskie koksownie zainwestowano prawie 2 mld zł, a skala inwestycji do 2012 roku ma osiągnąć drugie tyle.

Zmodernizowano prawie wszystkie liczące się zakłady. Należąca do koncernu ArcelorMittal Koksownia Zdzieszowice od 2002 roku uruchomiła już trzy nowe
baterie, a inwestycje pochłonęły 600 min zł. W kwietniu w koksowni Zdzieszowice ruszyła budowa kolejnej baterii, która ma kosztować co najmniej 160 min zł.

Należąca w ponad 80 proc. do Jastrzębskiej Spółki Węglowej koksownia Przyjaźń chce do 2013 roku zmodernizować wszystkie swoje cztery baterie, tak by móc docelowo produkować 3,5 min ton koksu rocznie. Koksownia wydała już na inwestycje 900 min zł, a cały program modernizacji ma pochłonąć 1,8 mld zł.

Do rozbudowy baterii za 200 min zł szykuje się koksownia Częstochowa, wyodrębniona z ISD Huty Częstochowa. To ciekawa sprawa. Donbas po wygaszeniu w Częstochowie wielkiego pieca nie potrzebował koksowni, ale szalejące ceny tego surowca na rynkach światowych sprawiły, że postanowił zainwestować w to przedsięwzięcie. Koksownia działa od stycznia. Docelowo chce produkować 0,8 min ton koksu rocznie. - Choć jesteśmy stosunkowo małym producentem, z ulokowaniem 60 proc. produkcji na eksport nie mamy dziś problemów - przyznaje Tadeusz Wenecki, prezes koksowni.

Także Kombinat Koksochemiczny Zabrze zrzeszający koksownie Jadwiga, Radlin i Dębieńsko, w rozbudowę swoich zakładów, głównie nowej baterii w Radlinie zamierza zainwestować 1 mld zł. Oprócz nowej baterii powstanie też nowa sortownia, bocznica kolejowa i biologiczna oczyszczalnia ścieków. Kombinat wytwarza rocznie ponad milion ton koksu, który trafia m.in. na Słowację, do Czech, Austrii i Niemiec.
- Nasze koksownie nie zmarnowały czasu dobrej koniunktury i zdołały dostosować się przede wszystkim do rygorystycznych norm ochrony środowiska. Budujemy może nie najnowocześniejsze, ale z pewnością bardzo wydajne baterie - mówi dr inż. Urszula Ozga-Blaschke z zakładu ekonomiki PAN.

To ważne, bo część produkcji zmuszeni jesteśmy wysyłać na eksport. Z naszych koksowni zaledwie dwie: Zdzieszowice i koksownia w Krakowie, pracują prawie wyłącznie na potrzeby krajowego producenta, w tym przypadku ArcelorMittala. Pozostałe koksownie są „samodzielne\", co oznacza, że muszą liczyć się ze światową koniunkturą na stal. W zeszłym roku wysłaliśmy na eksport 4,8 min ton koksu, głównie za pośrednictwem Polskiego Koksu. To daje nam drugie miejsce w Europie. - W najbliższych latach jesteśmy w stanie utrzymać ten poziom, pod warunkiem, że nie będzie jakiegoś załamania na rynku węgla. Zapotrzebowanie na stal w ciągu przynajmniej najbliższych trzech, czterech lat będzie rosło. Także w naszym kraju z powodu Euro 2012 - przypomina Włodzimierz Hereźniak, prezes Polskiego Koksu.

Drogo, bo brakuje węgla
Ostatnie miesiące przyniosły spory wzrost cen koksu na rynkach światowych. Jeszcze do niedawna za tonę płacono średnio 80 dolarów. W maju tego roku ceny koksu osiągały poziom 500 dolarów, by w czerwcu podskoczyć już do 550 dolarów. Wśród ekspertów nie brakuje opinii, że w najbliższym czasie cena 700 dolarów jest jak najbardziej realna.
- W tym przypadku duże znaczenie będą miały ceny transportu, głownie frachtów do portów ARA. Koks, ze względu na swoją specyfikę jest niewdzięcznym towarem do przewożenia, dlatego ceny transportu będą jeszcze długo utrzymywać się na wysokim poziomie - przypomina dr Ozga-Blaschke.

Eksperci przestrzegają jednak, by nie upajać się zbytnio wysokimi cenami koksu. Jego produkcja bez surowca, czyli węgla koksowego jest niemożliwa. A tu sytuacja jest najgorsza od lat. W 2007 roku wszystkie polskie koksownie wyprodukowały 10 min 200 tys. ton koksu. Ten rok ma być podobny, ale producenci już narzekają na braki w dostawach węgla.

Dotyczą one przede wszystkim węgla typu 35 (hard). W latach 2006-2007 poziom produkcji tego surowca sięgał od 9,2 do 9,4 min ton rocznie. W tym roku produkcja spadnie do 8,8 min ton, podczas gdy krajowe zapotrzebowanie związane z produkcją koksu wynosi ok. 11 min ton. Mamy więc deficyt 3 min ton węgla, który należy sprowadzić z importu przy założeniu, że eksport polskiego węgla będzie wynosił ok. 1 mln ton. To wzrost w stosunku do ubiegłego roku prawie o 100 proc.

Koksownie Zdzieszowice i w Krakowie importowały do 2006 roku niewielkie ilości węgla koksowego jedynie z Czech. Traktowano go jako uzupełnienie do niektórych mieszanek węglowych, a całość produkcji koksu była oparta na węglach krajowych. - Załamanie się w 2007 roku produkcji w JSW SA spowodowało, że nie było możliwości zakontraktowania wymaganych ilości węgla koksowego, co zmuszało nas do zwiększenia importu z Czech. Ponadto zakontraktowane ilości nie były realizowane. Stąd, aby utrzymać poziom produkcji koksu, rozpoczęliśmy w II półroczu 2007 import węgla zamorskiego w ilości ok. 400 tys. ton - mówi Andrzej Krzysz-tałowski, rzecznik prasowy ArcelorMittal w Polsce.

W tym roku sytuacja wygląda jeszcze gorzej. ArcelorMittal otrzymał do JSW o 1,1 min ton mniej węgla typu 35 niż zakontraktował. Koncern ogłosił więc, że zaimportuje ok. 1,8 min ton węgli koksowych, głównie ze Stanów Zjednoczonych. Trzeba jednak pamiętać, że to dane oficjalne. Niewykluczone, że import ArcelorMittala będzie jeszcze większy, bo koncern jest właścicielem kilkunastu kopalń na świecie dostarczających węgiel koksujący.

Co gorsza, deficyt węgli typu 35 będzie się jeszcze pogłębiał. Jastrzębska Spółka Węglowa prognozuje, że po 2015 roku zmniejszy wydobycie węgla koksującego do 7,7 min ton, by w 2018 roku osiągnąć stały poziom wydobycia na poziomie 7,5 min ton rocznie.

Reaktywacja kopalni
Nic więc dziwnego, że coraz częściej mówi się o rozbudowie istniejących kopalń i reaktywacji tych, gdzie wydobycie już wstrzymano. Czeski koncern węglowy OKD chce reaktywować kopalnie „Dębieńsko\" i „Morcinek\", a JSW eksploatować nowe złoża na polu Bzie-Dębina i Pawłowice.
- Od tej tendencji moim zdaniem nie ma odwrotu. Docelowo JSW będzie produkować 70 proc. węgla koksowego, a reszta, czyli 30 proc. będzie pochodzić z zagranicy. Nie będzie to problemem, dopóki JSW będzie miała zbyt i węgiel koksowy nie zalegnie na hałdach - przekonuje dr Ściążko.

Pewną alternatywą może być też większe wykorzystanie słabszych jakościowo węgli typu 34, które produkuje głównie Kompania Węglowa. Dziś spółka wydobywa 3 min ton węgla typu 34 rocznie i w najbliższych latach zamierza utrzymać ten poziom. Stąd m.in. szacowane na 900 min inwestycje w kopalniach KW

Problemem związanym z produkcją węgli koksowych mogą być jednak nie pieniądze, a czas na ich realizację. Dziś w przemyśle koksowym od zaprojektowania inwestycji, do jej zakończenia mija najwyżej od 1,5 roku do 3 lat. W energetyce proces ten trwa co najmniej 8 lat, a w górnictwie nawet 15. - Z tego też powodu wielu wykonawców nie chce współpracować z górnictwem, a chętnie podejmuje się rozbudowy koksowni. Jeżeli spółka węglowa zainwestuje 1 mld zł w nowe maszyny i pola wydobywcze, trudno jest nawet dostrzec efekt. A w koksownictwie na uruchomienie nowej baterii wystarczy już 400 min zł. I efekt w postaci koksu widać od razu - mówi dr Ściążko.

Tekst: Tomasz Głogowski
Autor jest dziennikarzem Polskiej Agencji Prasowej

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Europa ma kłopoty. Upały paraliżują gospodarkę i system energetyczny. Ratuje nas węgiel

Czerwiec 2026 przyniósł falę upałów, jakiej nie notowano w Europie od początku pomiarów. Temperatury biją rekordy od Londynu po Rzym, a wraz z nimi rosną rachunki za prąd, liczba ofiar i ryzyko blackoutów. To już nie jest „anomalia pogodowa”. To test wytrzymałości dla unijnej infrastruktury. Czy go zdamy?

Tramwaje Śląskie starają się o odblokowanie 450 mln zł wsparcia z UE

Tramwaje Śląskie starają się o odblokowanie 450 mln zł wsparcia z UE - poinformował p.o. prezesa spółki Krzysztof Mikuła. Pieniądze zablokowano w zw. ze śledztwem ws. podejrzeń o oszustwa i korupcję podczas przetargów dotyczących infrastruktury tramwajowej w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

Poprzemysłowe „góry”. Śląskie hałdy, które stały się turystycznymi atrakcjami

Co wyróżnia krajobraz Górnego Śląska? To wieże wyciągowe kopalnianych szybów czy hutnicze kominy, ale także hałdy, nazywane „śląskimi górami”. Teoretycznie to tylko zwałowiska odpadów i geologiczne śmietniki, ale jednak mają swój urok. Wiele z nich stało się turystycznymi atrakcjami. 

Droga do zatrudnienia po węglu - program rozszerzony o kolejne osoby. Kto skorzysta?

Unijny program "Droga do zatrudnienia po węglu" zostanie rozszerzony na mieszkańców Wielkopolski Wschodniej niezwiązanych z ZE PAK - poinformował Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego. Zmiany wejdą w życie od 1 lipca.