KGHM Polska Miedź: Godzina prawdy
fot: mining-technology.com
W kopalni KGHM
fot: mining-technology.com
Ze zrozumiałych powodów nie wszystko w tej sprawie wiadome jest opinii publicznej. Szczególnie w sytuacji, kiedy zdecydowanym przeciwnikiem prywatyzacji są wszystkie związki zawodowe i to niezależnie od ich koloru i sympatii politycznych.
Prezes musiał odejść
Można domyślać się, że początkowo rząd chciał się uchylić od bezpośredniego przeprowadzenia tej operacji zlecając jej wykonanie prezesowi Mirosławowi Krutinowi. Było to o tyle przedsięwzięcie zręczne, że należał on do grona młodych i zdolnych biznesmenów będących w stanie podołać najtrudniejszym zadaniom. Niestety, sprawa KGHM przerosła jego możliwości, nie ze względu na brak talentów, czy też popełnione błędy, ale przede wszystkim zadecydowała o tym determinacja dobrze zorganizowanych związków zawodowych.
Po kilku kolejnych starciach i wymuszonych ustępstwach prezes musiał odejść nie wypełniwszy powierzonej mu misji. Nie mniej klimat zagrożenia stale był widoczny, czego wyrazem był zacięty spór o każde nawet najdrobniejsze decyzje godzące w związkowy stan posiadania. Obie strony zdawały sobie sprawę, że raz dokonane cofnięcie się będzie trudne do zatrzymania i spowoduje utratę wiary w zwycięstwo.
Dziurę w budżecie trzeba zasypać
Wiadomo, że dziura budżetowa nie może czekać w sytuacji narastającego kryzysu i rząd musi ją zapełnić również dochodami z prywatyzacji KGHM. Trzeba zdawać sobie sprawę, że w jakimś sensie rząd jest w sytuacji przymusowej. Ten krok musi być wykonany.
Jednak związkowcy zdają sobie sprawę, że sprzedani w obce ręce wraz z tzw. „dobrodziejstwem inwentarza” zdani są na „łaskę i niełaskę” obcego kapitału, który mimo wszelkich umów, gwarancji i zapewnień będzie raczej okazywał swoją „niełaskę” zbuntowanym związkom zawodowym. Po jakimś czasie z całą pewnością będzie dążył do zamknięcia kopalń, które co prawda aktualnie są dochodowe, jednak z uwagi na warunki wydobycia m.in. na niespotykaną nigdzie na świecie głębokość oraz temperatury, wymagają ogromnych nakładów.
Węgiel zamiast miedzi
Można powiedzieć, że od strony strategicznej rząd podjął próby zabezpieczenia górników KGHM przed ewentualnymi skutkami sprzedaży swoich udziałów. Od dwóch lat prowadzono intensywną kampanię informacyjna i promocyjna związaną z uruchomieniem kopalni węgla brunatnego w okolicy Legnicy. Było to przedsięwzięcie wielce perspektywiczne, jako że tu właśnie zalegają jedne z największych złóż węgla brunatnego w Europie. Przynajmniej kilkanaście tysięcy ludzi w przyszłości dostało by tutaj pracę w kopalni i pobliskiej elektrowni.
Niestety, ci sami górnicy, tak zawzięcie dziś broniący swoich miejsc pracy, równie stanowczo opowiedzieli się przeciwko tej inwestycji. Potwierdzają to wszelkie opinie, badania, stanowiska samorządów i lokalnych władz, środowisk związanych z ochroną środowiska oraz różnych stowarzyszeń, które nie chcą mieć na swoim terenie tego rodzaju przemysłu.
Nikt też nie chce przyjąć do wiadomości, że koniunktura miedziowa nie może trwać wiecznie i o ile od strony popytu oraz cen jest ona stale zadowalająca, to od strony warunków eksploatacji i wyczerpywania się najbardziej korzystnie położonych złóż KGHM chyli się ku swojemu przeznaczeniu. Odrzucenie przyszłościowej alternatywy węgla brunatnego w miejsce zmierzającej ku końcowi eksploatacji złóż miedzi zmusza rząd do kroków stanowczych. Strategia, która w jakiś sposób miała szansę na złagodzenie tego sporu przegrała z propagandą, uporem i brakiem wizji przyszłości również po stronie związkowej.
Okazja dla polityków
Trudno, aby w zaistniałej w KGHM sytuacji nie zabrali głosu politycy. Jednym z nich jest poseł Ryszard Zbrzyzny, który jako szef związkowy w KGHM odgrywa tu rolę podwójną wzmacniając pozycję załogi. Ostatnie jego mianowanie na wiceprzewodniczącego Klubu Poselskiego Lewicy, świadczy o tym, że w sprawie tej nie obejdzie się też bez sporów na najwyższym szczeblu państwowym.
Dlatego też związkowcy zaprosili wszystkich posłów ziemi legnickiej na spotkanie, które ma się odbyć w najbliższą środę, 29 lipca w siedzibie KGHM. Jest wielce wątpliwe, aby posłowie i politycy znaleźli jakieś rozsądne wyjście z zaistniałej sytuacji. Natomiast pewne jest, że opozycja wykorzysta to do zaatakowania rządu, który miał wszystkim obywatelom dać „miłość”, a niesie przemoc.
Wszyscy przegrają
Już na drugi dzień po ogłoszeniu od dawna przygotowanej decyzji ministra skarbu, oba kluczowe związki zawodowe, nie zważając na dzielące je dotąd sympatie polityczne, ogłosiły zgodnie pogotowie strajkowe. W wydanym oświadczeniu twierdzą, że jeżeli rząd nie wycofa się z tej decyzji, to KGHM ogłosi strajk generalny. Wydaje się, że nie jest to tylko pusta retoryka. Związkowcy doskonale zdają sobie sprawę z własnej siły, która wyraża się ok. 90 proc. poparciem zdyscyplinowanej załogi.
Z drugiej strony atak wynajętych dla tego celu oddziałów szturmowych może zakończyć się tylko pyrrusowym zwycięstwem. Oddziały te nie są, bowiem w stanie zaatakować górników zamkniętych na dole. To, że kopalnie miedzi są na dole ze sobą połączone i tworzą drugie miasto składające się w całej sieci wyrobisk liczących łącznie kilkaset kilometrów nie jest dla nikogo tajemnicą. Nie trudno zagubić się w dżungli wyrobisk.
Można ich wziąć głodem. W odpowiedzi należy się spodziewać, że nastąpi zatopienie kopalń. Wystarczy tylko wyłączyć znajdujące się na dole pompownie, co jest przedsięwzięciem niezwykle prostym. Dopływ ok. 50 metrów sześciennych wody na minutę po kilku tygodniach wypełni wodą kopalnie, które będą już nie do odzyskania. Przerwa w robotach górniczych powyżej miesiąca powoduje zaciskanie się wyrobisk aż po ich strop.
Upór obu stron może doprowadzić do tego, że strona rządowa nie sprzeda KGHM, a związkowcy sami pozbawią się swoich stanowisk pracy. Mimo całej powagi sytuacji można powtórzyć za znanym przedwojennym satyrykiem, „że najgłupsze jest, jak ktoś przy czymś się uprze”.
felietony Adama Maksymowicza