Katastrofy: tam zginęło 20 górników

1400047464 kopalnia handlova sk

fot: hanslowa.sk

Do tragicznego w skutkach wybuchu doszło w słowackiej kopalni Handlova 10 sierpnia 2009 r.

fot: hanslowa.sk

W środę (14 maja) rano tureckie media informowały już o ponad 200 śmiertelnych ofiarach katastrofy, do której doszło w głębinowej kopalni węgla brunatnego w Somie w zachodniej Turcji.

Węgiel brunatny wydobywany jest zwykle metodą odkrywkową (jedyną podziemną kopalnią w Polsce była Sieniawa) i katastrofy związane z wybuchami i rzadko kojarzą się z tym surowcem.

Przypomnijmy jednak podobną katastrofę z 2009 r., o której pisaliśmy wówczas w portalu górniczym nettg.pl.

10 sierpnia w Słowackiej kopalni Handlova podczas gaszenia lokalnego pożaru w chodniku 330 metrów pod ziemią doszło do wybuchu, w wyniku którego zawalił się szyb i pobliskie chodniki. Ze względu na ekstremalne warunki ratownicy dotarli do ciał zabitych górników dopiero po czterech dniach. Znaleziono je około 65 metrów od zakładanego ogniska wybuchu.

- Na miejscu katastrofy panowały warunki nie dające szans na przeżycie. Szczególnie wysokie stężenie CO, wysoka temperatura i niska zawartość tlenu. Jest wysoce prawdopodobne, że wszyscy zginęli bezpośrednio po wybuchu - oceniał wówczas minister gospodarki Lubomir Jahnátek.

Była to największa katastrofa górnicza w historii Słowacji.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.